Memotechnika: czy sieć potrafi liczyć do ziemniaka?

Witam. Dzisiejszy odcinek cyklu Memotechnika zawiera treści, które przez wielu mogą zostać uznane za skrajnie obraźliwe. Ostrzegam przed tym lojalnie i jednocześnie zaznaczam, że sam stoję tu tylko na pozycji obserwatora, nie podpisując się pod żadnym z materiałów, które znajduję w sieci.

Z góry dziękuję za zrozumienie.

Wiele razy pisałem w swoim cyklu na temat rozmaitych, w ten czy inny sposób obrazoburczych, memów. Wiele razy próbowałem je uzasadniać. Wiadomo, nieładnie jest śmiać się z Jezusa czy też z pedofilii, ale jeśli odpowiednio przyjrzeć się sieciowemu zjawisku, to można dopatrzyć się w nim właśnie przejawów sprzeciwu wobec zbyt restrykcyjnej poprawności politycznej. I wszystko pięknie i ładnie, memy nagle stają się bardziej zrozumiałe.

Muszę jednak, no muszę po prostu, widocznie nadszedł taki moment, przyznać, że nie wszystko, co znajduję w sieci, da się obronić. Byłoby nierozsądnie, gdybym stwierdził, że w Internecie wszystko istnieje z jakiejś przyczyny. Nie, niektóre obraźliwe rzeczy są tam tylko dlatego, że są obraźliwe.

Fraza "I can count to potato" oznacza po angielsku tyle, co "potrafię liczyć do ziemniaka". Jest cytatem z filmu "Olimpiada" (w oryginale" The Ringer"), w którym jeden z bohaterów udaje upośledzonego umysłowo, by móc wystąpić na Specjalnych Igrzyskach Olimpijskich. Nie jest to może specjalnie udane ani znane dzieło kinematografii, niemniej przynajmniej właśnie to jedno zdanie z niego zrobiło całkiem sporą karierę. W sieci.

Czasami wykorzystywane jest, by pokazać, co sądzi się o inteligencji pewnej osoby. Zwykle celebryty - wystarczy wkleić je pod jego zdjęciem. W tym sensie jest po prostu synonimem nazwania kogoś głupkiem/baranem/kretynem i pokazania, jak bardzo się go nie lubi tudzież nie szanuje.

i can count to potato

i can count to potato

W porządku, to nawet jest umiarkowanie zabawne.

Fraza ta została jednak wykorzystana także w inny sposób - by najzwyczajniej w świecie śmiać się z ludzi upośledzonych umysłowo. Cóż, Internet śmieje się w końcu ze wszystkiego. Najbardziej znane jest to zdjęcie:

i can count to potato

By nie było wątpliwości: tak, dziecko to cierpi na zespół Downa. Powyższa fotografia pojawiła się na stronie FunnyJunk we wrześniu 2009 roku. Choć większości osób (w tym i mnie) nie wyda się zupełnie zabawne, zrobiła jednak całkiem sporą karierę w sieci. Na tyle dużą, że całą sprawą zainteresowało się BBC - i to bardzo niedawno temu, bo 12 kwietnia tego roku. Okazało się bowiem, że do zdjęcia i publikujących go internautów dotarli - pewnie przypadkiem - rodzice sfotografowanego dziecka, niejakiej Heidi Crowter.

Można się oczywiście czepiać, że materiał stworzony przez BBC wykazuje się głębokim niezrozumieniem internetowej kultury - bo się wykazuje, nie ma co kryć - z drugiej osoby nie sposób nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że tego typu dowcipy chyba jednak nie są śmieszne i fajnie byłoby dać sobie z nimi spokój.

Bo w końcu nawet Internet ma w sobie jeszcze jakieś resztki wrażliwości, prawda?

No więc nie ma.

Choć sprawę podchwycił jeszcze brytyjski tabloid The Sun i zrobiło się o niej całkiem głośno, to rodzicom Heidi Crowter nie udało się, rzecz jasna, zdjąć sieci jej fotografii. Przynajmniej na razie. Nie sądzę jednak, by cokolwiek miało się w tej kwestii zmienić. Z memami nie da się walczyć. Nawet jeśli zniknie parę stron na Facebooku, ciągle jest jeszcze 4chan, reddit i parę innych tego typu zagłębi, do których moderacji dotrzeć już dużo ciężej (w sumie moderacja 4chana to niezły dowcip).

Prawdę mówiąc, wszystkie te materiały dostarczyły więcej krzywdy całej sprawie niż pożytku. Zamiast dać jej przyschnąć - co zdarzyłoby się prędzej czy później, to nie był nigdy mem o jakiejś niebotycznej popularności - dostarczono sieci nowych materiałów do wyśmiewania. Teraz na cel biwrze nie tylko Heidi, ale także jej matkę:

i can count to potato

Czasami internetowych memów nie da się obronić. Po prostu. Taki przypadkowy - ale bardzo na miejscu - komentarz na temat całego zamieszania, autorstwa niejakiego "TMN", wygrzebałem w sieci:

Ci ludzie (...) zupełnie nie rozumieją w jaki sposób działa internet. Każdy w internecie jest rasistowskim, nieprzyjemnym, sadystycznym gnojem, ponieważ może nim być. Ja jestem, ty jesteś i cały 4chan, reddit i Facebook jest. (...)

Smutna diagnoza, prawda? W swoim cyklu cały czas staram się udowadniać, że tak - jednak! - nie jest. Czasami jednak, tak jak w powyższym wypadku, najzwyczajniej w świecie jest to raczej niemożliwe i nie ma sensu ukrywać, że jest inaczej.

Memotechnika: poznaj inne memy

RPG

O Niewiarygodnie Fotogenicznym Kolesiu

Oraz jego przyjaciołach.

kadr z filmu Upadek

O Hitlerze

I tym, jak w jego obronie stanęli internauci.


O problemach Pierwszego Świata

Tak codziennych, a tak ważkich.

Sad Keanu

O tym, jak internauci wyśmiali wizję Google

Okulary rozszerzonej rzeczywistości, peeeewnie, jaaasne...

Więcej o:
Komentarze (2)
Memotechnika: czy sieć potrafi liczyć do ziemniaka?
Zaloguj się
  • vorpal_saber

    Oceniono 5 razy 5

    "Każdy w internecie jest rasistowskim, nieprzyjemnym, sadystycznym gnojem, ponieważ może nim być."

    "Bo w końcu nawet Internet ma w sobie jeszcze jakieś resztki wrażliwości, prawda? No więc nie ma."

    Żałosne po prostu. Kochany, to jest właśnie wolność słowa! Jednostki, które jej nadużywają, zawsze będą najgłośniejsze, najbardziej zauważalne, najczęściej komentowane, ale to nie znaczy, że tacy są wszyscy. To, że w kilku miejscach pojawiają się ordynarne memy, znaczy dokładnie tyle, co pojawianie się wulgarnych wyrazów na ścianach kibli. Czyli nic. Jakoś nie widzę, żeby ktoś widząc jeden czy dwa napisy, które często są niepoprawne politycznie, robił z tego koniec świata jak autor tego artykułu!

    Ludzie inni (chorzy, odmienni, innej rasy) zawsze i wszędzie byli na cenzurowanym. Dzisiaj w świecie politycznej poprawności jest to tępione, i zresztą słusznie. Jednak nie przesadzajmy. Parę memów nie świadczy o całym internecie czy o wszystkich internautach. To jest tak głupie jak plucie na profesora, który wychodzi z pomazanego wulgaryzmami kibla - nie on to napisał i nie on za to odpowiada, mimo że korzysta.

    Dziewczynce chorej na zespół Downa współczuję. KIlka lat temu miałem przewlekłe problemy zdrowotne i sam się przekonałem, jacy "ludzcy", "troskliwi" i "współczujący" mogą być współpracownicy ;) Nie uogólniajmy więc do internautów - taka jest ludzka natura. Empatii bardzo brak w społeczeństwie.

    Artykuł oceniam jako bardzo słaby.

  • rabbinhood

    Oceniono 2 razy 0

    potrzebna aplikacja na komputer przerabiająca podany wizerunek na symulację jak by się wyglądało z zespołem Downa, wtedy każdy mógłby wkleić swoją podobiznę po zmianach lub podobiznę osoby na której stronie się komentuje i byłoby pozamiatane. Aj ken kałnt tu potejto.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX