Pizzerie wychodzą z dołka. Ale bardzo mocno się zmieniają

Kebab i hot dogi w pizzerii? Jeszcze niedawno to było nie do pomyślenia. Jednak największe sieciowe pizzerie musiały się zmienić, aby odbić się po kilku latach słabszej koniunktury. I choć konkurencja na rynku jest ostra, otwierają nowe lokale i zwiększają sprzedaż m.in. poprzez zmiany w menu.
W ubiegłym roku znana na całym świecie sieć pizzerii Domino's Pizza, która po dekadzie wróciła do Polski, otworzyła 12 lokali w Warszawie i okolicach. Do końca tego roku chce ich mieć 15. A od przyszłego roku, jak zapowiada Maciej Jania, dyrektor zarządzający DP Polska (posiada licencję na prowadzenie pizzerii amerykańskiej sieci Domino's w Polsce), chce zacząć rozwijać sieć w całym kraju na zasadzie franczyzy. - Mamy już wielu chętnych, zainteresowanie marką jest coraz większe - potwierdza Peter Shaw, dyrektor zarządzający DP Poland plc, spółki notowanej na londyńskiej giełdzie, do której należy DP Polska.

Według raportów giełdowych DP Poland rynek dostarczania jedzenia do domów wart był w 2008 r. w naszym kraju 286 mln funtów, czyli ok. 1,5 mld zł. Rynek pizzy serwowanej w lokalach wart jest ok. 3 mld zł. Po dołku w latach 2009-2010 w ubiegłym roku - według prognoz Euromonitora - cały rynek pizzy miał wzrosnąć o 7 proc., a w obecnym o kolejne 8 proc.

Łatwiej przez internet

Telepizza, jedna z największych sieci pizzerii na naszym rynku (120 lokali w Polsce, a w sumie ponad tysiąc w Europie i Ameryce Płd.), już pochwaliła się, że w I półroczu zanotowała wzrost sprzedaży pizzy zamawianej do domów i biur o ponad 10 proc. Firma coraz mocniej stawia na zamówienia przez internet. Tu wzrost sięgnął 14 proc. - Pizza na zamówienie to nasz główny biznes, zimą generujemy z niego nawet 80 proc. przychodów, dlatego położyliśmy nacisk na rozwój tego segmentu - mówi Iwona Olbryś, dyrektor generalna Telepizza Poland. Firma uruchomiła zamówienia online 2 lata temu, dziś to już 17 proc. ogółu zamówień. A ma być jeszcze lepiej, bo Telepizza uruchomi za chwilę nowy serwis do zamówień, który będzie działał także na telefonach komórkowych i tabletach. Połowa zamówień internetowych to zamówienia od nowych klientów - to ważne dla spółki, gdy średnia wartość zamówienia od klienta i wartość sprzedaży na jeden lokal na nasyconym rynku nie wzrasta.

Olbryś przyznaje, że aż 10-procentowy wzrost sprzedaży trudno będzie utrzymać w drugiej połowie roku, do której wliczają się słabsze dla branży wakacje. Ale sieć zakończy rok wzrostem, także jeśli chodzi o sprzedaż w samych lokalach. Telepizza ma powoli ograniczać agresywne promocje (to ta sieć "zaraziła" rynek promocjami w stylu "dwie pizze w cenie jednej") - aktualnie przy zamówieniu internetowym oferuje drugą pizzę gratis, trzecią za 9,90 zł, a w poniedziałki w lokalach małą pizzę za 5 zł. Olbryś przyznaje jednak, że promocje są wabikiem na pewną grupę klientów szukających wyjątkowych ofert (stąd też obecność sieci w serwisach zakupów grupowych). Ale czy to się firmie opłaca? - To jest tak skalkulowane, że efekt biznesowy jest dobry - ucina tajemniczo dyrektor.

Spółka rozpoczęła też przegląd swoich lokali w Krakowie i we Wrocławiu - ma to m.in. na celu skrócenie czasu dostawy do klienta. W ubiegłym roku zamknięto część nierentownych punktów, a firma planuje przenieść część z nich do lepszych lokalizacji.

Według Brytyjczyków z DP Poland to właśnie słaba jakość dostaw jest przyczyną tego, że Polacy nie zamawiają więcej jedzenia do domu.

Kotlet z pizzerii

Powszechne wśród sieciowych pizzerii staje się odchodzenie od sprzedaży wyłącznie pizzy. Pizza Hut już jakiś czas temu wprowadziła do oferty makarony i zupy, a największa polska sieć pizzerii Da Grasso (200 lokali) w związku z Euro 2012 zaczęła promować... hot dogi. Z kolei Telepizza nie pozostała obojętna na miłość Polaków do kebabów i włączyła je do menu. Trend jest światowy - centrala Domino's Pizza w USA właśnie zaprezentowała nowe logo, w którym nie ma już słowa "pizza". Sieć chce w ten sposób przyciągnąć nowych klientów zainteresowanych innym menu. W nowych lokalach Domino's kuchnia będzie odsłonięta, co pozwoli klientom podglądać, jak powstaje ich danie.

W 2012 r. Da Grasso wzbogaci się o kilkanaście nowych lokali w całej Polsce. Podobnie będzie w kolejnych dwóch latach. - Po latach dynamicznego rozwoju skupiamy się teraz bardziej na konsolidacji sieci i ulepszeniu mechanizmów współpracy z obecnymi franczyzobiorcami niż na ekspansji - mówi Magdalena Piróg, wiceprezes Da Grasso. Spółka umożliwia franczyzobiorcom wybór pakietów, na jakie zostało podzielone menu. Każdy z prowadzących lokal będzie mógł sam zdecydować, jakie potrawy chce serwować - podstawą będzie oczywiście pizza, ale decyzja, czy podawać śniadania, desery lub dania mięsne, jest po stronie prowadzącego lokal. - Zupełnie inaczej wygląda przecież sytuacja pizzerii w małych miejscowościach, a inaczej np. w dzielnicach biurowych dużych metropolii - tłumaczy Piróg. Żeby zachęcić franczyzobiorców, Da Grasso zniosła opłatę za przystąpienie do sieci.

Wciąż dobry biznes

- Lata 2009-2010 to był trudny czas. Teraz jest lepiej, ale to nie znaczy, że łatwiej. Klienci wymagają więcej, bo mają więcej opcji do wyboru. Dlatego kluczowe jest zbudowanie ich lojalności - zaznacza Iwona Olbryś z Telepizzy.

- Kryzys finansowy osłabił portfele klientów i sprawił, że ostrożniej podchodzili do wydatków takich jak spożywanie posiłków poza domem. Jednak w dłuższej perspektywie Polacy wzorem mieszkańców krajów zachodnich z pewnością wrócą do przyjemności wspólnego jedzenia. Jeśli dodamy do tego zamiłowanie rodaków do pizzy - pizza jest drugim najczęściej wybieranym daniem po kuchni polskiej - to nasz segment rynku nie ma się czego obawiać. Prowadzenie pizzerii to wciąż dobry biznes - podsumowuje Magdalena Piróg z Da Grasso.

Więcej o: