Daleka droga do ekomarchewki. Czemu Polacy nie chcą kupować?

Jest zdrowa i pozbawiona chemicznych ulepszaczy, a jednak nie chcemy kupować tzw. ekologicznej żywności. Czemu tak się dzieje? Mała dostępność, trudność z rozpoznaniem, wysokie ceny, niska świadomość ekologiczna konsumentów i biurokracja wiążąca nogi producentom - to główne przyczyny niskiej popularności zdrowej, ekologicznej żywności
- W krajach Unii Europejskiej ten rynek rośnie o 20-30 proc. rocznie, ale nawet tam, gdzie żywność ekologiczna jest najbardziej popularna, jej udział w rynku nie przekracza kilku procent - podkreśla Małgorzata Stanula, kierownik Centrum Informacji Ekologicznej Fundacji Partnerstwo dla Środowiska. Prym w sprzedaży żywności ekologicznej wiodą w Europie Austria, Szwajcaria i Dania - tam udział ekologicznej żywności przekracza 5 proc. W Niemczech i Szwecji to 3-4 proc. Według szacunków Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Polsce to wciąż poniżej 1 procentu. Podobnie jak w Grecji czy Portugalii. - Jest kilka powodów, czemu tak się dzieje. Po pierwsze - to nadal jest produkcja niszowa, a miejsc, gdzie można kupić taką żywność, jest mało. Po drugie, ta żywność oczywiście jest droższa, bo wymaga od rolnika innego podejścia od początku produkcji. Jest ona oparta na tradycyjnych, pracochłonnych metodach, które nie uznają środków chemicznych, zwiększających i przyspieszających plony - wyjaśnia Stanula. Dodaje, że przestawianie produkcji na ekologiczną trwa 3 lata - w tym czasie ziemia się oczyszcza, a rolnik nie zarabia.

Problem w tym, że "droższa" oznacza u nas cenę wyższą o kilkadziesiąt, a nieraz i o 100 procent w stosunku do masowo produkowanej żywności. Przykład? Sześć jaj eko w sklepie internetowym AuchanDirect kosztuje 7,99 zł, a za 10 jaj tej samej wielkości M ze zwykłego chowu klatkowego trzeba zapłacić 4,79 zł.

Tymczasem, jak przekonuje Jan Nawieśniak, przewodniczący Małopolskiego Stowarzyszenia Rolników Ekologicznych "Natura", wytworzenie żywności ekologicznej jest droższe tylko o 20 proc. Wysokie ceny to wynik marż pośredników i małego rynku.

Zaczniemy w końcu kupować?

Na szczęście to się zmienia. Rolnictwo ekologiczne wspierane przez programy unijne zajmuje w Polsce coraz większy areał. Według SGGW to już 3 proc. ogólnej powierzchni użytków rolnych. A od czasu naszego wejścia do Unii liczba gospodarstw wytwarzających ekożywność wzrosła sześciokrotnie: z 55 do 267.

Według badań SGGW po żywność ekologiczną sięgają dwie grupy konsumentów: tzw. tradycjonaliści, sceptyczni wobec sztucznych dodatków do żywności, kupujący na bazarach (w tej grupie jest wielu emerytów i rencistów) oraz tzw. prozdrowotni, zorientowani na zdrowe żywienie (wielu ma dzieci). 8 proc. Polaków deklaruje, że kupuje ekożywność przynajmniej raz w tygodniu, 11 proc. przynajmniej raz w miesiącu, 13 proc. raz na 3 miesiące, a 7 proc. raz w roku lub rzadziej. Co Polacy wkładają do ekokoszyka? Najczęściej jajka, owoce i warzywa, wędliny i pieczywo. Czego brakuje? Przede wszystkim mięsa i jego przetworów, mleka i przetworów mlecznych oraz dań gotowych. - Jak wskazują doświadczenia innych krajów Europy, do popularyzacji żywności ekologicznej przyczynia się wprowadzenie jej do sprzedaży w dużych sieciach handlowych. W Polsce produkty ekologiczne są co prawda dostępne w wielu sklepach wielkopowierzchniowych, ale w ograniczonym asortymencie, brakuje też wielu poszukiwanych produktów - mówi dr Sylwia Żakowska-Biemans z Katedry Organizacji i Ekonomiki Konsumpcji SGGW.

Żywność ekologiczna? Lepiej przeczytaj ulotkę

Z przeprowadzonych przez nią wcześniejszych badań w 2009 roku wynika, że największą barierą przed zakupem żywności ekologicznej wcale jednak nie jest niedostępność, brak informacji o miejscach sprzedaży ani nawet wysoka cena (na te wymienione bariery wskazywało po 13-14 proc. badanych), ale problem z rozróżnieniem żywności ekologicznej od zwykłej (wskazało na to 20 proc. respondentów). - Rzeczywiście, był chaos na rynku, setki różnych oznaczeń informujących, że produkt jest ekologiczny. Teraz jest klarowne oznaczenie unijne (złożony z gwiazdek listek na zielonym tle) oraz wybrane przez Ministerstwo Rolnictwa jednostki certyfikujące, przyznające certyfikaty ekologiczne oraz kontrolujące proces produkcji - tłumaczy Małgorzata Stanula. Przyznaje jednak, że są producenci, którzy nazywają swe produkty "eko" czy "bio", a nie mają certyfikatów - stosują gierki językowe albo nazywają swe wytwory "zdrową żywnością", która to nazwa w praktyce nic nie oznacza.

Niestety, swoje sposoby na naciąganie mają też ci, którzy ekożywność powinni wytwarzać. Jan Nawieśniak przekonuje, że do danych mówiących o rosnącym areale upraw ekologicznych powinniśmy podchodzić sceptycznie - wiele z takich ekogospodarstw istnieje wyłącznie na papierze, nic nie wytwarzają, a zostały założone tylko po to, by uzyskać dopłaty z Unii. - Skoro koledzy z Zachodu mówią, że takich pseudogospodarstw może być u nich połowa, to u nas ta liczba może sięgać nawet 70 proc. - stwierdza. W dodatku te, które naprawdę chcą produkować, napotykają bariery biurokratyczne. - Będąc małym wytwórcą, nie można ot tak sprzedawać np. dwóch kilogramów sera tygodniowo bezpośrednio w gospodarstwie. Trzeba spełnić wyśrubowane wymagania sanitarne, takie jak dla wielkiej przetwórni. Rolnikowi się to nie opłaca. Przepisy promują masową produkcję żywności - żali się Nawieśniak. Jego zdaniem wyjściem jest zrzeszanie się małych rolników.

Rolnicy namawiają też konsumentów, by kupowali żywność bezpośrednio u nich, z pominięciem pośredników. Wtedy będzie taniej. - W idealnym systemie rolnictwa ekologicznego wokół gospodarstwa tworzy się stała grupa klientów, którzy kupują to, co jest w nim uprawiane. U nas powoli się to dzieje: do mnie dzwonią matki z Warszawy, pytając, czy mogą kupić 15 kg zdrowej marchewki dla swoich dzieci - podkreśla Nawieśniak. Szansę na bezpośrednie połączenie rolników z klientami daje internet oraz coraz popularniejsze w miastach biobazary.

Na szczęście dla perspektyw rynku ekożywności Polacy mają do niej życzliwy stosunek - żywność ekologiczna określana jest jako zdrowa, naturalna i bezpieczna. Zaledwie 4,3 proc. respondentów badania przeprowadzonego przez dr Żakowską-Biemans przyznało, że nie ma do niej zaufania. A to, jak na sceptycyzm Polaków, bardzo mało.

Czy kupujesz ekologiczną żywność?
Więcej o: