Ciche samochody elektryczne będą musiały być głośne?

Mieszkańcy dużych miast oraz ekolodzy raczej nie będą zachwyceni. Wygląda na to, że pomysł, o którym pisaliśmy dwa lata temu zatacza szersze kręgi. Za przykładem Kalifornii chcą pójść lobbyści z Waszyngtonu, usiłujący przepchnąć ustawę, która, jeżeli zostanie przegłosowana, będzie wymagać od producentów samochodów elektrycznych wbudowania w nie głośników emitujących "dźwięk ostrzegawczy".

 

Pomysł nie wydaje mi się specjalnie sensowny, biorąc pod uwagę, że wielkie miasta potrzebują raczej mniej hałasu a nie więcej hałasu. Pieszym nikt jeszcze nie wystawia mandatów za chodzenie po ulicy z słuchawkami w uszach. Ale jeżeli ta ustawa przejdzie, to możemy się spodziewać, że Europa pójdzie w ślady USA.

 

Ciekawe, czy w przyszłości plagą podobną do irytujących dzwonków telefonów komórkowych w komunikacji miejskiej staną się na ulicach samochodziki elektryczne emitujące spod maski głośny warkot albo dźwięk przelatującego TIE Fightera. W końcu współczesne samochody elektryczne wyposażone w taką technologię, jak na przykład Brabus High Voltage (elektryczna wersja Smarta) czy Fisker Karma mają możliwość wyboru emitowanego przez pojazd dźwięku. Kolejne pole do popisu dla miłośników bardziej lub mniej gustownego tuningu pojazdów może okazać się męczące, tak jak dziś jeżdżące po nocach samochody i motocykle ze "sportowymi" wydechami.

 

[via Autoblog]

 

Leszek Karlik

Więcej o: