Egipski sąd zakazuje pornografii w sieci

Nic dodać, nic ująć. Porno ma zniknąć z egipskiej sieci. Tak nakazał sąd.

W uzasadnieniu wyroku sędzia sądu niższej instancji wytłumaczył, że ma na względzie ochronę społeczeństwa, oraz podstawowych wartości egipskiej kultury.

Wyrok, nakazujący rządowi rozprawienie się z egipskimi stronami porno może wywoływać u co poniektórych uśmieszek politowania. Problem jest jednak głębszy. Egipcjanie, nawet ci, którzy nie są klientami tego typu witryn i których zakaz zwyczajnie nie dotknie obawiają się, że to wstęp do wprowadzenia prawa moralnego i islamizacji kraju. Nie mówiąc już o wolności słowa i informacji.

Co ciekawe, jak pisze Phys.org, podobny wyrok zapadł już kilka lat temu. Nie został jednak zrealizowany, ponieważ zabrakło efektywnego narzędzia, które mogłoby blokować żądane witryny. Jak wiadomo, rewolucji w Egipcie towarzyszył gwałtowny rozwój technologii internetowych i komunikacyjnych. Być może więc tym razem władzom rzeczywiście uda się skutecznie filtrować zasoby sieci. Ryzyko istnieje.

Tymczasem eksperci przekonują, że selektywne blokowanie treści w Internecie jest niezwykle trudne do zrealizowania i graniczy z rozrzutnością. Żeby bowiem pozbyć się stron porno trzeba wprowadzić w ruch olbrzymią machinę.

Poza tym, jak przekonują działacze na rzecz obrony praw człowieka, wprowadzenie zakazów, czy jak w tym przypadku - cenzury - nie jest jednoznaczne z odniesieniem sukcesu i wywołaniem rzeczywistej zmiany społecznej. Zachodni eksperci wspominają natomiast, że Egipcjanie już raz poradzili sobie, mimo kompletnego odcięcia od internetu. Mało prawdopodobne wydaje się jednak, żeby - nawet jeśli porno to tylko "przykrywka" do wprowadzenia głębszych zmian - zablokowanie tego typu witryn wywołało protesty na skalę tych znanych z rewolucji.

Więcej o: