WIELKA HOSSA POKOLENIOWA

Coraz częściej słychać głosy przepowiadające Polsce świetlaną przyszłość. Mówi się nawet o dogonieniu poziomu gospodarczego Niemiec za 20-30 lat. Poniżej moje własne argumenty za nadejściem WHP - Wielkiej Hossy Pokoleniowej.
1) Młoda, wykształcona kadra myśląca nowocześnie

W najbliższym czasie - w ciągu kilku, kilkunastu lat - nastąpi zmiana pokoleniowa na kierowniczych stanowiskach w większości firm prywatnych i instytucji państwowych. Pokolenie wychowane i wykształcone w czasach komunizmu ustąpi miejsce młodemu, nieskażonemu poprzednim ustrojem i pomimo wszystko o wiele lepiej wykształconemu pokoleniu. Wielu managerów ma przecież dyplomy renomowanych uczelni zagranicznych, w tym MBA. To jest coś, o czym nawet nie śniło się poprzedniej generacji. Uważam, że tylko ten czynnik wymiany kadry zarządzającej przyczyni się do wzrostu wydajności całej gospodarki o kilkanaście procent w skali rocznej. Nowe myślenie, nowe pomysły i przede wszystkim o wiele mniejsza skłonność nowej generacji Polaków do nepotyzmu, "kolesiostwa" i korupcji, spowodują prawdziwą eksplozję innowacyjności i kreatywności. O ile oszczędniej i wydajniej zarządzane będą przedsiębiorstwa pozbawione układów korupcjogennych, stanowiących prawdziwego "raka" całego systemu! Kolejnym czynnikiem, jaki, mam nadzieję, będzie ograniczał negatywne zjawiska, będzie dalszy proces prywatyzacji w Polsce, który wciąż trwa.

2) Doskonałe położenie geograficzne Polski

Polska swoim położeniem geograficznym pomiędzy Europą Zachodnią a Rosją trafiła szóstkę w Lotto. Dzięki temu nasz kraj jest od lat w światowej czołówce pod względem liczby przekroczeń granicy. Sektory: kolejowy, autostradowy, turystyczny, powinny czerpać z tego bezpośrednie korzyści. Jednak największy napływ inwestycji zagranicznych powinien pochodzić ze strony firm pragnących budować przyczółek dla swojej europejskiej ekspansji - chodzi głównie o firmy chińskie, indyjskie, koreańskie, japońskie i amerykańskie.

3) Wzorowa polityka monetarna i fiskalna

Polska od lat zachowuje się nieco odmiennie od głównego trendu w polityce zarówno monetarnej, jak i fiskalnej. W czasach, kiedy inne kraje nadmiernie się zadłużały, dochodząc do poziomów zadłużenia grubo ponad 100% w stosunku do PKB, Polska nigdy nie przekroczyła 60%. W czasach, kiedy kraje dotknięte kryzysem obniżały stopy procentowe do niewidzianych nigdy w historii poziomów zera lub w pobliżu zera, polska RPP nie obniżała swojej stopy referencyjnej, a czasem wręcz ją podnosiła, na przekór ogólnoświatowym nurtom, gdyż walkę z inflacją traktuje jako nadrzędny i jedyny cel swojego istnienia. W czasach, kiedy każdy kraj dotknięty kryzysem robi dosłownie wszystko, aby osłabić swoją walutę, nasz NBP interweniował w celu umocnienia złotego, traktując stabilność jego wartości jako podstawę zaufania do naszego kraju. Podsumowując, można stwierdzić, że Polska pod względem swojej polityki zarówno monetarnej, jak i fiskalnej, była i jest wyspą na morzu rozwadniających się walut - dolara, euro, franka szwajcarskiego, jena i brytyjskiego funta. Wymienionych walut jest coraz więcej w obiegu, natomiast naszego złotego - coraz mniej (poprzez skup przeprowadzany przez NBP i BGK, oraz wyższe stopy procentowe zamrażające PLN na długoterminowych lokatach). Prędzej czy później świat dostrzeże tę nierównowagę i doceni rozważną politykę NBP i RPP, opartą na utrzymywaniu wysokiej siły nabywczej naszego pieniądza oraz bronieniu jego wartości w stosunku do innych walut. Innymi słowy, tani pieniądz powszechnie drukowany na całym świecie (USD, EUR, GBP itd.) będzie stopniowo, acz konsekwentnie, tracił na wartości, a złoty będzie na wartości zyskiwał, co przyciągać będzie coraz większą liczbę nowych inwestorów - zarówno portfelowych, jak i bezpośrednich.

4) Bogate złoża surowców naturalnych

Polska surowcem stoi i nie trzeba chyba nikogo co do tego przekonywać. KGHM jest największym producentem srebra na świecie i siódmym na świecie producentem miedzi. Mamy światowych potentatów w produkcji węgla kamiennego - Bogdankę i JSW. PGNIG wydobywa co roku coraz więcej ropy naftowej i gazu. Wielką szansą dla całego sektora będą kolejne odkrycia złóż gazu, zarówno konwencjonalnego, jak i łupkowego. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, jakim bogactwem jest posiadanie tak wielkich złóż węgla. Dodatkowo Polska ma jedne z największych na świecie, gotowe do wykorzystania złoża wód geotermalnych, dzięki którym będzie można ogrzewać i zaopatrywać w energię osiedla domów, a nawet całe miasta. Jest wielka szansa na to, że w przeciągu 20 lat Polska stanie się nie tylko całkowicie niezależna energetycznie, ale też zmieni się z importera energii w eksportera netto. To może być najbardziej perspektywiczny sektor, zwiększający zatrudnienie o setki tysięcy ludzi w przeciągu najbliższych 10-20 lat.

5) Kompleksy paliwem napędzającym wzrost

Polacy wciąż są narodem bardzo zakompleksionym, traktującym narody zachodniej Europy jako lepsze od siebie. Udana organizacja mistrzostw Euro 2012 nieco zniwelowała ten psychologiczny deficyt, ale to wciąż za mało, aby móc traktować się na równi z Francuzami, Anglikami, czy Niemcami. Uważam, że nic tak nie napędza i nie determinuje ludzi do działania jak właśnie kompleksy. To dlatego nasz naród będzie harował o wiele ciężej w najbliższych latach niż syte społeczeństwa zachodniej Europy. Dzięki temu przez kolejne 10-20 lat będziemy bardzo intensywnie nadrabiać dystans dzielący nas do Europy Zachodniej. Na pierwszy ogień pójdzie zrównanie poziomu życia do tego jaki mają Portugalczycy i Grecy (najbiedniejsze kraje strefy euro) - powinniśmy osiągnąć to już na szczycie kolejnego cyklu koniunkturalnego za 4-5 lat.

6) Powrót emigracji

W kolejnych latach stopniowo, acz konsekwentnie, powinna rozpocząć się tendencja powrotu emigrantów do Polski. Widząc dynamiczny rozwój i perspektywy pracy w nowych, dynamicznych sektorach, mogą być oni bardziej chętni do powrotu. Dodatkowo należy pamiętać, że zarabiać za granicą jest dobrze, ale wszelkiego rodzaju koszty (w tym leczenia) są tam o wiele wyższe. Zatem w momencie przechodzenia na emeryturę nasi emigranci mogą na poważnie rozważać reemigrację. Napływ ich pieniędzy można liczyć w miliardach złotych w ciągu najbliższych 10-20 lat.

7) Konkurencyjność względem krajów rozwiniętych

Jeszcze przed długie lata, a być może dziesięciolecia, płace w Polsce będą o wiele niższe od tych w krajach rozwiniętych, takich jak Wielka Brytania, Francja i Niemcy. Zatem nasz kraj wciąż będzie postrzegany jako źródło taniej siły roboczej, ale co ważne - bardzo dobrze wykwalifikowanej i wykształconej. Każdy produkt, jaki Niemcy czy Francuzi są w stanie wytworzyć u siebie, my możemy wyprodukować o wiele taniej i wcale nie gorzej. Polska stanie się w najbliższych 10-15 latach "Chinami Europy", odbierając bogatym gospodarkom Zachodu miejsca pracy.

8) Potrzeba unowocześniania kraju

Pomimo wielkiego skoku cywilizacyjnego, z jakim mamy do czynienia w ostatnich 20 latach, Polska wciąż wymaga wielu modernizacji, zarówno jeśli chodzi o samą infrastrukturę, jak i dziedziny takie jak: sądownictwo, poszanowanie prawa, edukacja, wspieranie przez państwo prywatnej przedsiębiorczości. Te właśnie cele będą priorytetem kolejnych rządów w naszym kraju. Ktokolwiek będzie u władzy, będzie poddawany bardzo dużej presji na kolejne reformy, bez których Polska nigdy nie przerodzi się w kraj w pełni rozwinięty. Uważam że okres kolejnych 10-20 lat będzie transformacją Polski ze statusu kraju rozwijającego się do miana kraju rozwiniętego. Przewiduję, że w roku 2030 Polska będzie krajem o pozycji równej Hiszpanii i Włoch.

9) Posiadanie własnej waluty

Posiadanie własnej waluty okazało się zbawienne dla naszej gospodarki w czasie kryzysów lat 2007-2009 i 2011-2012. Podczas czasów prosperity, jakie nadchodzą, złoty będzie jedną z najbardziej stabilnych walut na świecie, zostanie uznany jako bezpieczna przystań. Za kilkanaście lat nasz NBP będzie musiał najprawdopodobniej interweniować w celu osłabiania PLN, gdyż problemem będzie wtedy, dla odmiany, nadmierna siła naszej waluty. Nie zdziwiłbym się, gdyby złoty za 20 lat był wart więcej zarówno od dolara, jak i euro (o ile jeszcze nie wstąpimy do unii walutowej). Osobiście jestem zdania, że teraz, kiedy przetrwaliśmy największy sztorm, powinniśmy pozostać przy własnej walucie i dopiero w momencie zagrożenia nadmierną aprecjacją, grożącą utratą konkurencyjności, rozważać przystąpienie do strefy euro.

10) Niski poziom zaangażowania w akcje Polaków w porównaniu z krajami rozwiniętymi

Pod względem inwestowania na giełdzie jesteśmy wciąż daleko z tyłu za krajami rozwiniętymi. Łącznie pośrednio i bezpośrednio inwestujemy jedynie ok. 10-11% całości naszych oszczędności, podczas gdy w krajach takich jak USA czy Wielka Brytania ten udział dochodzi nawet do 40-50%. Standard dla wszystkich krajów rozwiniętych to ok. 30%, zatem widać, jak wiele mamy do nadrobienia. Oczywiście to, że Polacy tak mało inwestowali do tej pory, ma swoje pozytywy, gdyż uchroniło nas to od sporych strat podczas ostatnich dwóch dotkliwych bess z lat 2000-2003 i 2007-2009. Uważam jednak, że teraz, gdy te dwie wyjątkowo surowe bessy się skończyły, czeka nas okres prosperity. Problemy, które spowodowały kryzys, są naprawiane lub już w dużej mierze zostały naprawione i teraz przez kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat, nie będziemy mieli kryzysu bankowego. Będą owszem kryzysy polegające na pękaniu kolejnych baniek spekulacyjnych, ale według mnie nie będą one już dotyczyły samego sektora bankowego. Zatem podsumowując, z niskiego poziomu 10%, Polacy muszą podczas nadchodzącego pozytywnego okresu zwiększyć swój udział inwestycji w akcje o kolejne 20 punktów procentowych, czyli aż o dwa razy tyle niż cały ich obecny stan posiadania.

Autor bloga o tematyce inwestycyjnej: www.longterm.pl