Wszystkie zmysły Tajlandii

Rajska, kolorowa, bajkowa, egzotyczna. Takich epitetów można wymienić wiele, a wszystko to o jednym kraju, który jest odwiedzany przez miliony turystów każdego roku. Co takiego ich przyciąga? Odpowiedź jest prosta - Tajlandia to raj dla zmysłów.

Słuch - One night in Bangkok

- Where you go? - zagadał do nas łamaną angielszczyzną kierowca tuk-tuka, czyli zmotoryzowanej wersji rikszy.

-Hmmm - krótka chwila konsternacji - Patpong.

Kierowca krótko się zaśmiał - no tak,w końcu zdecydowaliśmy się zacząć zwiedzanie Wielkiego Miasta Aniołów, czyli Krung Thep Mahanakho, jak zwą Bangkoklokalni, od odwiedzin w jego sławetnej dzielnicy rozpusty.

Przygoda zaczęła się jednak wcześniej. Chwilę po tym, jak w cztery osoby zajęliśmy miejsca w trzyosobowym tuk-tuku, kierowca gwałtownie ruszył z przyśpieszeniem, którego by się nie powstydziło najnowsze Ferrari. Mijaliśmy kolejne dzielnice Bangkoku, a my, zamiast podziwiać, skupialiśmy się na walce o przeżycie, trzymając się kurczowoporęczy i starając się nie wypaść z pędzącego pojazdu, który przecież nie ma ani drzwi, ani okien.Wszystko to w połączeniu z irytującym dźwiękiem klaksonów i krzyków porozumiewających się ze sobą kierowców mijanych tuk-tuków było dla nas pierwszym ekscytującym doświadczeniem z tej azjatyckiej metropolii.Nie skłamię, jeżeli napiszę, że najstraszniejsze roller-coastery, na których byłam, nie mogą równać się z tą jedyną w swoim rodzaju przejażdżką.

Patpong okazał się kolejną niespodzianką. Głównej atrakcji nie stanowiły wcale tutejsze domy publiczne, ale . night market, czyli niekończący się bazar, który odbywa się w tym miejscu każdego wieczoru. Jest to raj dla każdej zakupoholiczki, gdyżdo woli można tam przebierać w wyglądających prawie jak oryginalne torebkach Prady, Chanel czy Louis Vuitton. Dodatkowego uroku zakupom w tym niecodziennym miejscu dodają przekrzykujący się nawzajem handlarze (wszyscy szanują przecież sztukę targowania się!), a także nawoływanie właścicieli przybytków właściwych dla tej znanej na całym świecie dzielnicy wszelkiego rodzaju uciech.

Wzrok - Niebiańska plaża

W Bangkoku odwiedziliśmy jeszcze kilka miejsc (między innymi: Pałac Królewski, posąg szmaragdowego Buddy, Świątynię Brzasku czy Świątynię Leżącego Buddy), a następnie zdecydowaliśmy się ruszyć na południe kraju. Po długich godzinach w podróży spędzonych w samolocie, autobusie, taksówce, a na końcu na promie,dotarliśmy w końcu do najbardziej rajskiej z rajskich wysp, czyli Ko Phi Phi Don. Trudy związane z podróżą bardzo szybko wynagrodziła nam bujna tropikalna roślinność, bajkowe plaże i lazurowa woda Morza Andamańskiego. Poza tym oczywistym pięknem ta niewielka wysepka przyciąga swoją frywolną i wesołą atmosferą. Całkowity brak ruchu samochodowego powoduje, że labirynt uroczych uliczek wypełniają turyści i mieszkańcy nieustannie skorzy do zabawy. Ten powszechny optymizm jest tym bardziej znamienny, jeśli wiemy, że Ko Phi Phi była świadkiem ogromnej tragedii. To właśnie tutaj 26 grudnia 2004 roku w pierwszej kolejności uderzyły fale tsunami, które swoją niszczycielską siłą spowodowałyśmierć około 2000 osób.

Poza plażowaniem, nurkowaniem, spacerowaniem po okolicznych wzgórzach i całonocnymi imprezami na plaży z pokazami ogni jako główną atrakcją, wyspa stanowi doskonały punkt wypadowy na okoliczne archipelagi. Szczególnie popularny jest rejs na bliźniaczą, niezamieszkaną, choć nieziemsko piękną, wyspę Ko Phi Phi Le. Rozkoszując się widokiem strzelistych skał wyrastających z wody, białego piasku i krystalicznych wód zatoki Maya Bay,można wczuć się w klimat nakręconego tu filmu "Niebiańska plaża", a także obejrzeć miejsce, gdzie grany przez Leonardo Di Caprio bohater filmu własnoręcznie zabija rekina.

Smak - Najsmaczniejsze Green Curry

Tajlandia potocznie nazywana jest krainą uśmiechu, co moim zdaniem związane jest nie tylko z przyjaznym nastawieniem jej mieszkańców, ale przede wszystkim z tajską kuchnią, która nie bez powodu jest uważana za jedną z najlepszych na świecie. Jak powszechnie wiadomo, przez żołądek do serca, a od serca do uśmiechu droga już bardzo bliska. Jak więc wyglądała nasza dieta w ciągu trzytygodniowego pobytu w tym pięknym kraju? Zgodnie z zasadami tajskiej kuchni musiało być ostro, słono, gorzko, kwaśnie i słodko - jednocześnie!Tak skomponowany posiłek miał zapewnić przyjemność i harmonię. A gdzie znaleźć takie danie? Oczywiście na tajskiej ulicy i nie trzeba wcale długo szukać.Tajskie miasta, miasteczka i wioski są wypełnione bazarami, kramami z jedzeniem i garkuchniami. Serwowane tam jedzenie jest wyśmienite, a co więcej, bardzo tanie.

Szeroki wybór dań spowoduje, że każdy znajdzie coś dla siebie. Mój ulubiony zestaw był następujący: śniadanie - gorące naleśniki ze świeżym ananasem i sosem waniliowym, obiad - zielonazupa curry z kalmarami i ryżem jaśminowym lub makaron pat thai z krewetkami i warzywami, kolacja - ośmiornice i małże z grilla podawane z ostrym sosem, a na deser - świeże owoce mango, ananasa, mangostanu, rambutanu, pitaji czy kokosu, a dla odważnych durian, czyli owoc o przyjemnym smaku, ale dość specyficznym aromacie.

Węch - Jak pachnie dżungla?

Po kilkudniowym rozkoszowaniu się urokami południa postanowiliśmy znowu zmienić otoczenie i udać się na bardziej ascetyczną i religijną północ Tajlandii, a dokładniej do miasta Chiang Mai. Panuje tu spokojna i melancholijna atmosfera. Przechadzając się ulicami, można obserwować buddyjskich mnichów w pomarańczowych szatach niespiesznie zmierzających do jednej z 300 pięknych, bogato zdobionych i pachnących kadzidłamiświątyń. Największe atrakcje czekają jednak poza miastem. Zwiedzanie górzystej okolicy rozpoczęliśmy od plantacji orchidei. Zagłębiając się w kolejne części sporego ogrodu, można podziwiać dziesiątki odmiankolorowych kwiatów, które odurzająswoim wyglądem i intensywnym zapachem.

Po tych przyjemnych doznaniach ruszyliśmy głębiej w dżunglę, by spotkać się z przedstawicielem nieco mniej przyjemnych zapachów, a mianowicie odwiedziliśmy farmę słoni.Od setek lat zwierzęta te były czczone i szanowane w tej części Azji do tego stopnia, że do 1917 roku na fladze państwa Syjamu (dawna nazwa Tajlandii)widniał biały słoń na czerwonym tle. W tej chwili słonie są traktowane głównie jako atrakcja dla turystów, dlatego pobyt na farmie miał nieco komercyjny wydźwięk. Mieliśmy okazję oglądać kąpiel słoni(którą oczywiście każdy turysta kończył przemoczony do suchej nitki), karmienie, ale także cyrkowe pokazy. Okazało się (czego byłam świadkiem), że słonie są całkiem niezłe w malowaniu obrazu pędzlem trzymanym w trąbie lub tańcu w rytmie gangam style.

Te na wpół dzikie tereny zawierają jeszcze jedną atrakcję, czyli możliwość odwiedzenia wioski plemienia Padaung, zwanego niekiedy plemieniem kobiet o długich szyjach. Plemię to wywodzi się z Birmy, a jego cechą specyficzną jest noszenie przez damskie przedstawicielki metalowych obręczy na szyjach. Zgodnie z tradycją obręcze symbolizują urodę, pozycję społeczną oraz bogactwo. Trzeba przyznać, że jest to dość "ciężki" wyznacznik statusu, ponieważ kobiety, którym najlepiej się powodzi noszą obręcze ważące nawet 8kg!

Dotyk - Rozkoszna męka

Wakacje w Tajlandii nie byłyby pełne bez spróbowania tradycyjnego tajskiego masażu.Oddawanie się tej przyjemności jest w Tajlandii tak popularne, że chyba nie istnieje miasteczko czy wioska, która by nie miała co najmniej kilku własnych gabinetów masażu.Przybytki te zawsze zachęcają uroczym wnętrzem i pięknie uśmiechniętymi masażystkami, a czasem muskularnymi masażystami. Witają oni klientów, stosując popularny w Azji gest na powitanie i pożegnanie, czyli wai, który polega na złożeniu rąk jako do modlitwy, a następnie pochyleniu się - im niżej, tym większa oznaka szacunku, ale tylko wobec osoby o wyższej pozycji społecznej.

Tajowie opanowali sztukę masażu do perfekcji. Poprzez wykorzystanie powierzchni całego swojego ciała masażyści potrafią czynić prawdziwe cuda. Osoba wykonująca masaż często kładzie się, stawia stopy czy wykręca razem ze swoim klientem, a wszystko po to, aby uwolnić napięcie w mięśniach masowanego. Pomimo faktu, że taki masaż może być dość bolesny - szczególnie dla osoby zmęczonej intensywnym zwiedzaniem w ciągu poprzednich dni, to już kilka chwil po zakończeniu ciało ogarnia uczucie głębokiego rozluźnienia i relaksu. Dla mnie to było na tyle uzależniające, że na tradycyjny tajski masaż wracałam kilkakrotnie w ciągu całego wyjazdu.

Tajlandia urzekła mnie swoimi kolorami, egzotyką oraz nowoczesnością, a jednocześnie przywiązaniem do tradycji. Zazwyczaj turyści, którzy zetkną się z tym rajem dla zmysłów, wracają tam niejeden raz!

Informacje praktyczne

Wiza - obywatele polscy są zwolnieni z obowiązku wizowego przy wizycie w Królestwie Tajlandii w celach turystycznych.

Kiedy jechać - z uwagi na pogodę najlepszym okresem są miesiące między listopadem a lutym.

Jak dojechać-koszt biletu lotniczego z Warszawy do Bangkoku waha się w zależności od promocji od 1500 do 2500PLN.

Szczepienia-zalecane są szczepienia przeciw żółtaczce typu A, polio, dyfterytowi, tyfusowi, a w drugiej kolejności przeciw żółtaczce typu B, japońskiemu zapaleniu mózgu i wściekliźnie, może być także zalecana profilaktyka przeciwko malarii.

Waluta - Baht Tajski (100 THB = ok. 10 PLN i ok. 3 USD).

Podróżowanie po kraju - szeroki dostęp do stosunkowo dobrze działającej publicznej komunikacji: pociągi, autobusy, promy, taksówki, tuk-tuki.

Sposób postępowania w kontaktach z Tajami - Tajlandia jest monarchią konstytucyjną, a Tajowie otaczają swojego króla wielką czcią, dlatego nie należy wypowiadać żadnych obraźliwych uwag pod adresem rodziny królewskiej -obraza majestatu to ciężkie wykroczenie karane więzieniem.