Tylko politycy mogą zaszkodzić bykom

W październiku do powrotu hossy wystarczyło, że politycy amerykańscy zawarli porozumienie, które odsuwa problemy USA w (nieodległą) przyszłość. Finansowanie rządu zapewnione jest do 15 stycznia 2014 r., a limit zadłużenia USA zostanie przekroczony 7 lutego tego samego roku. Większość analityków uważa, że w styczniu i lutym może czekać rynki finansowe trudny okres, bo powtórka z paraliżu rządowego i obaw o (chwilową) niewypłacalność USA będą szkodziły posiadaczom różnych aktywów.

Na pozór to rzeczywiście tak wygląda, ale ja mam wrażenie, że politycy dogadają się jeszcze w tym roku. Na pozór powołanie dwupartyjnej komisji Kongresu niczego nie przesądza, bo Tea Party będzie przeciwna porozumieniu bez odniesienia do reformy ochrony zdrowia (Obamacare). Jednak republikanie już wiedzą, że ostatni klincz polityczny zaszkodził im zdecydowanie bardziej niż demokratom. Poza tym (na szczęście dla Amerykanów) poparcie dla ideologów z Tea Party słabnie.

W interesie republikanów jest szybkie dogadanie się z demokratami po to, żeby lepiej wypaść w jesiennych wyborach do Kongresu. Boją się jednak też wiosennych prawyborów i tego, że przegrają je na rzecz kandydatów z Tea Party. Im niższe będzie poparcie dla Tea Party, tym bardziej republikanie skłonni będą do zgody. Gdyby jednak nie udało się w końcu roku porozumieć, to i tak przecież wszyscy wiemy, że w końcu dogadać się muszą. Nawiasem mówiąc, coraz silniejsze jest w USA przekonanie, że Tea Party powinna się wydzielić z Partii republikańskiej i pójść swoją drogą. Ja też uważam, że byłoby to korzystne dla USA.

Zostaje jeszcze zmiana na stanowisku szefa Rezerwy Federalnej i kwestia redukcji skupu aktywów (redukcji QE). Jak wiemy, Janet Yellen, która w lutym obejmie fotel szefa Fed, jest bardziej gołębia niż Ben Bernanke, obecny szef Fed. Pamiętać jednak trzeba, że jest też bardzo niezależna, działa ściśle w zgodzie z przepisami i potrafi wyprzedzać wydarzenia gospodarcze - podobno wielokrotnie okazywało się, że lepiej oceniała zagrożenia dla gospodarki niż Allan Greenspan czy właśnie Ben Bernanke.

Prawdziwym zagrożeniem dla rynków byłoby, gdyby Janet Yellen doszła do wniosku, że USA grozi zbyt duża inflacja, bo wtedy zaskoczyłaby inwestorów swoją "jastrzębiością", co poskutkowałoby potężnym negatywnym przełożeniem na rynki. Na razie jednak takiego zagrożenia na horyzoncie nie widać. Można założyć, że w marcu Fed zacznie zmniejszać skup aktywów. Być może wywoła tym ruchem w okolicach maja typową dużą korektę. Jeśli jednak reakcja rynków będzie bardzo negatywna, a to zaszkodzi realnej gospodarce, to co zrobi wtedy Fed? Oczywiście wznowi zakupy i to być może na wyższym poziomie.

Jeśli chodzi o polską gospodarkę, to od dłuższego już czasu kreślę scenariusz, w którym będzie się ona w przyszłym roku i przynajmniej do wyborów w 2015 roku szybko rozwijała. Premier Donald Tusk zapewne ma rację, mówiąc o tym, że w drugiej połowie roku PKB może rosnąć o 2 procent, a w pierwszym przyszłego roku o 3 procent. Ja uważam, że wzrost w drugiej połowie roku będzie silniejszy. Dlaczego? Scenariusz poniżej.

Pełny rozwój Polskich Inwestycji Rozwojowych (PIR), o którym to programie wspierania gospodarki kwotą 40 miliardów złotych mówi w swoim tzw. "drugim exposé" premier, będzie miał miejsce w 2014 roku. W końcu tego roku PIR ma powiedzieć, na co przeznaczy fundusze. Od połowy 2014 r. gospodarce pomagać już będą nowe środki unijne. Zmiany w OFE umożliwią większe zaangażowanie budżetu w inwestycje publiczne. Z tego wynika, że gospodarka będzie w pełnym rozkwicie na rok przed wyborami. Oczywiście szybszy rozwój Polski (liczę na około 4 proc. w drugim półroczu 2014 r.) jest możliwy tylko przy założeniu, że w globalnej gospodarce nie zagości znowu kryzys.

Zakładam, że nie zagości, o ile nie dojdzie do kryzysu w Chinach. A propos Chin, to w listopadzie odbyć się ma plenum Komunistycznej Partii Chin, na którym to plenum mają zostać podjęte bardzo ważne decyzje reformujące finanse i gospodarkę Chin. Ma to doprowadzić do wygenerowania potężnego impulsu wzrostowego. Warto to wydarzenie obserwować, bo jeśli rynki uznają, że reformy rzeczywiście Chinom pomogą, to rynki finansowe zareagują kończącą rok euforią.

Z tego, co napisałem powyżej, wynika, że w okresie kolejnych 12. miesięcy tylko prawdziwy czarny łabędź może wykoleić giełdy. I to jest najbardziej niepokojące. Prawdziwa hossa jest wtedy, kiedy indeksy wspinają się po ścianie strachu. Kiedy tego strachu nie ma, to znaczy, że czegoś nie bierze się pod uwagę.