PRISM - tajny program dający rządowi USA pełny dostęp do serwerów Google'a, Facebooka, Microsoftu czy Apple'a

Piotr Stanisławski
07.06.2013
A A A
Slajd z prezentacji na temat PRISM pokazujący uczestników programu

Slajd z prezentacji na temat PRISM pokazujący uczestników programu (fot. Twitter)

Wszyscy się tego spodziewali, ale teraz pojawiły się dowody - wszelkie dane, które powierzyliśmy amerykańskim gigantom internetowym, są w pełni dostępne dla agencji rządowych USA. Odpowiada za to program PRISM.

Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA) i Federalne Biuro Śledcze (FBI) mają pełny, stały i niekontrolowany dostęp do danych zgromadzonych na serwerach gigantów nowych technologii. Program, który to umożliwia nazywa się PRISM, a biorą w nim udział wszyscy niemal wielcy internetu: Microsoft ze Skypem, Yahoo, Google wraz z YouTube'em, Facebook, PalTalk (komunikator sieciowy), AOL, oraz Apple. Każda z tych firm przystąpiła do udziału w programie dobrowolnie.

Informacje o PRISM ujawniły gazety "The Washington Post" i "The Guardian". Otrzymały one ściśle tajną prezentację, która przedstawia szczegóły i zakres działania systemu inwigilacji. Źródłem przecieku jest ponoć oficer wywiadu, który pracuje przy programie PRISM i jest przerażony jego możliwościami.

Pierwszy był Microsoft

Według prezentacji PRISM działa od 2007 r., pierwszą firmą, która do niego przystąpiła (w pełni dobrowolnie) był Microsoft. Potem Yahoo (2008) i Google (2009). Apple dołączył dopiero w październiku zeszłego roku. Wkrótce program ma być wdrożony w Dropboksie, a - co zaskakujące - nie bierze w nim udziału Twitter.

Według informacji zdobytych przez gazety PRISM jest jednym z najważniejszych źródeł informacji, jakimi posługują się amerykańskie agencje związane z bezpieczeństwem. Na jego podstawie powstają m.in. codzienne biuletyny wywiadowcze, które otrzymuje prezydent USA. W zeszłym roku wykorzystano go do przygotowania 1477 materiałów w nich zawartych. Również co siódmy raport stworzony przez NSA korzysta z informacji uzyskanych przez PRISM.

Skuteczność systemu polega na tym, że agencje rządowe mają stały i bezpośredni dostęp do wszystkich danych gromadzonych przez amerykańskie firmy nowych technologii. Gromadzone jest 10 typów danych: e-maile, wiadomości z komunikatorów, filmy, zdjęcia, pliki przechowywane w chmurze, czaty głosowe, pliki przesyłane wewnątrz serwisów, wideokonferencje, czasy logowania oraz szczegóły z profili w portalach społecznościowych.

Oczywiście agencje nie gromadzą u siebie wszystkich danych pozyskiwanych przez obserwowane firmy - byłoby to trudne technicznie i niepotrzebne, bo przecież informacje są i tak przechowywane i stale dostępne. Jeśli jednak agencja chce się skupić na określonym człowieku, to pobiera do siebie komplet informacji o nim - skrzynkę pocztową, kontakty, zapis miejsc w których bywa, zdjęcia.

41-slajdowa prezentacja w PowerPoincie, którą zdobyły gazety zawiera też informacje o drugim programie noszącym nazwę BLARNEY. Jego zadaniem jest pozyskiwanie informacji o ruchu w internecie i strukturze sieci. Zapisuje adresy przesyłanych pakietów czy identyfikatory urządzeń sieciowych.

"Nic o tym nie wiemy"

Ciekawa jest reakcja firm, które według prezentacji mają brać udział w programie. Managerowie, z którymi skontaktował się The Guardian twierdzili, że nie wiedzą nic o PRISM i jeśli coś takiego działa, to za ich plecami. Podkreślali też, że nie zgodziliby się brać udziału w takim przedsięwzięciu. Pozostaje pytanie, czy o PRISM wie w każdej firmie tylko bardzo wąskie grono czy managerowie wypierają się posiadanej wiedzy.

Swoje oświadczenia wydali natychmiast Google, Apple, Microsoft, Facebook, Yahoo i Dropbox. Wszystkie firmy zaprzeczają istnieniu u nich takiego systemu.

Apple:

Nigdy nie słyszeliśmy o PRISM. Nie zapewniamy żadnej agencji rządowej bezpośredniego dostępu do naszych serwerów.

Google:

Google głęboko troszczy się o bezpieczeństwo danych swoich użytkowników. (...) Google nie ma "tylnych drzwi", które rządowi dawałyby dostęp do prywatnych danych użytkowników.

Microsoft:

Dane udostępniamy wyłącznie, gdy otrzymamy nakaz sądowy.

Natychmiast po ogłoszeniu tych rewelacji hasło PRISM stało się jednym z najczęściej używanych słów w mediach społecznościowych. Na Twitterze co minutę pojawiało się nawet kilkaset wpisów dotyczących tego tematu. Poza spodziewanym oburzeniem internauci wyrażali wątpliwości dotyczące wiarygodności prezentacji.

Zauważyli m.in., że podana w niej suma, jaka jest co roku wydawana na PRISM, wydaje się niezwykle niska - zaledwie 20 milionów dolarów. Dziwne jest też, że z 41 slajdów obie redakcje pokazały tylko trzy. Wskazano też, że w prezentacjach pokazanych przez obie gazety są drobne różnice dotyczące wyglądu logo programu PRISM. Mogą one jednak wynikać z tego, w jakim programie otwierany był plik.

 

Różnice w slajdach pokazanych przez The Guardian i The Washington Postfot. Twitter

 

PRISM uderzył z wielką siłą, zwłaszcza, że kilkanaście godzin wcześniej podano informacje o tym, że rząd USA otrzymuje od jednego z największych operatorów telefonii w Stanach, firmy Verizon, raporty o rozmowach prowadzonych przez klientów.

Istnienie PRISM nie jest zaskoczeniem - właściwie wszyscy od dawna wiedzieli, że rząd USA może mieć dostęp do wszystkich danych gromadzonych przez amerykańskie firmy. Z tego powodu w niektórych europejskich przedsiębiorstwach zakazane jest korzystanie na przykład z Dropboxa. Jednak co innego podejrzenia, a co innego dowody. Jeżeli istnienie PRISM potwierdzi się, będzie to potężny cios w wiarygodność firm takich jak Google czy Facebook, którym miliony ludzi powierzają informacje o sobie.

[AKTUALIZACJA]

Oświadczenie dotyczące PRISM wydał też James R. Clapper, Director of National Intelligence. Co ciekawe nie zaprzeczył on istnieniu programu PRISM, a wskazał, że w publikacjach na jego temat pojawiły się nieścisłości. Dotyczyć one mają zasięgu działania PRISM (w oświadczeniu nie użyto tej nazwy). Zdaniem Clappera PRISM nie obejmuje tego, co dzieje się na terenie USA i nie dotyczy obywateli USA.

Clapper pisze m.in.:

Informacje zdobyte w ramach tego programu należą do najważniejszych i najcenniejszych, jakie pozyskuje wywiad i wykorzystywane są do obrony naszego kraju przed rozmaitymi zagrożeniami.

Tym samym wydaje się, że rząd USA potwierdził istnienie i działanie PRISMA. Jak w tej sytuacji zachowają się firmy, które jeszcze kilkadziesiąt minut temu zaprzeczały istnieniu programu?

Ultrabook

Tekst przygotowaliśmy na Ultrabooku, komputerze mobilnym
nowej generacji zainspirowanym przez Intela

Komentarze (210)
Zaloguj się
  • Oceniono 311 razy 265

    i miej tu czlowieku swe pliki w chmurze.Fizyczny dysk jest najbezpieczniejszy.Mnie to obchodzi bo nie zycze sobie zeby ktokolwiek przegladal moje np prywatne zdjecia.Nawet jesli jest to agent rządowy USA.

  • Oceniono 307 razy 193

    Kuba, Związek Radziecki to były przedszolaki w porównaniu do:
    Stanów Zjednoczonych Korei Północnej

    Witajcie w nowej rzeczywistości gdzie Ameryka Północna stała się ogromnym zbiorowiskiem faszyzmu, stalinizmu, hitleryzmu i marksizmu.
    Co z tej mieszanki wyszło, teraz widzimy.

  • kornel-1

    Oceniono 184 razy 152

    A myślicie, że plusowanie, minusowanie i wszelkie komentarze na gazeta.pl nie służą do tworzenia profili użytkowników?
    Każdy twój plus lub minus jest skrupulatnie zapisywany. Nie ma najmniejszego problemu, by się dowiedzieć, czy popierasz taką czy inną partię, jaką masz orientację seksualną, jaki jest twój stosunek do kościoła.

  • kisiel_w_majtkach

    Oceniono 183 razy 139

    Mam kuzyna pracującego dla Agencji Wywiadu. Mówił mi, że pracownicy AW nie mogą mieć konta na FB ani google+, czy poczty na gmail.. Nie mogą też mieć Iphonów. Mają konta na naszej klasie i używają BlackBerry (tak jak niejaki Obama). Szaremu człowiekowi to obojętne, czy ktoś z USA go podgląda, ale dziwi mnie, że posłowie, czy kadra managerska się tam loguje. Jeśli ktoś kontaktuje się z kochanką przez google i jest np. ważnym pracownikiem kghm, to może się spodziewać, że odezwą się kiedyś do niego panowie z usa i poproszą o parę informacji grożąc poinformowaniem żony. W Niemczech już 5 lat temu Spiegel pisał o takich akcjach

  • heller74

    Oceniono 124 razy 100

    PRZECIEŻ TO BYŁO LOGICZNE .
    I TO NIE CHODZI TYLKO O USA .
    ABW. MI5, MOSAD. GRU I WSZYSTKIE SŁUŻBY SPECJALNE KORZYSTAJĄ Z TAK DOSKONAŁEJ BAZY DANYCH O NAS .
    GRZEBIĄ W ŚMIECIACH POD NASZYM DOMEM TO JAK MAJA NIE GRZEBAĆ W NASZYCH KOMPUTERACH
    REWOLUCJI TRZEBA REWOLUCJI

  • mamo_ja_chce_leminga

    Oceniono 69 razy 67

    "Teleekran służył równocześnie za odbiornik i nadajnik, dostatecznie czuły, żeby wychwycić każdy dźwięk głośniejszy od zniżonego szeptu; co więcej, jak długo Winston pozostawał w zasięgu metalowej płyty, był nie tylko słyszalny, lecz także widoczny. Nikt oczywiście nie wiedział, czy w danym momencie jest obserwowany. Snuto jedynie domysły, jak często i według jakich zasad Policja Myśli prowadzi inwigilację. Nie sposób też było wykluczyć, że przez cały czas nadzoruje wszystkich. Tak czy inaczej, mogła się włączyć w dowolny kanał, kiedy tylko chciała. Pozostawało więc żyć z założeniem - i żyło się, z nawyku, który przeszedł w odruch - iż każde słowo jest podsłuchiwane, a każdy ruch pilnie śledzony, chyba że w pomieszczeniu panuje akurat mrok."

  • mszczuj_von_kain

    Oceniono 56 razy 44

    Dlatego właśnie wikileaks jest lepsze, bo publikuje wszystko.

    Dlatego właśnie inicjatywy typu open leaks, które przecieki mają udostępniać tylko dziennikarzom (a jak się definiuje dziennikarza) to ściema i pic na wodę.

    Czemu gazeta mająca podobno na uwadze interes obywateli, do spółki z rządem ukrywa przed nimi dane?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX