Dylematy oszczędzającego: wybrać program z gwarancją czy bez?

Ostatnie zamieszanie dotyczące naszych funduszy emerytalnych to dobry pretekst do tego, żeby zastanowić się, jak zabrać się do gromadzenia pieniędzy na przyszłość. Niekoniecznie na emeryturę. Może po prostu na wymarzony dom lub podróż dookoła świata.
W ostatnich tygodniach wielu moich znajomych zaczęło zastanawiać się nad systematycznym oszczędzaniem. Nie wiem, czy to dlatego, że idzie wiosna, odzyskujemy wigor i zaczynamy snuć plany dotyczące podróży i wszelkiej innej aktywności (remont mieszkania, zakup nowego samochodu) - czy też z powodu medialnych lamentów nad mizernością naszych przyszłych emerytur.

Nieważne. Grunt, że zaczynamy myśleć o przyszłości, i to nie tylko o tej dalszej. Planowanie większych wydatków na najbliższe lata jest bowiem genialnym wprowadzeniem do długoterminowego inwestowania pieniędzy. Jeśli raz i drugi przekonasz się, że odkładając przez dwa lata jakąś sumę, możesz sobie pozwolić na luksusowe wakacje bez zaciągania pożyczki gotówkowej albo pożyczania pieniędzy od znajomych, to łatwiej będzie ci inwestować z myślą o starcie dziecka w dorosłe życie lub o własnej emeryturze.

Tak, wiem, to abstrakcja, nie myślisz o tym. Ale nie musisz non stop zastanawiać się nad jesienią życia, by na nią oszczędzać. Wystarczy, że zmobilizujesz się na chwilę i podpiszesz umowę z jakąś firmą finansową, której powierzysz pieniądze w ramach systematycznych wpłat. A potem ustawisz w swoim banku zlecenie stałe, na podstawie którego będziesz co miesiąc wpłacał określoną kwotę na ten plan oszczędzania.

To mechanizm naprawdę genialny w swej prostocie! Mając zdefiniowane zlecenie stałe, wpłacasz pieniądze na swoją przyszłość, w ogóle o tym nie myśląc. Po kilku miesiącach w ogóle zapomnisz o tym zleceniu, pieniądze będą same sobie płynąć i zasilać twoją przyszłą emeryturę albo po prostu długoterminowe oszczędności. A jeśli o tym nie myślisz, to nie traktujesz tego jako wyrzeczenia. I nie masz pokusy, by te pieniądze wydać na bieżące przyjemności. A kiedyś znienacka dowiesz się, że na tym koncie są pieniądze liczone w setkach tysięcy złotych.

Wystarczy 100-200 zł miesięcznie, a im wcześniej zaczniecie odkładać te pieniądze, tym więcej się ich uzbiera - cały czas działa bowiem magia procentu składanego, czyli mnożenie zysków od coraz większej kwoty. Jeśli przez 30 lat będziecie inwestować tylko po 100 zł miesięcznie, uzbieracie (zakładając średnio 8 proc. zysku) jakieś 150-180 tys. zł. To oznacza możliwość wypłacania sobie 1250-1500 zł miesięcznie przez 10 lat. Oczywiście te pieniądze będą wtedy realnie warte połowę tego co dziś (inflacja!), ale można przecież po drodze powiększać o "nawis inflacyjny" wysokość składki.

Jak zabrać się do budowania prywatnego planu oszczędnościowego? Wystarczy, że odpowiecie sobie na dwa strategiczne pytania, a reszta problemu rozwiąże się (prawie) sama.

Z gwarancją czy bez?

Najważniejszy dylemat, który musicie rozwiązać, nim zaczniecie budować plan oszczędnościowy, to... jego konstrukcja. W grę wchodzą dwa warianty. Pierwszy to comiesięczny dodatek o z góry określonej wysokości wypłacany przez firmę, do której wcześniej wpłacałeś składki. Przykładowo: płacisz przez 20 lat po 300 zł składki miesięcznie, a w zamian firma ubezpieczeniowa - bo to najczęściej ubezpieczyciele oferują tego typu plany oszczędnościowe - zobowiązuje się, że przez 10 lat od określonego w umowie momentu będzie ci wypłacała po 1500 zł miesięcznie.

Druga opcja to plan oszczędnościowy bez gwarancji wysokości i bez comiesięcznej wypłaty. Po prostu gromadzisz pieniądze, wpłacasz np. po 300 zł na lokatę, w obligacje skarbowe albo do jakiegoś funduszu inwestycyjnego i po kilkunastu lub kilkudziesięciu latach korzystasz z tych pieniędzy. A ile się ich uzbiera i w jakim trybie będziesz z nich korzystać - co miesiąc po tysiąc złotych czy 10 tys. zł co pół roku - to już zależy tylko od ciebie.

Pierwsza opcja jest bezpieczniejsza, ale mniej opłacalna. Odsetki od składek prawdopodobnie zasilą kasę ubezpieczyciela i nigdy już ich nie zobaczycie. Opcja druga jest mniej pewna, ale może się okazać bardziej opłacalna. Co prawda nie ma stuprocentowej pewności, że samodzielnie uda ci się uzbierać więcej niż w wariancie z gwarantowaną kwotą wypłaty, ale potęga kumulowania zysków, naliczania kolejnych odsetek od już zarobionych pieniędzy będzie działała na twoją korzyść.

Jeśli wybierasz opcję zakładającą pewną wypłatę określonej miesięcznej renty, nie pozostaje ci nic innego, jak tylko zgłosić się do dwóch-trzech firm ubezpieczeniowych, do których masz zaufanie, i poprosić o przygotowanie symulacji, ile trzeba co miesiąc wpłacać, by "zasłużyć" na comiesięczną wypłatę np. 1500 zł.

Z Belką czy bez Belki?

Drugi dylemat to kwestia "opakowania" planu oszczędnościowego. Dotyczy on osób, które nie wybrały opcji pewnej wypłaty z firmy ubezpieczeniowej, ale postanowiły oszczędzać samodzielnie. W grę wchodzą dwa preferencyjne rodzaje "opakowań" i niezliczona ilość zwykłych, które nie dają możliwości ucieczki od podatku. Chodzi oczywiście o podatek od zysków z inwestycji. Od każdej wypłaty z lokaty, obligacji lub funduszu inwestycyjnego zostaje obliczony zysk i z tego zysku 19 proc. wędruje do urzędu skarbowego.

Pierwsze "opakowanie" to indywidualne konto emerytalne (w skrócie IKE). W formie IKE możesz mieć lokatę bankową, gromadzić na takim koncie obligacje albo pieniądze w funduszach inwestycyjnych. Istotą IKE jest to, że jeśli pieniądze są tak "opakowane" i nie wypłacisz ich aż do wieku emerytalnego, to później wypłaty będą wolne od podatku Belki. Kłopot w tym, że np. banki nie oferują w "opakowaniu" IKE zbyt dobrych lokat. Dużo lepsze oprocentowanie proponują często poza IKE. Dlatego akurat zbieranie pieniędzy na lokatach w ramach IKE może się nie opłacać. Ale już inwestycje w obligacje i fundusze inwestycyjne warto prowadzić pod parasolem IKE. Problemy z IKE to, po pierwsze, konieczność utrzymywania pieniędzy na koncie aż do wieku emerytalnego, a po drugie, limit zwolnionych od podatku wpłat - ok. 10 tys. zł miesięcznie. Jeśli wpłacisz więcej, od zysków z nadwyżki będziesz płacił podatek.

Drugim preferencyjnym "opakowaniem" pieniędzy odkładanych na emeryturę są polisy inwestycyjne oraz fundusze parasolowe. Pierwsze są oferowane przez ubezpieczycieli, drugie przez fundusze inwestycyjne. Polisa inwestycyjna to nic innego jak parasol, pod którym zgromadzono przeróżne fundusze inwestycyjne. Musisz się zobowiązać, że będziesz wpłacał na poczet polisy określoną kwotę przez 10-15 lat. Za wycofanie pieniędzy wcześniej zapłacisz wysokie kary. Pieniądze będą inwestowane w fundusze, ale część firma ubezpieczeniowa oczywiście zabierze dla siebie, w formie opłat administracyjnych, za zarządzanie, likwidacyjnych - w sumie 5-10 proc. każdej składki.

Z kolei fundusz parasolowy to kilka różnych funduszy inwestycyjnych "spiętych" parasolem podatkowym. Możesz do takiego parasola wpłacać pieniądze w dowolnych terminach i wypłacać, kiedy chcesz. Preferencja podatkowa polega zaś na tym - i ta uwaga dotyczy zarówno funduszy parasolowych, jak i omówionych wyżej polis inwestycyjnych - że możesz do woli przesuwać pieniądze między różnymi funduszami i od osiągniętych zysków nie zapłacisz podatku Belki. Zostanie pobrany dopiero na koniec - przy wypłacie pieniędzy.

Możesz też wybrać "opakowanie" programu oszczędnościowego niedające zwolnienia z podatku Belki. Czyli po prostu założyć konto w zwykłym funduszu inwestycyjnym, składać pieniądze w obligacjach rządowych albo na lokacie lub koncie oszczędnościowym. Wtedy co prawda zapłacisz podatek Belki od zysków, ale cieszysz się większą wolnością. A poza tym, jeśli pieniądze będą dobrze ulokowane, to nawet po potrąceniu podatku Belki wyjdziesz na swoje.



Dla Gazety

Monika Sadowska, Deutsche Bank PBC. Z wielu badań wynika, że Polacy wciąż odkładają decyzję o samodzielnym oszczędzaniu na później, na "lepszy" moment. Pytanie tylko, jak go określić? Chyba największą świadomość tego problemu mają ludzie młodzi, bo to oni deklarują, że już teraz zabezpieczają się na przyszłość. Jednak bez względu na nasz aktualny wiek ważne jest regularne oszczędzanie. Tylko w ten sposób utrzymamy odpowiedni standard życia w przyszłości. Nie tylko warto, ale też trzeba odkładać. Choćby drobne kwoty - takie, na jakie nas stać. Nawet kilkadziesiąt czy sto złotych miesięcznie przez 10-20 lat da nam już konkretną sumę. Oczywiście, im wyższe wpłaty i dłuższy czas oszczędzania czy inwestycji, tym większą kwotę możemy uzyskać. Dla przykładu, przy 200 zł miesięcznej składki na program oparty na funduszach inwestycyjnych, przy potencjalnym zysku średnio 7 proc. rocznie, po 20 latach można uzbierać ponad 100 tys. zł, a po 30 - nawet ok. 250 tys. zł. Oczywiście, trzeba się liczyć z okresowymi wahaniami, ale w dłuższym okresie nasza inwestycja powinna przynieść satysfakcjonujące zyski.

Jak korzystasz z karty kredytowej?
Więcej o:
Skomentuj:
Dylematy oszczędzającego: wybrać program z gwarancją czy bez?
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX