Jak samemu odłożyć na emeryturę?

Samodzielne inwestycje na poczet przyszłej emerytury wymagają dużej systematyczności i dyscypliny, ale dają szanse na dodatkowe zyski.
Perspektywa odkładania co miesiąc czy co kwartał pewnej kwoty z myślą o tym, że wykorzystamy ją dopiero za 20-30 lat, wydaje się mało atrakcyjna dla naszych osobistych finansów.

Przede wszystkim wymaga ogromnej dyscypliny od oszczędzającego, bo przecież zawsze w domowym budżecie mogą wyskoczyć bieżące wydatki, które łatwo sfinansować z puli przewidzianej na finansowe zabezpieczenie starości. Dlaczego część inwestorów wchodzi w produkty emerytalne oferowane przez instytucje finansowe, bo wówczas mają przymus, aby regularnie wpłacać składki, a nie ulegać pokusie ich przejedzenia. Również przedwczesne wycofanie uskładanej przez lata kwoty jest czasem obwarowane warunkami, które czynią taką operację mało opłacalną. W skrajnych wypadkach można odzyskać nawet mniej niż nominalnie zostało wpłacone. Jednak taki przymus oszczędzania wiąże się także z oddawaniem instytucjom finansowym części składek w postaci opłat i prowizji, co obniża kwotę pracującego kapitału.

Dlatego interesującą alternatywą dla powierzania naszych nadwyżek kapitałowych instytucjom finansowym jest całkowicie samodzielne zaangażowanie w inwestycje albo skorzystanie z takich ofert profesjonalnego zarządu, który umożliwia wycofanie się w wypadku słabych wyników, bez konsekwencji finansowych.

Na własną rękę można inwestować w akcje spółek notowanych na giełdzie albo obligacje. Powierzenie pieniędzy otwartym funduszom inwestycyjnym to już skorzystanie z usług profesjonalnego pośrednika, ale w sposób niewiążący, bo zarówno można w każdej chwili wejść do funduszu, jak i z niego zrezygnować. Przy większych kwotach rzędu 100 tys. zł alternatywą dla funduszy są usługi firm asset management (AM), gdzie klient ma własny portfel aktywnie zarządzany przez specjalistów. Na bieżąco śledzi wyniki inwestycyjne i również może w każdej chwili rozstać się z firmą asset management, jeśli nie spełnia jego oczekiwań.

Ile odkładać? Co z ryzykiem?

To, ile możemy samodzielnie odkładać na emeryturę, zależy od indywidualnych możliwości finansowych. Dla jednych odłożenie na ten cel 100 zł miesięcznie będzie dużym wysiłkiem, inni lekką ręką wyłożą 1000 zł. Ważne, aby nie przeholować z kwotą, bo zbyt optymistyczne założenia mogą zostać boleśnie zrewidowane przy pierwszej okazji, np. jeśli pracodawca obniży pensję.

Otwarte pozostaje pytanie: czy oszczędzać bardziej, czy mniej agresywnie? Pierwsza strategia wydaje się bardziej rozsądna w pierwszym okresie po rozpoczęciu pracy, kiedy kapitał przeznaczony na przyszłą emeryturę nie jest jeszcze wysoki. Jeśli inwestycje okażą się udane, to kapitał może skokowo się powiększyć. W wypadku straty - będzie jeszcze czas na ich odrobienie. Gdy bliżej dojrzałego wieku, ryzyko w zarządzaniu własnymi oszczędnościami powinno być minimalizowane. To bardziej czas na ochronę realnej wartości zgromadzonego kapitału niż na podejmowanie ryzykowniejszych decyzji. Dlatego nawet jeśli początkowo indywidualny wkład do emerytury był lokowany na giełdzie lub w funduszach akcyjnych, to na kilka lat przed końcem odkładania lepiej przenieść oszczędności na bardziej bezpieczne lokaty, z których docelowo czerpane będą wypłaty.

Spółki dywidendowe, fundusze, assety

Agresywne oszczędzanie na emeryturę jest pomysłem ryzykownym, bo wszystko zależy od długoterminowej koniunktury giełdowej. Przyjmuje się, że w dłuższym czasie, np. 10-20 lat, akcje przynoszą większe zyski niż alternatywne bezpieczne inwestycje, ale na krótką metę mniej odpornych inwestorów mogą przyprawić o palpitację serca, tak jak stało się to w 2008 r. po upadku banku Lehman Brothers i wybuchu kryzysu finansowego. Opieranie przyszłej emerytury wyłącznie na umiejętności spekulacji na giełdzie jest bardziej pomysłem dla zawodowych inwestorów. Ale giełda to nie tylko czysta spekulacja, lecz również inwestowanie w duże, płynne spółki, które mają ugruntowaną pozycję w swoich branżach. To firmy najczęściej należące do prestiżowego indeksu dwudziestu największych i najbardziej płynnych spółek WIG20, ale nie tylko, bo może je znaleźć także w innych indeksach. Powinno je łączyć jedno: regularnie płacona dywidenda. Takie spółki określa się mianem spółek dywidendowych, bo można czerpać stały dochód z zysku wypłacanego akcjonariuszom, a koniunkturalne zmiany kursu mają znaczenie drugorzędne. O tym, czy spółka zamierza płacić dywidendę, można dowiedzieć się z jej polityki dywidendowej, która jest określana np. w prospektach emisyjnych. Zarządy deklarują tam, że ich intencją jest np. przeznaczanie 30 albo 50 proc. rocznego zysku netto na wypłatę dla akcjonariuszy. Inwestowanie w spółki dywidendowe, do których w ostatnich latach należą np. największe banki, firmy surowcowe i spożywcze, wymaga od oszczędzającego śledzenia decyzji walnych zgromadzeń. Dywidenda uchwalana jest na zwyczajnych walnych, które określają wysokość dywidendy i dwie ważne daty: ustalenia prawa do wypłaty oraz samej wypłaty. Pieniądze wpływają na konto maklerskie i mogą pójść na nowe inwestycje. Najbardziej opłaca się trzymać akcje spółek, których stopy dywidendy przewyższają dochód np. z lokaty bankowej albo obligacji. Przykładowo, jeśli stopa dywidendy wynosi 8 proc., to przebija dochodowość lokat. Obliczamy ją, dzieląc dywidendę przypadającą na jedną akcję przez bieżący kurs giełdowy spółki.

Kto nie ma ochoty ani czasu na indywidualne zainteresowanie spółkami giełdowymi, nawet tymi typowo dywidendowymi, może poprzestać na ofercie funduszy inwestycyjnych. Wiąże się to z nieco wyższymi kosztami niż przy indywidualnym zakupie akcji, ale za to odpowiedzialność za zarządzanie portfelami akcji ponoszą profesjonalni zarządzający. Nikt oczywiście nie da gwarancji, że fundusze przyniosą zyski, dlatego warto śledzić zmianę wartości jednostek uczestnictwa i zmienić fundusz w razie rozczarowujących rezultatów. Stosunkowo prosta jest również konwersja jednostek w funduszach bardziej ryzykownych na fundusze obligacyjne albo rynku pieniężnego. Towarzystwom Funduszy Inwestycyjnych (TFI) zależy, aby kapitał klientów pozostawał pod ich pieczą, nawet jeśli co jakiś czas żonglują oni oszczędnościami między funduszami.

Jednostki TFI można dokupywać systematycznie, np. co kwartał, podobnie jak akcje spółek dywidendowych. W ten sposób uśrednia się cenę nabycia.

Ofertą dla zamożniejszych klientów są portfele firm asset management (AM), do których poprzeczka minimalnej wpłaty wynosi z grubsza 100 tys. zł, ale można znaleźć także przyjmujące klientów z mniejszym kapitałem. AM w zamian za określone w umowie opłaty zarządzają pieniędzmi klientów według określonych autorskich strategii albo szyją je według indywidualnych wymagań.

Jak wybierać w roju obligacji?

Jeśli komuś nie w smak ryzykowanie na giełdzie na własną rękę lub powierzanie kapitału zawodowym zarządzającym akcjami, to pozostają mu bezpieczne instrumenty, które z założenia mają bardziej służyć ochronie kapitału niż jego realnemu pomnażaniu. Oszczędzający ma do wyboru przede wszystkim lokaty bankowe, które można systematycznie rolować na nowe okresy, albo obligacje.

Podstawowy wybór wśród papierów dłużnych dotyczy emitentów: obligacje wypuszczają np. państwo, samorządy, państwowe lub prywatne firmy.

Oszczędzając w obligacjach, można skorzystać na profitach płynących z procentu składanego, czyli oprocentowania obliczanego nie tylko od nominału, ale również od skumulowanych odsetek. Na własną rękę można kupić obligacje skarbowe i rolować w miarę ich zapadalności, czyli kupować nową serię, zamiast odbierać gotówkę z odsetkami. Osobom samodzielnie odkładającym na emeryturę dedykowane są głównie dziesięcioletnie obligacje skarbowe oznaczone EDO.

Oszczędzać można też w papierach dłużnych notowanych na giełdowym rynku Catalyst. Handluje się tam obligacjami samorządowymi i korporacyjnymi. Niektóre mogą kusić wysokimi odsetkami, ale warto pamiętać, że jest to miernik ryzyka, jakie ponoszą inwestorzy. Im mniej wiarygodny emitent obligacji, tym wyższe ryzyko, że może nie wykupić papierów. Zatem, wybierając obligację, należy patrzeć nie tylko na atrakcyjną wysokość odsetek, ale również na kondycję finansową emitenta.

Ruszyło się w odsetkach obligacji skarbowych

Pomimo że inflacja spadła w maju z 4 proc. do 3,6 proc., to dwa z czterech typów obligacji (dwuletnie na stały procent DOS i czteroletnie zmiennie COI) nie zmieniły oprocentowania wobec czerwcowej oferty. Seria DOS0714 daje w pierwszym rocznym okresie odsetkowym 4,75 proc., czyli po dwóch latach posiadacze otrzymają od każdego papieru o nominale 100 zł dokładnie 9,73 zł odsetek brutto (przed tzw. podatkiem Belki). COI0716 w pierwszym roku daje 5,50 proc. odsetek, a w kolejnych latach oprocentowanie zbudowane jest ze stopy inflacji plus 2,25 proc. stałej marży (to realny zysk inwestora).

Minimalnie w górę poszły jedynie odsetki od najmłodszych stażem papierów - "trzylatków". TOZ0715 w pierwszym półrocznym okresie odsetkowym daje 5,14 proc. w skali roku. To zmiana wręcz kosmetyczna wobec oferty czerwcowej, bo przed miesiącem odsetki wynosiły 5,11 proc. (w maju było to 4,97 proc.) Wskazuje to także na dość stabilną cenę pieniądza na rynku międzybankowym, gdyż oprocentowanie TOZ zależy od sześciomiesięcznej stawki WIBOR6M, która mówi, po ile banki komercyjne są gotowe pożyczać sobie kapitał na pół roku.

Największe zmiany w lipcu dotyczą papierów dziesięcioletnich. Kto nie kupił ich w czerwcu, ma czego żałować, bo w lipcu oprocentowanie w pierwszym rocznym okresie odsetkowym spadło o 0,5 pkt proc. - do 6,00 proc. W kolejnych latach zysk z dziesięciolatek wyniesie 2,50 proc. stałej marży doliczanej do stopy inflacji. Pod tym względem EDO0722 są mniej atrakcyjne od serii czerwcowej, bo wówczas stała marża zaszyta w obligacjach na 10 lat wynosiła o 0,25 pkt proc. więcej.

Czy potrafisz się zdyscyplinować do regularnego oszczędzania?
Więcej o:
Komentarze (1)
Jak samemu odłożyć na emeryturę?
Zaloguj się
  • bartek2182

    Oceniono 5 razy -3

    ja zaufalem doradcy z open finance i to on inwestuje pieniadze w moim imieniu, a zyski odkladam na poczet przyszlej emerytury

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX