Krajobraz przed bitwą

Spektakularne bankructwa potentatów, drastyczne spadki notowań giełdowych, załamanie koniunktury - to światowe rozprężenie finansowe i gospodarcze tylko w nieznacznym stopniu odczuwane jest nad Wisłą. Do czasu. Zatory finansowe mogą być nader bolesne dla wielu instytucji finansowych, firm i konsumentów.
Branża zarządzania wierzytelnościami ma swoją specyfikę, która najdobitniej ujawnia się w warunkach zawirowań gospodarczych, a globalny kryzys finansowy jeszcze bardziej ją eksponuje. Chodzi o odporność na cykle koniunktury i dekoniunktury gospodarczej. Zawsze jednak istnieje pewien odsetek niespłacanych zobowiązań - w czasach hossy waha on się w granicach kilku procent, w okresie bessy może dochodzić nawet do kilkudziesięciu.

Zdaniem Krzysztofa Mateli, prezesa Polskiego Związku Windykacji, wpływ kryzysu światowych finansów na polskie instytucje trzeba rozpatrywać w trzech równoległych płaszczyznach.

Bezpośredni to wystawienie na sprzedaż aktywów banków inwestycyjnych oraz różnego rodzaju funduszy, które upadły bądź utraciły płynność finansową i zwróciły się do innych o pomoc. W takiej sytuacji jest kilka polskich banków. Stoją one w obliczu poważnych problemów związanych ze spadkiem własnej wiarygodności i dlatego prędzej czy później na rynek trafią różne składniki ich majątku, w tym także portfele wierzytelności. Co gorsza, na rynku nie ma niestety wystarczającej gotówki przeznaczonej na ryzykowne zakupy, należy zatem się spodziewać, że ceny będą dyktowane przez klientów, a nie sprzedających. Będą one wynikały raczej z nastroju, a nie z realnej wyceny sprzedawanych aktywów.

Z kolei krajowe i zagraniczne instytucje doskonale zdają sobie sprawę, że aby funkcjonować na rynku, muszą dysponować odpowiednio dużą gotówką. Jedną z metod jej pozyskiwania jest uporządkowanie aktywów.

- O ile dotychczas banki traktowały transakcje z funduszami sekurytyzacyjnymi jak absolutną konieczność, to zapewne w dobie kryzysu zmienią podejście i będą na fundusze patrzeć jak na pełnoprawnych partnerów - uważa Krzysztof Matela.

Najbardziej dotkliwą dla gospodarki konsekwencją kryzysu finansowego jest jej wychłodzenie. Zaostrzenie restrykcji w udzielaniu kredytów połączone ze wzrostem kosztu pieniądza oraz wzrostem cen produktów i usług z pewnością wpłynie na koszty funkcjonowania przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Zapewne wiele z nich straci lub znacząco obniży swoją zdolność kredytową. Może się zatem okazać, że dotychczas regulujący swoje zobowiązania na czas nagle staną się dłużnikami.

Fakty i domysły

W czasach koniunktury windykuje się więcej długów wynikających z szybkich pożyczek gotówkowych, kart kredytowych czy zakupów ratalnych - czyli produktów, z których korzysta się często impulsywnie, na fali optymizmu towarzyszącego dobrej sytuacji na rynku. W konsekwencji z jednej strony wyraźnie rośnie ilość zawieranych transakcji i proporcjonalnie do niej zwiększa się liczba należności nieregularnych, z drugiej zaś - są one łatwiejsze do odzyskania. Dekoniunktura zmienia ten obraz diametralnie.

Z punktu widzenia przedsiębiorstw poważniejszym problemem stają się rosnące koszty obsługi zadłużenia. Zaciąganie kolejnych kredytów jest coraz trudniejsze, pieniądz staje się droższy, maleje zdolność do obsługi kolejnych zobowiązań. Przedsiębiorcy, mając ograniczony dostęp do finansowania bankowego, zaczynają w większym stopniu "kredytować się" u swoich dostawców i kontrahentów, opóźniając terminy płatności.

Nie jest to jeszcze zjawisko nagminne. Przedsiębiorcy mający problemy z bankowym kredytowaniem działalności starają się przede wszystkim ograniczać swoje inwestycje i plany rozwoju produkcji. Dlatego wzrost zatorów płatniczych nie jest jeszcze wyraźny. Eksperci jednak zwracają uwagę, że polscy wierzyciele z obawy przed potencjalnym wzrostem ryzyka coraz szybciej tracą cierpliwość do kontrahentów kredytujących się ich kosztem i częściej zwracają się do firm windykacyjnych. Stąd też z pewnością zauważalny jest wzrost zainteresowania usługami prewencyjnymi i windykacyjnymi.

- Wiele firm zwróciło się do nas o rozszerzenie zakresu współpracy o sprawdzanie wiarygodności finansowej ich potencjalnych klientów czy wpisywanie dłużników do biura informacji finansowej - komentuje Piotr Krupa.

Z kolei jeśli chodzi o kredyty konsumenckie i hipoteczne, to choć przez dłuższy czas polskie banki łagodziły swoje podejście, to jednak było ono znacznie bardziej restrykcyjne niż w USA czy w krajach Europy Zachodniej. Jednak wzrost stóp procentowych z pewnością będzie miał wpływ na sytuację kredytobiorców. Raty kredytów hipotecznych wzrosły już nawet o kilkaset złotych. Pierwsze należności wynikające z kredytów zaciągniętych na zakup mieszkania banki przekazały do firm windykacyjnych jeszcze w ubiegłym roku. Ale skala tego zjawiska będzie nieporównywalnie mniejsza niż w krajach ogarniętych kryzysem finansowym.

Z doświadczeń windykatorów

Wbrew pojawiającym się doniesieniom, że Polakom coraz ciężej spłacać swoje długi, Kruk zanotował w ostatnim czasie ponad 16-procentowy wzrost wartości spłaconego zadłużenia. Natomiast w porównaniu do analogicznego okresu sprzed roku liczba ugód zawartych pomiędzy dłużnikami a windykatorem wzrosła aż o 450 proc. Dłużnicy częściej niż dotychczas z własnej woli kontaktują się z windykatorem w celu zawarcia porozumienia dotyczącego spłaty w ratach.

- W ostatnich trzech miesiącach ub. r. niemal 50 tys. osób zgłosiło chęć zawarcia ugody z wrocławskim windykatorem. W analogicznym okresie 2007 r. było ich ponad pięciokrotnie mniej. Coraz więcej osób obawia się nieznanych jeszcze konsekwencji kryzysu i stara się do niego przygotować, porządkując swoje sprawy finansowe i spłacając zaległości. Ludzie częściej niż dotychczas chcą porozmawiać o uregulowaniu długu i deklarują chęć spłaty w ratach, na które ich stać - dowodzi Iwona Słomska, rzecznik prasowy Kruka.

Nieco inne są pierwsze obserwacje zachowań firm. - Zdecydowanie zauważamy wydłużenie się okresu dochodzenia należności z zagranicy, szczególnie z krajów, gdzie kryzys jest już odczuwalny. Natomiast w windykacji należności krajowych opóźnienia płatności są mniejsze i nie dotyczą całości rynku. Można jednak zauważyć zdecydowane pogorszenie dyscypliny w regulowaniu należności w odniesieniu do niektórych branż - ocenia Joanna Syzdół, dyrektor Biura Windykacji Coface Poland.

I tak problemy odczuwa, nastawiona w znacznej mierze na eksport, branża meblarska. Rosną koszty wytwarzania, a przy słabym euro opłacalność eksportu jest bardzo niska. To przekłada się na coraz większe opóźnienie w regulowaniu należności w tym sektorze. Dlatego zdaniem ekspertów Coface należy się spodziewać, że obecny rok będzie dla branży trudny. Podobne przyczyny osłabiają pozycję firm odzieżowych. Część małych już sprzedaje maszyn i kończy działalność. To może spowodować problemy z wypłacalnością tych przedsiębiorstw i odzyskaniem od nich zaległych zapłat za dostarczony towar.

W branży budowlanej w ub. roku odnotowano kilkadziesiąt bankructw. Wzrastają zatory płatnicze, a to pociąga za sobą zwiększenie liczby tzw. trudnych długów, gdzie przekroczenia w zapłacie sięgają ponad 120 dni. Podobne nastroje panują w branży przetwórczo-spożywczej - spowolnienie zachodnich gospodarek i mocny złoty powodują, że eksporterzy powracają na rynek polski, co w konsekwencji wpłynie na zaostrzenie konkurencji, której niektóre przedsiębiorstwa nie wytrzymają. W efekcie tutaj również dochodzi do coraz większych opóźnień w regulowaniu należności. Skutki kryzysu odczuwa też transport - niesprzyjające warunki dla tego sektora mogą przyczynić się to fali bankructw.

Remedium w sekurytyzacji?

Nieco inaczej wygląda natomiast rynek sekurytyzacji wierzytelności. Teoretycznie rzecz rozpatrując, brak środków finansowych i niechęć banków do wzajemnego udzielania sobie kredytów powinny skutkować znaczącym wzrostem zainteresowania takimi instrumentami jak sekurytyzacja wierzytelności, w tym hipotecznych. I tak zapewne będzie. Należy spodziewać się otwarcia banków na pełną współpracę w zakresie zbywania trudnych aktywów, nie tylko tych, wobec których wyczerpały się wszelkie inne metody windykacji. Zapewne zaczną wystawiać na sprzedaż swoje wierzytelności szybciej i chętniej.

Sama teoria jednak rynku nie naprawi. Sekurytyzacja mogłaby pozytywnie wpłynąć na rozwój wydarzeń, ale do tego potrzebny jest jeden warunek: muszą się znaleźć inwestorzy nią zainteresowani. Tymczasem - co najzupełniej zrozumiałe - w dobie kryzysu są oni zdecydowanie bardziej ostrożni. Mają przecież świadomość, że poziom odzysku zakupionych wierzytelności jest teraz niższy niż zazwyczaj. Co więcej - największych graczy na rynku globalnym dotknął kryzys, doszło nawet do spektakularnych bankructw. I tu koło się zamyka.

Trudno akceptować optymizm wielu ekonomistów co do przebiegu zdarzeń na polskim rynku. Przecież i u nas banki udzielały kredytów, w tym hipotecznych, na granicy zdolności kredytowej ubiegających się o nie. Na dodatek często w wysokości ponad 100 proc. wartości nieruchomości. Tymczasem ich ceny znacznie spadły i spadają nadal - tym samym spada realna wartość zabezpieczenia udzielonych kredytów.

- Jest jednak i akcent optymistyczny - skala tych kredytów była relatywnie niewielka w porównaniu z innymi rynkami, a kredyty na zakup nieruchomości cieszą się u nas najwyższym poziomem spłacalności spośród wszelkiego rodzaju zobowiązań - pociesza Grzegorz Dmowski, prezes Altus Risk Management Services.

Innymi słowy sekurytyzacja nie będzie lekarstwem na wszystko, bo może się okazać, że potencjalni kupcy nie znajdą na nią środków. Rynek finansowania zakupów portfeli w ostatnich miesiącach istotnie się zmienił. Zniknęło z niego kilku kluczowych graczy - globalnych banków inwestycyjnych i funduszy hedgingowych. Istotnie zaczyna wzrastać podaż portfeli na rynku.

- Wartość portfeli wierzytelności detalicznych wystawionych w tym momencie na sprzedaż przekroczyła już ponad miliard zł. Tymczasem kupującym trudno będzie zapewne zgromadzić takie środki. Nastąpi zatem zwrot w kierunku windykacji na zlecenie wierzycieli i będzie to silna tendencja na rynku - potwierdza Piotr Krupa.

Wprawdzie trudno dzisiaj prognozować do jakiego poziomu spadnie tempo wzrostu gospodarczego w Polsce oraz na ile kryzys globalny przełoży się na nasz rynek, ale z pewnością można stwierdzić, że windykacja nie będzie oazą kwitnącego biznesu na tle innych branż w dobie kryzysu. Choć duże firmy branżowe nie powinny narzekać na brak zleceń. Z drugiej strony firmom windykacyjnym bardzo by się przydał drugi oddech po bardzo wyczerpującym okresie hurraoptymizmu i niefrasobliwych inwestycji w portfele wierzytelności ostatnich 4-5 lat.

Więcej w Miesięczniku Finansowym BANK

Zaprenumeruj "BANK na www.alebank.pl/prenumerata2009