Ślad tajemniczego twórcy znienawidzonej przez rządy waluty prowadzi do... Polski

Joanna Sosnowska
02.02.2016 16:29
A A A
Bitcoin jako moneta

Bitcoin jako moneta (fot. aut. CASASCIUS / CC BY 3.0)

Choć Bitcoin jest w obiegu od 2009 roku, to do dziś nie wiadomo, kim jest twórca tej waluty. Do tej pory obstawiano m.in. matematyka Johna Nasha i amerykańską agencję wywiadowczą NSA. A teraz ślad prowadzi do Polski. Konkretnie do Wrocławia.

Projekt nazwany Bitcoin (bitowa moneta) opiera się na biciu elektronicznego pieniądza za pomocą grupowego wykonywania skomplikowanych obliczeń. Nie stoi za nim żadne państwo, żadna firma, ani żaden bank. Waluta ta służy oprócz dokonywania zwykłych transakcji, między innymi do opłacania haraczy czy kupowania narkotyków w sieci. Nie można jej namierzyć ani opodatkować. To dlatego zorganizowane struktury (np. rządy) jej nienawidzą.

Czytaj także: To nie malowidła wariata, to komputery starają się zrozumieć świat

O twórcy Bitcoina wiadomo tylko, że swoją oficjalną pracę poświęconą kryptowalucie podpisał jako "Satoshi Nakamoto".

Imię sugeruje pochodzenie japońskie, ale w internecie nikt nie wie, że jesteś psem.

On the Internet, nobody knows you're a dogFot. Peter Steiner

A raczej - w internecie łatwo ukryć swoją tożsamość. Podejrzewano już, że Satoshi Nakamoto jest kobietą, dwoma osobami, organizacją. Że pochodzi z Australii, Japonii albo USA. A nawet, że wirtualną walutę stworzyła amerykańska agencja wywiadowcza NSA (ta odpowiedzialna za tajny program dający rządowi USA pełny dostęp do serwerów Google'a, Facebooka, Microsoftu czy Apple'a).

Tożsamość twórcy Bitcoina wciąż pozostaje nieznana.

Internet nie ustaje jednak w próbach jej ustalenia. Tu znajdziecie kilka dotychczasowych hipotez. Najnowsze doniesienia są o tyle elektryzujące, że ślad Satoshi Nakamoto prowadzi do Polski. A dokładnie - do Wrocławia.

Zrzut ekranu z bloga którego twórca twierdzi, że odkrył tożsamość twórcy BitcoinaFot. Who is Satoshi

Autor bloga "Who is Satoshi" zadał sobie dużo trudu, by prześledzić wszelkie możliwe strzępy informacji o Nakamoto. I doszedł do konkluzji, że pod z japońska brzmiącym pseudonimem kryje się Polak. Bloger doszedł do takiego wniosku analizując m.in. maile wysłane przez Nakamoto. W 2008 roku twórca Bitcoina wysyłał dokument zatytułowany "Electronic Cash Without a Trusted Third Party", miał to być wstęp do tworzonej koncepcji elektronicznej waluty. Szybkie wyszukiwanie w Google doprowadziło z kolei twórcę bloga do pracy magisterskiej zatytułowanej "Unlinkable Divisible Digital Cash without Trusted Third Party", poświęconej także cyfrowym pieniądzom. Praca ta podpisana jest przez dwóch Polaków - studenta i jego promotora z Uniwersytetu Wrocławskiego. Bloger uważa, że powiązanie to świadczy, iż tożsamość Satoshi Nakamoto została odkryta.

Czy tak jest w rzeczywistości? Jesteśmy sceptyczni. Do tej pory oryginalny wpis został skasowany z bloga, a sam bloger na razie nie odpowiada na nasze wiadomości. Udało mi się skontaktować z autorem i promotorem pracy naukowej na którą powołuje się blog Who is Satoshi. Autor zgodnie z przewidywaniami twierdzi on, że z Bitcoinem nie ma nic wspólnego. Promotor zaś dodaje:

- Bitcoin używa innego protokołu kryptograficznego niż opisany w naszym artykule. Trudno wykluczyć, że twórcy Bitcoina czerpali jakąś inspirację również z tej pracy - była ona powszechnie dostępna.
Komentarze (42)
Zaloguj się
  • Oceniono 58 razy 26

    "Choć Bitcoin jest w obiegu od 2009 roku, to do dziś nie wiadomo, kim jest twórca tej waluty."

    Ale pani Joanna Sosnowska wie, że "nie stoi za nim żadne państwo, żadna firma, ani żaden bank."

  • Oceniono 30 razy 24

    Dolar także służy oprócz dokonywania zwykłych transakcji, między innymi do opłacania haraczy czy kupowania narkotyków w sieci. Euro także służy oprócz dokonywania zwykłych transakcji, między innymi do opłacania haraczy czy kupowania narkotyków w sieci.
    Wypisywanie takich informacji jest zwykłą manipulacją mającą na celu zdyskredytowanie koncepcji wirtualnej waluty. A komu to służy? No własnie bankom i rządom. Nie zwykłym ludziom.

  • Oceniono 11 razy 11

    "A teraz ślad prowadzi do Polski. Konkretnie do Wrocławia."

    a konkretnie na ul.Ogienka 5 do niejakiego Zenobiusza Pietruszki...
    poszukiwania Pana Zenobiusza trwają ...

  • wysokiej-klasy-specjalista

    Oceniono 12 razy 10

    A już myślałem, że to włodarze Wrocławiu wyemitowali wirtualną walutę, aby poprawić nadszarpnięte finanse miasta ...

  • Oceniono 8 razy 8

    Dlaczego "znienawidzona"? Ta waluta jest bezwartościową zabawką dla pasjonatów ciekawych technologii, niczym więcej. Nie nadaje się jako settlement system do handlu bo jej aktualna maksymalna wydajność to około 3 transakcje na sekundę, dla porównania VISA realizuje do 10 tys transakcji na sekundę.

    Zabawne jest to że tą wydajność bitcoina da się bardzo łatwo zwiększyć, zwiększając po prostu rozmiar bloku. Obecnie wynosi on arbitralne 1 MB, zmiana do 1 GB rozwiązuje problem z miejsca powiększając teoretyczną wydajność 1000-krotnie. Tyle że słowo klucz to właśnie: teoretyczną. W praktyce takie zwiększenie rozmiaru bloku oznacza że węzeł sieci nie będzie już mógł działać na komputerze domowym, przez ogromny narzut na pasmo sieci i storage. W bitcoinie ideą było to że każdy w domu na PC może mieć tzw full node czyli węzeł sieci który przechowuje pełną historie transakcji od początku wszechświata. To tak, drogi internauto, jakbyś poszedł do VISY i powiedział że po co im te setki, tysiące serwerów, gigantyczna sieć szkieletowa, cała infrastruktura - skoro tak naprawdę da się to zrobić na jednym domowym pececie. No, da się, pod warunkiem że globalny ruch wynosi te kilka transakcji na sekundę :)

    Zwiększenie rozmiaru bloku z 1MB do 1 GB sprawi że załamie się sens kopania, jeśli w 1 bloku pomieści się 1000 razy więcej transakcji. W dodatku system przestanie być zdecentralizowany bo węzły sieci będą mogły utrzymac tylko wielkie firmy. W warunkach bloku 1 GB zamiast 1 MB znacznie łatwiej taniej i wydajniej jest stworzyć po prostu system centralny z zaufaną instytucją która będzie gwarantować transakcje. I kółeczko się zamyka bo przecież idea była taka żeby system był "trustless" tj. pozbawiony jednej instancji którą użytkownicy muszą obdarzyć zaufaniem.

    Zresztą, najzabawniejsze jest to w jakim stopniu bitcoin jest scentralizowany już teraz. Około 10 osób kontroluje 95% mocy obliczeniowej koparek, ludzie ci pochodzą z Chin. Decyzja o zmianie bloku z 1 MB na 2 MB która toczy się teraz (w obliczu zapychania się systemu) jest dyskusją polityczną przypominającą dyskusje o podwyżce stóp procentowych w radzie polityki pieniężnej. Wpływ na to ma bardzo wąskie grono osób, jest tylko 5 developerów core którzy mogą wrzucać zmiany w kodzie źródłowym, a na decyzje maja wielki wpływ ci Chinczycy.

    Pojawiły się "buntownicze" forki które pozwalają społeczności kształtować rozmiar bloku przez głosowanie (bo btc jest open source i każdy może odpalić własnego forka), te forki są zwalczane i trwa właśnie wielka "wojna psychologiczna".

    Wokół bitcoina odbywa się obecnie wielki cyrk bo co inteligentniejsi ludzie (włącznie z core devami) pokapowali się że system ten z powodów czysto technologicznych nie ma najmniejszych szans stać się globalnym środkiem wymiany - ze wzgl. na czystą matematykę która leży u jego podstaw. Jest fundamentalny trade-off między systemem opartym na braku zaufania do jednej instytucji oraz globalną wydajnością takiego systemu. Można łatwo zwiększyć wydajność ale wtedy lawinowo wzrośnie centralizacja i lawinowo spadnie zaufanie a więc i wartość takiej kryptowaluty. I vice versa: można trzymac system rozproszony gdzie każdy na domowym PC posiada pełną historię transakcji od początku wszechświata, ale taki system będzie zawsze kulawy wydajnościowo i nie wyjdzie poza te kilka-kilkanaście transakcji na sekundę.

    Core devowie doskonale o tym wiedzą, ale nikt nic z tym nie robi. Udaje się że problem tego trade-offu w technologii blockchaina nie istnieje. Zamiata się go pod dywan.

    Za 10 lat bitcoin będzie równy dokładnie zero.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX