Adopcja w ZOO: jak firmy trafiły na wybiegi i za kraty

Ogród Zoologiczny w Warszawie cieszy się niesłabnącą popularnością. Ponad pół miliona odwiedzających rocznie to gratka także dla reklamodawców. W jaki sposób mogą zaistnieć w zoo? Adoptując zwierzęta i opłacając koszty ich utrzymania.
Akcja adopcyjna w warszawskim zoo trwa od ponad 20 lat. Rozkręcała się powoli, jednak obecnie w ogrodzie zoologicznym zwierzęta sponsoruje ponad 150 osób i firm. To całkiem niezły wynik - w ogrodzie mieszka 5 tys. przedstawicieli 350 gatunków.

- Zaczęło się od osób prywatnych, miłośników zwierząt. Pieniądze wpłacały starsze panie, dzieci, młode pary, które chciały coś fajnego zrobić - wspomina Olga Zbonikowska z odpowiedzialnej za akcję fundacji Panda. - Dopiero później pojawiły się pierwsze firmy, które uznały, że takie zaadoptowane zwierzę może poprawić wizerunek marki. Jednak wciąż większość sponsorów to osoby prywatne.

Jakie są miesięczne koszty adopcji zwierzęcia? Najmniej - 50 zł - kosztuje opieka nad żabami, ropuchami i małymi wężami. Zaadoptowanie kozy, owcy czy antylopy to wydatek 100-300 zł. Opiekująca się gorylem firma musi według cennika wykładać co miesiąc na swojego podopiecznego 1 tys. zł. Jeszcze droższe jest utrzymanie słonia (1,5 tys. zł) czy rekina. Według fundacji Panda wpływ na cenę ma jedynie dieta zwierzęcia; położenie wybiegu na terenie zoo nie ma znaczenia.

O sponsorze zwierzęcia informuje stosowna tabliczka umieszczona przy wybiegu. Standardowa nie wygląda jednak zbyt efektownie, dlatego wiele firm decyduje się dopłacić i umieścić większą planszę z logo sponsora. Ile to kosztuje? Tego zoo zdradzić nie chce. - Im większa tablica, tym firma więcej płaci. Osoby prywatne, które płacą tyle, ile mogą, mają małe tabliczki. Natomiast firmy, którym zależy na większej powierzchni, mają też większe opłaty - mówi enigmatycznie Zbonikowska.

Dziennikarska hiena Urbana

Które zwierzęta cieszą się największą popularnością? Według słów Zbonikowskiej dzikie koty zarezerwowane są na kilka pokoleń naprzód i przez najbliższe lata nikt nie ma szans na adopcję. Kolejki ustawiają się też do żyraf i słoni. Generalnie najchętniej sponsorzy adoptują duże ssaki, jednak trudno wskazywać tu jakieś twarde reguły. - Nie da się przewidzieć, które zwierzę akurat się spodoba, które się z czymś skojarzy - przyznaje szefowa fundacji Panda. - Przez lata nie mogliśmy znaleźć żadnych sponsorów dla krokodyli. Kiedy firma Rubiko zaadoptowała krokodyle nilowe i nazwała je Forfiter i Franca, zaraz znaleźli się chętni na wszystkie pozostałe.

Najmniejszą popularnością cieszą się płazy i pajęczaki. Jednak nawet tu zdarzają się wyjątki. Jednego z pająków zaadoptowała firma Med Patent, producent korektora wad postawy Pajączek. Innym pająkiem, ptasznikiem brazylijskim, zaopiekowała się firma pożyczkowa Easy Money. - Byliśmy ze znajomymi w zoo i jak zobaczyłem te tabliczki, to pomyślałem, że to może być fajna reklama. Skonsultowałem się z moim człowiekiem od reklamy i wybraliśmy zwierzaki tak, żeby były w miejscach najbardziej uczęszczanych przez ludzi. Na wilki grzywiaste uparłem się ja, bo bardzo mi się spodobały. Grzechotnika, ośmiornicę i ptasznika dobraliśmy, aby być widocznymi w różnych punktach zoo - tłumaczy szef firmy Przemysław Górski.

Najczęściej firmy wybierają do adopcji zwierzę, które występuje w ich logo bądź kojarzy się z oferowanym przez nie produktem. Pekao SA przygarnęło żubry, Polski Bus opiekuje się bocianami, Haribo zaadoptowało niedźwiedzie brunatne. Jednak niektóre wybory podopiecznych mogą się wydać zaskakujące. Według opowieści pracowników zoo pewnego dnia przyszedł do ogrodu redaktor naczelny "Nie" Jerzy Urban i spytał, czy mają jakieś złe zwierzęta, które mógłby zaadoptować. Wicedyrektor zoo Ewa Zbonikowska zaproponowała mu żmiję albo hienę. Wybór padł na ssaka. "Jako hiena dziennikarska czułem wspólnotę z hieną pustynną" - tłumaczył potem Urban w rozmowie z "Trybuną".

Komary pod opieką

Firmy sponsorujące zwierzęta mają prawo do wykorzystywania wizerunku podopiecznego w kampaniach i materiałach reklamowych, jednak niewiele z nich z tego korzysta. Jako jeden z wyjątków wskazać można opiekujące się słonicą Fryderyką Lotnisko Chopina. Place zabaw na terenie portu lotniczego noszą nazwę Placyków Fryderyki, a dzieci niekiedy zabawia na nich pluszowa maskotka słonia. Portret Fryderyki zdobi też dziecięce wózki, które można wypożyczyć na Okęciu. - Lotnisko co roku urządza Fryderyce urodziny, na różne sposoby ją promuje i w tej chwili słonica jest gwiazdą zarówno u nas, jak i u nich - przyznaje Olga Zbonikowska.

Coraz więcej firm szuka jednak w ogrodzie zoologicznym możliwości niestandardowej reklamy; pomysłu, który mogłyby podchwycić media. Operator telefonii komórkowej Play przy wybiegu hipopotama umieścił kanapy przypominające kształtem logo firmy. "Puls Biznesu", który zaadoptował szympansicę Lucy i stworzył dla niej specjalny portfel giełdowy. Lucy wylosowała z beczki nazwy pięciu spółek, a gazeta informowała o wynikach jej portfela na swoich stronach. Wydawca muzyczny Fonografika postanowił z kolei zaadoptować... muchy i komary.

- Chcieliśmy zaadoptować dwa zwierzaki - wspomina właściciel Fonografiki Aleksander Brejnak. - Niestety, co fajniejsze były już zajęte przez poważne firmy. Ze zwyczajnych zwierząt był do przygarnięcia jedynie boa dusiciel, którego nazwaliśmy Fonuś. Przyszło mi więc do głowy, żeby zaadoptować muchy i komary. W zoo zgodzono się na ten pomysł, postawiliśmy tabliczkę na jednym ze skwerków, a pieniądze wpłacane za tę adopcję trafiają do naszego Fonusia.

Adopcja komarów okazała się strzałem w dziesiątkę. - Tak jak nikt nie zauważył adopcji węża, tak muchy i komary wzbudziły zainteresowanie mediów. Zostały też zauważone przez inne firmy z branży: koledzy dzwonili do nas i gratulowali pomysłu - wspomina Brejnak.

- Ten pomysł cały czas ewoluuje, a my jesteśmy otwarci na wszystkie formy współpracy, które nie szkodzą zwierzakom. W tej chwili firmy zaczęły robić u nas spotkania integracyjne, które zwykle odbywały się w restauracjach. Przedstawiciele firm spotykają się na trawie przy swoim podopiecznym. Mówią, że skoro i tak planowali spotkanie, to chętnie wspomogą dalej ogród - wyjaśnia Olga Zbonikowska.

Z internetu do zoo, czyli kariera Forfitera

Niektóre firmy po adopcji zwierzaka próbują stworzyć wokół niego kampanię wizerunkową. Najczęściej jednak pomysły takie są po niedługim czasie zarzucane. Facebookowy profil żyrafy Lokatki, podopiecznej PKO BP, nie jest aktualizowany od lutego. Szympansica Lucy po raz ostatni uaktywniła się na portalu społecznościowym w lipcu zeszłego roku. Wyjątkiem w tym gronie jest adoptowany przez firmę marketingową Rubiko krokodyl Forfiter, którego stronę śledzi w internecie 113 tys. osób. Firma zaadoptowała krokodyla w marcu 2010 roku zainspirowana ogromną popularnością internetowego filmiku o Polaku z Chicago karmiącym krokodyle z kajaka. "Forfiter" to jeden z neologizmów bohatera filmu, oznaczający gada długiego na cztery stopy. Pojawienie się Forfitera w naszym zoo odnotowały lokalna prasa i telewizja.

- Oczywiście cieszymy się, że zostało to zauważone. Mieliśmy okazję powiedzieć parę słów w mediach, kazus Forfitera dodatkowo uwiarygodnił nasze możliwości marketingowe. Ale na początku nie planowaliśmy tego jako akcji reklamowej, pomysł był raczej spontaniczny. Po prostu mam małego syna, który jest wielkim fanem zoo i krokodyli, a ja byłem wielkim fanem tego filmu. Dziś jest to dla mnie przygoda, którą traktuję jako case - wyjaśnia szef Rubiko Rafał Dłużewski.

Przez półtora roku Forfiter i Rubiko stali się niemal nierozłączni. Dziś po wejściu na stronę główną firmy widzimy logo Forfitera i fragmenty relacji prasowych dotyczących akcji adopcyjnej. Mimo że według statystyk Google popularność filmu zaczęła w styczniu tego roku wyraźnie spadać, właściciel Rubiko nie zauważa odpływu fanów ze strony. - Krokodyl stał się pupilem naszej firmy i będziemy dalej się o niego troszczyć. Ludzie reagują pozytywnie na Forfitera, a fani, którzy przyszli wcześniej, raczej nie odchodzą.

Rubiko początkowo oferowało także gadżety z Forfiterem. - Zyski z tej sprzedaży przeznaczaliśmy na zoo. Niestety, półtora roku temu zgłosiliśmy znak towarowy do ochrony w urzędzie patentowym, a odpowiedzi nie dostaliśmy do dziś. Przerwaliśmy więc tę działalność, bo stworzone przez nas wzory koszulek zaraz pojawiały się na aukcjach internetowych - nie kryje rozgoryczenia Dłużewski.

Opiekunowie krokodyla dbają jednak o to, aby ich pupil nie popadł w zapomnienie. Organizują imprezy pod szyldem Forfitera, na których zbierane są pieniądze na rzecz ogrodu zoologicznego - na zakup inkubatorów do herpetarium czy pokarm dla zwierząt.

Adopcja zwierząt była też punktem wyjścia do bliższej współpracy z zoo dla Fonografiki. - Pojawiamy się w ogrodzie przy okazji akcji charytatywnych. Jesteśmy w trakcie rozmów, aby nasi artyści mogli tam wystąpić. Kiedy robimy do naszej telewizji wywiady, często robimy je w zoo - wylicza Aleksander Brejnak.

Więcej o: