IFA 2015 - jeśli przymierzycie HTC Vive, uwierzycie w rzeczywistość wirtualną [PIERWSZE WRAŻENIA]

Gogle wirtualnej rzeczywistości HTC Vive to jeden z lepszych produktów tego typu, jaki przymierzałam. W urządzeniu na głowie można poruszać się po pomieszczeniu i wchodzić w interakcje ze światem gry. Wrażenia są nie-sa-mo-wi-te.

Jak tylko założono mi na głowę HTC Vive miałam wrażenie, że jest źle wyważony, że nie zapomnę o tym, że na głowie mam spore gogle. Ale wrażenie to mija - do zestawu niezbędny jest jeszcze zestaw słuchawkowy oraz dwa kontrolery, dzięki którym można wchodzić w interakcje ze światem gry - podnosić przedmioty, manipulować nimi, rysować, itd. Vive powstaje we współpracy z Valve, właścicielem Steama, największej na świecie platformy cyfrowej dystrybucji gier. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, na Vive dostępne będą nie tylko gry ze Steama, ale też filmy, seriale i aplikacje. HTC twierdzi, że już toczą się zaawansowane rozmowy na ten temat z partnerami.

HTC Vive to gogle rzeczywistości wirtualnej. Czym ona właściwie jest? W najprostszych słowach - dzięki niej przenosimy się do całkowicie innego świata. Jakiego? To już zależy wyłącznie od nas. Może to być Dziki Zachód, powierzchnia Marsa, rajska wyspa albo Nowy Jork lat 20. ubiegłego wieku - wszystko zależy od tego, jaką uruchomimy aplikację.

Aby Vive działał poprawnie potrzebny jest jeszcze potężny komputer i zestaw minimum dwóch laserów umieszczonych w kątach pomieszczenia. To dzięki nim i ok. 70 czujnikom na Vive zestaw VR "wie", gdzie znajdujemy się w przestrzeni. Jeśli zbliżymy się za bardzo do ściany, to na ekranie wyświetlone zostaną nam poziome linie. Prawdziwa ściana znajduje się mniej więcej 5 cm za nimi, więc praktycznie nie ma możliwości kolizji. Teraz już można zacząć poruszać się po świecie gry, podchodzić do obiektów które nas interesują, przeskakiwać przeszkody, uchylać się przed pociskami, itd.

Obraz był znakomity. Wyświetlacz ma rozdzielczość 1080 x 1200 pikseli, odświeżanie następuje z częstotliwością 90 Hz. Nie ma opóźnień, obraz jest płynny, urządzenie doskonale wykrywa ruchy głowy oraz rąk. No właśnie - dłonie.

W rzeczywistości wirtualnej zawsze najbardziej brakowało mi odwzorowania rąk. Można dowolnie wyciągać dłonie w powietrzu, ale nic się nie działo. W HTC Vive jest inaczej. Na ekranie co prawda nie widać dłoni, ale widać kontrolery. W końcu można całkowicie dać się porwać opowieści. W jednej z gier którą mi prezentowano musiałam naprawić robota, a to obejmowało między innymi wyciągnięcie szuflady z narzędziami, rozłożenie projektu w 3D czy przesuwanie różnych wajch. W innej grze musiałam zrobić kanapkę - niby nic takiego, ale do tej pory podnoszenie chleba czy otwieranie lodówki w VR po prostu nie było możliwe. Odwzorowana jest fizyka świata - jeśli przedmiot mi upadnie, muszę się po niego schylić i podnieść.

HTC Vive ma też wady. Obecnie najważniejszą jest to, że gogle muszą być podpięte wiązką kabli do komputera, a  przez to poruszanie się po pokoju jest trochę utrudnione. Z tego co wiem, kable na razie zostaną i gdy Vive trafi na rynek w 2016 roku wciąż będziemy uwiązani; być może zmieni się to w przyszłości. Druga wada to cena. Nie jest ona jeszcze znana, ale do zestawu VR trzeba doliczyć koszt kontrolerów, laserów i potężnego komputera. Vive raczej nie będzie tanią zabawką. Ale pierwsze wrażenia są naprawdę świetne.

 

Relację z targów IFA 2015 wspiera T-Mobile

 

 

Technologie na Facebooku

 

 

 

 

Technologie na Snapchacie

 

 

 

 

Technologie na Instagramie

 

 

 

 

Technologie na Periscopie

 

 

Więcej o: