Współtwórca Google o sytuacji w Chinach

Sergey Brin rozmawiał z brytyjskim Guardianem. Wezwał Waszyngton do sprzeciwienia się cenzurowaniu internetu w Chinach oraz wyraził rozczarowanie współpracą Microsoftu z Pekinem.

 

Powiedział między innymi:

Mam wielką nadzieję, że sprawa będzie priorytetowa. Prawa człowieka zasługują na taką samą uwagę co porozumienia handlowe, które obecnie wydają się ważniejsze...Chciałbym, aby zostało to potraktowane poważnie.

 

Administracja Obamy nie ma ochoty włączać się w spór, woląc aby strony załatwiły to między sobą, jednak Brin podkreśla, że usługi i informacje to jeden z ważniejszych towarów eksportowych Stanów Zjednoczonych i należy walczyć o nielimitowany do nich dostęp.

 

Brin od dłuższego czasu sprzeciwiał się cenzorowaniu przeglądarki Google w Chinach. Nic w sumie dziwnego - urodził się w latach 70 w Związku Radzieckim, a Moskwę opuścił z rodzicami w 1979 roku, z powodu narastającej fali antysemityzmu, mógł więc pamiętać inny, opresyjny świat. Przyznał też wprost, że decyzja o blokowaniu treści Google z 2006 roku była błędem.

 

Oprócz wezwań skierowanych pod adresem Waszyngtonu, współtwórca Google wyartykułował również sporo cierpkich słów pod adresem innych technologicznych i softwarowych firm. Najbardziej dostało się Microsoftowi - Brin stwierdził, że firma ta kapituluje przed chińskim rządem i depcze prawa człowieka tylko dlatego, żeby uzyskać przewagę nad Google.

 

To emocjonalne i gorzkie słowa. Z pewnością walka o prawa człowieka jest ważna, ale i Bill Gates miał sporo racji (choć to zimna i wyrachowana racja), gdy w styczniu mówił w Good Morning America telewizji ABC: "Trzeba się zdecydować, czy przestrzegamy prawa kraju w którym jesteśmy czy nie? Jeśli nie, opcja robienia tam interesów może zniknąć".

 

[via Guardian]

 

Tomasz Andruszkiewicz

Więcej o: