Eric Schmidt o szpiegowaniu WiFi: Przecież nic się nie stało..

Szef Google skomentował niedawne doniesienia o tym, że samochody pracujące na potrzeby usługi Street View zapisywały dane z prywatnych, niezabezpieczonych sieci WiFi - oświadczył, że właściwie nie ma o czym mówić, bo przecież nikt nie ucierpiał. Ale Sergey Brin, współzałożyciel koncernu, jest innego zdania - w czasie rozmowy z dziennikarzami otwarcie przyznał: "schrzaniliśmy sprawę".

 

Schmidt znany jest z tego, że ma zwykle dość krytyczny stosunek do wszelkich, wysuwanych pod adresem Google, zarzutów o naruszanie prywatności użytkowników - swego czasu zapytany o to, czy jego firma nie gromadzi zbyt wielu informacji o internautach, odparował:

 

Jeśli robisz coś, co chciałbyś ukryć przed innymi, to może w ogóle nie powinieneś tego robić?

 

Z jego najnowszych wypowiedzi wynika, że poglądów nie zmienił - gdy podczas konferencji Google Zeitgeist zapytano go o niedawny incydent związany z przechwytywaniem przez koncern danych z prywatnych sieci WiFi, Eric Schmidt odpowiedział (cytat z relacji BBC):

 

Nikt nie ucierpiał, więc nie możemy mówić o przestępstwie (...) Kto niby został poszkodowany? Podajcie mi nazwisko tej osoby.

 

Szef Google tłumaczył też, że ta sprawa wyrządziła z pewnością więcej szkody jego firmie, niż komukolwiek innemu (z tym akurat trudno się nie zgodzić). Warto jednak odnotować, że Sergey Brin ma zupełnie inny pogląd na tę kwestię - w czasie tej samej konferencji oświadczył, że jego firma "schrzaniła sprawę" i cały ten incydent nigdy nie powinien się wydarzyć. Brin obiecał też, że w Google wprowadzone zostaną dodatkowe procedury kontrolne, dzięki którym taka sytuacja nie powinna już nigdy się powtórzyć.

 

Daniel Cieślak

Więcej o: