Berlińscy piraci zasiądą w lokalnym parlamencie

Czy w Berlinie są Piraci? Tak, piętnastu nawet zasiada w tamtejszym parlamencie.

Partia Piratów to obecnie już międzynarodowy ruch polityczny (zapoczątkowany w Szwecji), który za swoje cele obrał walkę o wolność w sieci, zmianę obecnego sytemu prawa własności intelektualnej, w tym wprowadzenie prawa do swobodnego dzielenia się plikami w Internecie, czy inne związane z tymi zagadnieniami tematy (także bardziej odległe od stereotypowo pojmowanego "piractwa", jak gruntowne zmiany w systemie edukacji czy postulat o wprowadzeniu darmowego dostępu do Internetu dla wszystkich).

Niemiecki "oddział" tego ruchu odnotował właśnie największe zwycięstwo w całej jego historii: dzięki 8,9% poparcia w wyborach wprowadził do lokalnego parlamentu w Berlinie aż 15 deputowanych (przy 152 miejscach w ogóle). Dla porównania: liberalna FPD, obecny partner koalicyjny CDU, partii, z której wywodzi się kanclerz Niemiec Angela Merkel, zdobyło jedynie 1,8% głosów i w ogóle nie dostało się do rzeczonego parlamentu.

Sukces jest tym większy, że dzięki niemu Niemiecka Partia Piratów uzyska prawo do finansowania z budżetu landu, co z pewnością pozwoli jej na jeszcze większy rozwój.

Oprócz Niemiec, Partia Piratów coraz bardziej zyskuje także na znaczeniu w Szwecji. Jej przedstawiciel zasiada w tamtejszym parlamencie, a inny jej członek jest z kolei eurodeputowanym.

Polska Partia Piratów w formie zalążkowej istniała od 2006 do 2009 roku: wtedy ostatecznie została wykreślona z rejestru partii politycznych i zaniechała działalności.

[za ars technica, spiegel]

Więcej o: