Afera bankowa na Litwie i Łotwie trwa. Winni nadal na wolności

Zaciąganie nowych pożyczek, wysokie wynagrodzenia dla administratorów, wypłacanie milionowych należności oraz walka o ekstradycję podejrzanych - to tylko niektóre konsekwencje nacjonalizacji i upadku banku Snoras
Litwa i Łotwa nadal borykają się z konsekwencjami ubiegłorocznej afery bankowej. 16 listopada litewski rząd znacjonalizował bank Snoras, powołując się na informację, że wyprowadzono z niego ponad 470 mln dol. Pięć dni później na Łotwie zawieszono działalność spółki-córki Snorasa - Krajbanki. Tam brak środków oszacowano na prawie 200 mln dol.

Głównych podejrzanych, rosyjskiego oligarchę Władimira Antonowa i jego litewskiego partnera Raimondasa Baranauskasa, zatrzymano pod koniec listopada w Londynie na podstawie europejskiego nakazu aresztowania wydanego przez Litwę. Obaj zostali zwolnieni po opłaceniu kaucji. Jak dotąd brytyjski sąd nie nakazał ekstradycji, kolejna rozprawa odbędzie się 30 stycznia. Biznesmenom grozi na Litwie do 10 lat więzienia.

Antonow kupił Snorasa w marcu 2003 r. Stał się on trzecim co do wielkości bankiem Litwy pod względem zgromadzonych depozytów. Choć litewscy ekonomiści wielokrotnie podkreślali, że instytucja nie miała znaczącego wpływu na gospodarkę czy rynek usług kredytowych dla firm, to jego upadek dotknął społeczeństwo. Klientami banku byli przede wszystkim emeryci, mieszkańcy mniejszych miejscowości, gdzie filie Snorasa były często jedyną instytucją finansową.

Tymczasową administrację banku powierzono Simonowi Freakleyowi, a stanowisko administratora upadłości - Neilowi Cooperowi, obaj są ze spółki konsultingowej Zolfo Cooper Europe. Wynagrodzenie tego zespołu budzi w ostatnich dniach nie mniej kontrowersji niż sama afera. Wileński sąd okręgowy ustalił pod koniec grudnia, że koszty związane ze sprawą nie mogą przekroczyć 60 mln litów (ok. 78 mln zł). Mimo wcześniejszych deklaracji o setkach tysięcy do kieszeni zespołu zagranicznych administratorów trafi prawie 17 mln litów (22 mln zł).

Kwota budzi oburzenie wśród parlamentarzystów i części społeczeństwa, choć mało kto na Litwie potrafi powiedzieć, czy jest ona duża, czy mała. Ekonomiści przypominają, że wynagrodzenie powinno być adekwatne do wyników, a o nich na razie niewiele wiadomo. Dlatego trudno się w jakiś sposób ustosunkować.

Bank Litwy broni się, że sytuacja Snorasa okazała się gorsza, niż przewidywano. Należało poczynić kroki w celu ochrony mienia wartego setki milionów dolarów oraz przeprowadzić procedurę upadłości uwzględniającą możliwość działalności przestępczej. Do tego wszystkiego potrzebne było doświadczenie na odpowiednim, międzynarodowym poziomie.

Litwa zgodnie z gwarancją państwową wypłaca należne środki klientom banku, choć inwestorzy skarżą się, że nadal nie mają dostępu do swoich papierów wartościowych. Podobnie sytuacja wygląda na Łotwie, gdzie wypłacono już prawie 90 proc. należności. Ryga jednak nie była w stanie zrekompensować kosztów w związku z Krajbanką we własnym zakresie. Z potrzebnych 350 mln łatów(ok. 2,3 mld zł) prawie 200 mln uzyskano dzięki programom Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Komisji Europejskiej. Takie dane podał w tym tygodniu były premier, europoseł Iwar Godmanis.

Więcej o: