Aby odnieść sukces, trzeba być łowcą

Wywiad z Jeremy'm Gutsche, amerykańskim przedsiębiorcą, założycielem portalu Trendhunter.com
Dorota Sierakowska: Gdy słucham Twoich wypowiedzi, przypominają mi się słowa amerykańskiego kierowcy wyścigowego, Mario Andrettiego: "Jeśli wszystko wydaje się być pod kontrolą, to znaczy, że nie poruszasz się wystarczająco szybko". Czy zgadzasz się z tym stwierdzeniem?

Jeremy Gutsche: Tak, zgadzam się. Największym problemem jest to, że ludzie wpadają w stan zadowolenia ze stabilności, to jest dla nich wygodne. Nie próbują nic zmienić, nie szukają nowych rozwiązań, nie decydują się na żaden wysiłek. W dzisiejszych czasach taka postawa nie popłaca, czy to w przypadku poszczególnych osób, czy też przedsiębiorstw: żyjemy w czasach dynamicznych zmian, firmy powstają i upadają - i najważniejszą rzeczą, którą powinniśmy obecnie robić, jest zdecydowanie się na twórczy wysiłek i wyjście ze swojej strefy komfortu.

DS: Takie ciągłe zmiany i eksperymenty są proste w przypadku ludzi i niewielkich firm - a co z dużymi przedsiębiorstwami? Jak one mogą dopasowywać się do nowej rzeczywistości?

JG: W przypadku dużych przedsiębiorstw największym ryzykiem, jakie muszą sobie one uświadomić, jest właśnie stanie w miejscu i pozorny spokój. Te firmy również muszą się starać ciągle dopasowywać do zmieniającej się rzeczywistości. Czasem dobrym sposobem na to jest wyodrębnienie w firmie niewielkich grup projektowych o dużej autonomii. Czasem z kolei oznacza to konieczność utworzenia "funduszu hazardowego", czyli puli środków przeznaczonych na eksperymenty, bardziej ryzykowne działania. Jest taka zasada: jeśli jesteś mały, działaj na dużą skalę, a jeśli jesteś duży, działaj na małą skalę ("If you are small, act big, and if you are big, act small").

DS: Co Ty i Twoja firma robicie, aby nie popaść w ten niebezpieczny marazm? Czy Ty sam masz jakieś nawyki, które pozwalają Ci pozostać zmotywowanym?

JG: Zadaniem Trendhuntera jest śledzenie najnowszych trendów z całego świata, więc z definicji wynika, że nie możemy wpaść w marazm, ciągle musimy być na bieżąco. Poza tym cały czas staramy się utrzymywać dobry kontakt ze swoimi klientami, zbierać od nich feedback i na tej podstawie wprowadzać zmiany, których klienci chcą i potrzebują. Nasze możliwości są spore, ponieważ współpracuje z nami aż 120 tysięcy osób na świecie, które szukają nowych idei i dzielą się z nimi na Trenhunterze - nasza strona to taka ogromna grupa fokusowa z wieloma milionami osób, które się przez nią przewijają.

Obecność w Internecie i innych mediach to jedna sprawa - druga część naszej pracy to doradztwo przedsiębiorstwom takim jak np. Disney i pomoc im w odnajdywaniu nowych możliwości biznesowych.Jeśli chodzi o mnie, to staram się być zawsze jak najbliżej mojego biznesu, nie opierać się o outsourcing - de facto to ja wykonuję pracę sprzedawcy w Trendhunterze. To pozwala mi być na bieżąco. Bycie blisko biznesu i blisko klientów pozwala mi także wyłapywać sugestie, które pozwalają mi ciągle ulepszać nasze usługi. Czasem na coś nie wpadniemy sami, a dzięki rozmowie z klientem czy uczestnictwie w burzy mózgów dostajemy jakiś pomysł praktycznie na tacy.

DS: Czyli feedback jest kluczowy?

JG: Tak, ale nie chodzi tu tylko o pobieżny feedback polegający na "zarejestrowaniu" tego, co sugerują klienci. Trzeba z tym klientem faktycznie przebywać, rozmawiać z nim - wtedy ten feedback jest najcenniejszy. W rozmowie jesteśmy w stanie wyłapać niuanse, o których nie dowiedzielibyśmy się w inny sposób.

DS: Czy możesz podać przykład jakiejś firmy, której Trendhunter doradzał - i która dzięki temu poprawiła swoje wyniki?

JG: Niestety z wieloma firmami mamy podpisane umowy o poufności. Mogę więc mówić jedynie ogólnikowo. Na przykład, jedną z firm skłoniliśmy do przyjęcia systemu, w którym testują oni nowy produkt co miesiąc. Doradzaliśmy także firmie, która w swojej branży była już praktycznie bankrutem, ale po dwóch latach udało jej się osiągnąć największą rentowność w branży. Mogę także wspomnieć o tym, że na stałe współpracujemy z takimi firmami jak Intel czy Victoria's Secret, ale niestety nie mogę podać tu żadnych szczegółów.

DS: Jaka część firm - według Twoich obserwacji - tkwi w marazmie, a co cechuje te firmy, które się zmieniają, ewoluują?

JG: Po pierwsze, jest pewna grupa osób czy firm, które paranoicznie pragną pozostać na szczycie, być najlepszym - takie jednostki robią wiele, by utrzymać pozycję, a więc ciągle się zmieniają. Ale to jest niewielka część zarówno osób, jak i instytucji. Po drugie, są firmy, które są w naprawdę kiepskiej kondycji, zmierzają w kierunku bankructwa - takie firmy nie mają już nic do stracenia, więc też próbują coś zmienić. Tymczasem największa część firm tkwi gdzieś pośrodku - te przedsiębiorstwa radzą sobie dobrze, przynoszą regularne przychody, dlatego brakuje im motywacji, aby coś zmieniać. To może być pułapka.

A więc największe zmiany obserwujemy u tych najlepszych, którzy obsesyjnie pragną pozostać na szczycie, a także u tych, którzy nie mają nic do stracenia.

DS: Czy to samo można odnieść do ludzi, którzy również "tkwią gdzieś pośrodku"? Wielu z nas żyje na tyle dobrze, że nie czuje potrzeby gruntownych zmian w życiu i ciągłego poszukiwania czegoś nowego.

JG: Według mnie czasem ten spokój jest pozorny. To, że mamy dobrą pracę i żyjemy na niezłym poziomie, nie oznacza, że nie powinniśmy się rozwijać. Zawsze trzeba szukać nowych możliwości. Ja jestem tego dobrym przykładem: przeżyłem 10 lat, marząc o byciu przedsiębiorcą, ale wciąż obiecywałem sobie, że założę firmę dopiero w przyszłym roku. I tak cały czas odkładałem tę decyzję, nie znajdując swojego pomysłu na biznes. Dopiero gdy faktycznie zacząłem poświęcać temu więcej uwagi, robić burze mózgów z innymi ludźmi, okazało się, że odkryłem mój sposób na biznes, będący właśnie taką platformą wymiany idei.

Ważne jest to, że przez niemal dwa lata rozwijania mojego przedsiębiorstwa, wciąż pracowałem na etacie w banku i całkiem nieźle tam zarabiałem.Chcę zwrócić na to uwagę, bo wiele osób sądzi, że aby zostać przedsiębiorcą, trzeba zrobić odważny krok naprzód: zrezygnować z etatu i rzucić się od razu na głęboką wodę. Ja jestem dobrym przykładem na to, że nie musimy palić za sobą mostów. Jeśli chcesz rozwijać jakiś projekt, zawsze może to być na początku Twoja pasja, której poświęcasz siętylko wieczorami czy w weekendy - ja tak właśnie robiłem. Potem okazało się, że poświęcam własnej działalności praktycznie każdą wolną chwilę, a kolejnym krokiem było przejście na 4-dniowy tydzień pracy na etacie. I w końcu podjąłem decyzję o odejściu z etatu całkowicie.

Bycie przedsiębiorcą nie musi więc wiązać się od razu z poważną decyzją dotyczącą kariery - zawsze można wypróbować jakiś pomysł i zobaczyć, jak się rozwinie.

DS: Kiedy więc zdecydowałeś się na ostateczną rezygnację z etatu? Czy miałeś jakiś cel finansowy, który uważałeś za wystarczający, by zrezygnować z etatu? A może zadecydowała o tym ilość czasu spędzanego przy Trendhunterze?

JG: Trendhunter rozwijał się w szybkim tempie, zacząłem udzielać wywiadów dla MTV i The Economist. To ewidentnie było moją pasją, a tymczasem wciąż pracowałem na etacie. Zresztą, bardzo ciężko jest zrezygnować z etatu: na ogół bowiem w korporacjach z czasem zajmuje się coraz lepsze stanowisko, zarabia coraz więcej - i im później, tym trudniej jest odejść. Dlatego pewnego dnia powiedziałem sobie: odchodzę z etatu, jak tylko dostanę kolejny bonus. Wiedziałem, że muszę wytrwać w postanowieniu, niezależnie od tego, co się będzie działo. Byłem już gotowy na ten krok.

Poza tym, Trendhunter przynosił już wtedy zyski. Nie były one duże, ale sądziłem, że jest spory potencjał ich wzrostu, jak tylko zajmę się tym projektem porządnie.

DS: Często wspominasz w swoich wystąpieniach o firmach, które przegapiły swoją szansę. Czy sam masz taką rzecz, której żałujesz? Czy straciłeś jakąś okazję?

JG: Zawsze można znaleźć w swoim życiu rzeczy, które można było zrobić lepiej - ale staram się tak na to nie patrzeć. Jak sobie spojrzę 10 lat wstecz, to np. przychodzi mi na myśl, że mogłem wtedy zacząć pisać bloga. Wtedy, gdy nie było wielkiej konkurencji, łatwiej było się przebić. Mogłem też wcześniej zdecydować się na założenie firmy, ale z drugiej strony - kontakty, które nawiązałem, pracując w korporacjach, pomogły mi później rozwinąć działalność doradczą w Trendhunterze, przyciągnąć klientów. Poza tym, czasem zdarza się, że konkurencja wymyśla świetny pomysł, na który ja nie wpadłem. To się zdarza, ale nie można się tym zbytnio przejmować i wpadać w paranoję z tego powodu.

DS: A czy przypominasz sobie sytuację, która była dla Ciebie dobrą nauczką?

JG: Jest taka jedna sytuacja, która na szczęście zakończyła się dobrze. Tuż zanim zrezygnowałem z etatu, wziąłem urlop i pojechałem na wycieczkę do Australii - tam popłynąłem łódką na niewielką wyspę, gdzie nie było dostępu doInternetu. W pewnej chwili otrzymałem telefon od mojej współpracownicy z Trendhuntera (a była wtedy godzina 4 rano w USA), która, siarczyście przeklinając, (a wcześniej nigdy nie klęła) powiedziała mi, że nasza strona internetowa nie działa. Oczywiście podjęliśmy kroki, żeby ją jak najszybciej przywrócić, ale wtedy uświadomiłem sobie, jak bardzo chaotyczne są nasze działania, a ja nawet nie pamiętałem, kiedy ostatnio robiłem jakikolwiek backup. Nasza strona główna wyglądała fatalnie i prezentowała treści sprzed kilku lat, nie była odpowiednio zabezpieczona i zarchiwizowana, a ja siedziałem na końcu świata, odcięty od Internetu.

Ostatecznie jednak udało się nam wspólnym wysiłkiem przywrócić stronę do funkcjonowania w ciągu kilku godzin. Była to dla mnie ważna lekcja - a byłaby zapewne dużo bardziej bolesna, gdybym już nie pracował wtedy na etacie. Teraz oczywiście szczególnie przykładam się do tego, żeby nasza strona była zarchiwizowana i odpowiednio zabezpieczona przed takimi wypadkami.

DS: Jednym z haseł, na które często zwracasz uwagę, jest konieczność wychodzenia ze swojej strefy komfortu. Czy sam starasz się to robić regularnie?

JG: Tak, staram się ciągle coś zmieniać w swoich działaniach, chociażby miały to być tylko drobiazgi. Często zmieniam coś w moich prezentacjach, dopasowując je do miejsca, w którym je przeprowadzam. Dla przykładu, w Stanach Zjednoczonych mogę pozwolić sobie na więcej luzu i interakcji, Polacy są gdzieś pośrodku, natomiast z najzabawniejszą sytuacją miałem do czynienia w Izraelu, gdzie pewien prezes podczas mojego wykładu wstał i nakrzyczał na obecnych tam swoich podwładnych, że są za głośni.

DS: Powiedziałeś kiedyś: "Można odnaleźć komfort w chaosie". Rozwiń to stwierdzenie - wydaje się ono sprzeczne z intuicją i z ludzką naturą. Przecież ludzie na ogół lubią mieć wszystko uporządkowane.

JG: Jeśli uświadomisz sobie, że zmiany są konieczne, aby przeżyć życie w sposób satysfakcjonujący, dochodzisz do takiego etapu, w którym niepokoi Cię trwająca zbyt długo stabilność. Tymczasem gdy wszystko wydaje się nieco chaotyczne i ciągle się zmienia, mamy tendencję do podejmowania decyzji najbardziej efektywnych, które mogą przynieść najlepsze rezultaty. Obecnie wydaje mi się, że Trendhunter jest chaotyczną firmą, że być może z niektórymi sprawami nie wyrabiamy się w czasie, jeśli porównam to do sytuacji np. sprzed roku. Ale mnie cieszy to, że ciągle ewoluujemy, zmieniamy się. Być może przez to nie jesteśmy w stanie obsłużyć wszystkich klientów, nie zawsze dajemy feedback, itd., ale według mnie to lepsza sytuacja, niż gdybyśmy mieli być stabilną firmą, która osiadła na laurach.

Moim ulubionym przykładem związanym z szybkim tempem zmian jest sposób, w jaki funkcjonuje firma Zara. Większość firm odzieżowych wymyśla kolekcje 12-14 miesięcy przed ich trafieniem na rynek - czyli obecnie pracują oni nad ubraniami, które pojawią się w sprzedaży pod koniec przyszłego roku. Tymczasem u Zary proces ten trwa jedynie 14 dni - od momentu szkicu danego wzoru do trafienia produktu do sprzedaży. Gdy idziesz do sklepu Zary, to czasem ktoś podejdzie i spyta, jak Ci się podoba np. dany sweter. Niekoniecznie będzie to sprzedawca, lecz specjalnie zatrudniony researcher - osoba, która bada, na ile dany trend się przyjmuje i informuje o feedbacku klientów. Zara wydaje relatywnie niewiele pieniędzy na reklamy, ponieważ często nie wiedzą oni, co pojawi się w ich sklepach za 2 miesiące, nie mogą tego zaplanować. A więc firma ta działa chaotycznie - a jednak dobrze radzi sobie na rynku, taki jest po prostu jej styl działania.

DS: Jakie cechy charakteru są według Ciebie najważniejsze w osiągnięciu sukcesu, a jakie mogą ten sukces uniemożliwić?

JG: Z pewnością ambicja i pasja to ważne cechy, które pomagają osiągnąć sukces. Ambicja jest według mnie kluczowa, gdyż pozwala nam marzyć o wielkich rzeczach i dążyć w ich kierunku. W mojej nowej książce dzielę ludzi na łowców i farmerów. Tym, co najbardziej podziwiam u łowców, jestich nienasycenie, poszukiwanie nowych rzeczy, ciekawość świata. Łowca to osoba, która eksperymentuje - nie boi się czegoś zniszczyć, by potem odbudować to na nowo. Tymczasem farmer to osoba o przeciwnych cechach - farmer jest zachowawczy, skłonny do ciągłego powtarzania i doskonalenia tej samej rzeczy. Aby odnieść sukces, trzeba być łowcą.