Zabawy z bronią jądrową - przeklęty demoniczny rdzeń

Eksperymentowanie z plutonem trudno w ogóle nazwać bezpiecznym zajęciem, w historii amerykańskiej atomistyki jeden z rdzeni okrył się wyjątkowo złą sławą. Zaciążył na życiu dziesięciu osób zanim jeszcze opuścił laboratorium. Nazwano go później Demonicznym Rdzeniem.

Z udziałem Demonicznego Rdzenia miały miejsce dwa poważne wypadki. Oba w miasteczku atomowym Los Alamos. Pierwszy wydarzył się 21 sierpnia 1945 roku. Fizyk Harry Daghlian prowadził samotnie eksperyment z użyciem sub-krytycznego (niewystarczającego do spowodowania eksplozji) rdzenia plutonowego o masie 6,2 kilogramów. Zadanie polegało na obkładaniu kuli sztabami wykonanymi z węglika wolframu, aby zbadać potencjał materiału jako zwierciadła neutronowego (czyli jego zdolności do odbijania neutronów do wnętrza rdzenia). Z każdą dokładaną sztabką całość układu zbliżała się do poziomu krytycznego, potęgując tym samym skalę reakcji łańcuchowej rozpadu atomów.

Partially reflected plutonium sphere

Niestety, w trakcie eksperymentu Daghlian nieopatrznie upuścił jedną ze sztabek wprost na rdzeń, co spowodowało przekroczenie poziomu krytycznego i rozpoczęcie niekontrolowanej reakcji łańcuchowej. Fizyk bardzo szybko usunął z układu nadmiarowe sztabki i ostatecznie do tragedii na masową skalę nie doszło. Daghlian otrzymał jednak śmiertelną dawkę promieniowania, która zabiła do w przeciągu 25 dni od wypadku. Po 33 latach, w 1978 roku i ciężkiej przeprawie z białaczką zmarł także szeregowiec Robert Hemmerly, który również znajdował się w pomieszczeniu.

Łaskotanie śpiącego smoka...

Drugi wypadek wydarzył się 21 maja 1946 roku, kiedy Louis Slotin, oraz siedmiu innych fizyków przeprowadzali eksperyment, który miał na celu określenie dokładnego momentu, w którym poprzez zbliżenie lustra neutronowego (w tym wypadku w postaci dwóch półkul wykonanych z berylu) sub-krytyczny rdzeń osiąga poziom krytyczny i gotowość do eksplozji.

Doświadczenie nazywane było "łaskotaniem śpiącego smoka w ogon", ze względu na to, że prowadzono je wciąż na granicy ryzyka śmiertelnego  napromieniowania. Polegało ono na ręcznym opuszczaniu górnej półkuli berylu na rdzeń aż do osiągnięcia optymalnej odległości na skraju poziomu krytycznego. Zupełne przywarcie górnego lustra oznaczało przekroczenie tego poziomu. Za ostatnią deskę ratunku, gdyby coś poszło nie tak jak należy, naukowcom służył płaski śrubokręt, który trzymali w drugiej dłoni. Miał on nie dopuścić do zetknięcia obu półkul lustra.

Tickling the Dragons Tail

Mimo niesamowitego niebezpieczeństwa Slotin wykonywał doświadczenie wielokrotnie. 21 maja jednak śrubokręt prześlizgnął się po powierzchni rdzenia, umożliwiając zetknięcie się krawędzi berylowej półkuli z rdzeniem i osiągnięcie poziomu superkrytycznego. Mimo iż fizyk zareagował natychmiast - oburącz rozdzielając oba elementy - a połączenie trwało krócej niż sekundę Slotin otrzymał śmiertelną dawkę promieniowania i zmarł już 9 dni po wypadku.

Pozycja, w której fizyk prowadził eksperyment ochroniła towarzyszących mu naukowców od śmiertelnego napromieniowania. Wszyscy obecni w pomieszczeniu umarli jednak ostatecznie na schorzenia spowodowane chorobą popromienną (dwóch na białaczkę, trzech na anemię). Szósty, zaglądający Slotinowi przez ramię Alvin C. Graves spędził w szpitalu kilka tygodni. Jednak do końca życia borykał się z uciążliwymi zdrowotnymi konsekwencjami wypadku, umierając 20 lat po wydarzeniu. Zmarł w wieku 57 lat na niewydolność mięśnia sercowego.

Operacja Crossroads

Ostatecznie, określany już wtedy jako "demoniczny", rdzeń postanowiono zdetonować pięć tygodni po ostatnim wypadku. 1 lipca 1946 roku w okolicach atolu Bikini doprowadzono do eksplozji ładunku Able. Detonacja nastąpiła na wysokości 158 metrów nad poziomem morza i była czwartą w historii USA.

Demon do końca nie przestał zaskakiwać. Moc ładunku szacowano na 23 kilotony. Dwukrotnie doprowadzony do poziomu krytycznego rdzeń znacznie jednak przewyższył wiązane z nim oczekiwania, powodując silniejszą niż przewidywano eksplozję.

Dlaczego o tym piszemy? Ponieważ 66 lat temu (6 sierpnia w Hiroszimie, a następnie 9 sierpnia 1945 roku w Nagasaki) Amerykanie postanowili "pobawić się" bronią jądrową w inny sposób. A w zabawie tej ucierpiało znacznie więcej, niż 10 osób.

Więcej o:
Komentarze (21)
Zabawy z bronią jądrową - przeklęty demoniczny rdzeń
Zaloguj się
  • kosmiczny_swir

    Oceniono 22 razy 12

    queserasera ma racje. Szacunki z czasow WWII wskazywaly, ze w inwacji na Japonie moglo by zginac pomiedzy 300 000 a 1 000 000 zolnierzy USA. W ramach przygotowania do inwacji wyprodukwoano 500 000 orderow Purpurowego Serca - przynawanych rannym i zabitym, to swiadczy o tym, ze te szacunki traktowano jak najbardziej serio. Straty po stronie japonskiej bylyby jeszcze wieksze. Ofiary bombardowan atomowych to lacznie ok. 500 000 ludzi, wylacznie po stronie japonskiej.

    Jesli chodzi o etyke, to ze strony amerykanskiej uzycie bomby atomowej bylo o wiele bardziej etyczne niz uzywanie swoich zolnierzy jako miesa armatniego. Etyka wojny jest taka, ze walczymy o ocalenie jak najwiekszej ilosci istnien ludzkich po naszej stronie, a nie po stronie wroga.

    W tych kategoriach rzad emigracyjny w Londynie popelnil zbrodnie na narodzie polskim, traktujac polskich zolnierzy i polskich cywili jako mieso armatnie, rzutuem na tasme probujac ocalic swoja wladze. Celem powstania warszawskiego nie bylo ocalenie polskich istnien, celem bylo zapobiezenie utraty wladzy na rzecz komunistow. Teraz, co jest wazniejsze, ludzkie zycie, czy wladza? Moim zdaniem ludzkie zycie.

  • kochamrydzyka

    Oceniono 11 razy 9

    Gen. Bronislaw Duch, dowodca 3-ciej Karpackiej Dywizji pod Monte Casino, z bezpiecznego miejsca w swej kwaterze dal rozkaz rozstrzeliwania polskich saperow za odmowe wyjscia na odsloniete pole przed czolgami, gdzie kazdy kto wychylil glowe zza pierwszego czolgu padal trupem.

    Na szczescie nie wszyscy oficerowie w Polskiej Armi byli tego rodzaju idiotami.
    Plk. Bobinski, osobiscie po przybyciu na pozycje, ocenil sytuacje i skierowal czolgi inna droga.
    Zaskoczeni niemieccy zolnierze poddawali sie tuzinami. Zas czolgi mogly zajac dogodne pozycje by dac oslone atakujacej piechocie.
    Wg.ksiazki Dana Kurzmana "The Race for Rome" Wyscigi do Rzymu.

    Wg. niektorych na tym forum tego typu zbydlecenie w kadrze oficerskiej Wojska Polskiego jest wzorem do nasladowania.

  • vontomke

    Oceniono 8 razy 8

    Artykuł jest nierzetelny, nie było ryzyka wybuchu w obu wypadkach - do osięgnięcia masy krytycznej wymagane było dodatkowe "skompresowanie" rdzenia.

  • wkkr

    Oceniono 8 razy 6

    II wojna światowa to nie była żadna zabawa. Trzeba być totalnym ignorantem by użycie broni jądrowej w Japonii uznać za zabawę.
    Po za tym trzeba pamiętać że użycie tej broni ocaliło życie setek tysięcy amerykańskich żołnierzy
    oraz paru milionów japońskich cywili.
    amerykańscy analitycy liczbę ofiar inwazji na wyspy japońskie szacowali na jakieś 20 milionów.

  • mikelondon

    Oceniono 6 razy 6

    zbrodnią było wywołanie wojny, zbrodniami było zezwierzęcenie żołdaków japońskich w Chinach - poczytajcie sobie o tym. Poczytajcie tez jak traktowali jeńców wojennych. Dwie mocne piguły nalezały im sie jak psu buda.

    Dodatkowo jeszce - jakby tego było mało, poszukajcie sobie czegoś np. na temat dywanów Shermanów. Tudzież innych środków "przeciwpancernych" rodem z wariatkowa - wtedy zrozumiecie kiedy byłaby hekatomba - tylko po inwazji Wysp Japońskich. Hiroshima i Nagasaki to pikuś. Obejrzyjcie sobie Pacyfik (miniserial HBO) - tam trochę widać z kim walczyli Amerykanie.
    Ale tak czy inaczej - pisanie o bawieniu się atomówkami - durnym jest.

  • adamowski1

    Oceniono 10 razy 6

    Ale dzięki tym dwóm eksplozjom skrócono o ileś tam tygodni/miesięcy upadek Japonii,nie zginęło ileś tam tysięcy żołnierzy obu stron,no i ostudzono zapały Sowietów.
    Wiem że to trudny rachunek,ale było coś za coś.

  • zdzisiek66

    Oceniono 5 razy 5

    "Szacunki z czasow WWII wskazywaly, ze w inwacji na Japonie moglo by zginac pomiedzy 300 000 a 1 000 000 zolnierzy USA"

    Wydaje mi się, że to mocno zawyżone szacunki, ale straty na pewno byłyby ogromne.
    A przede wszystkim, nastąpiłaby straszna masakra japońskiej ludności w bezpośrednich starciach. Japończycy masowo szkolili kobiety i dzieci do atakowania Amerykanów bambusowymi pikami....

  • kochamrydzyka

    Oceniono 9 razy 5

    Pilot amerykanski ktory bral udzial w bombardowaniu pozycji niemieckich na terenie Polski opowiadal ze. Ze wzgledu na maly zapas paliwa na powrot, wyladowali wg. wczesniejszych uzgodnien z Rosjanami na lotnisku na terenie przez nich zajetym.

    Jakiez bylo zdumienie Rosjan gdy w czasie niemieckiego nalotu, amerykanski dowodca zamiast wystartowania w powietrze rozkazal swoim zalogom samolotow udanie sie do schronow przeciwlotniczych.
    Na zarzut tchorzostwa amerykanin skomentowal ze jego bombowce w starciu z niemieckimi mysliwcami nie mieli szans. Dla niego zas wazniejsze od mozliwego zniszczenia samolotow wazniejsz bylo zycie pilotow. Samolot mozna zastapic nowym z tasmy montazowej. Pilotow zas nie.

  • derfflinger1918

    Oceniono 4 razy 4

    Operacja zdobycia wysp japońskich planowana na jesień 1945 wiosnę 1946
    pociągnęła by za sobą około 50 razy więcej ofiar wśród Japończyków niż oba ataki atomowe.
    Zresztą według niektórych szacunków w konwencjonalnym nalocie na Tokio w marcu 1945 roku zginęło nawet 145 tysięcy ludzi.

    en.wikipedia.org/wiki/Operation_Downfall
    szczególnie ten ustęp warto przeczytać !!

    en.wikipedia.org/wiki/Operation_Downfall#Estimated_casualties
    "...pięć do dziesięciu milionów zabitych Japończyków.."

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX