"Wścibskie" billboardy reklamowe z Raportu mniejszości - czy to koniec anonimowości?

Pamiętacie wielkie wyświetlacze reklamowe w świecie przedstawionym w filmie Raport mniejszości Stevena Spielberga z 2002 roku? Okazuje się, że wystarczyło tylko 8 lat, by naukowa fikcja stała się rzeczywistością. To miło, że futurystyczne wizje stają sie rzeczywistością, ale dla nas może wcale to nie być niczym dobrym. Możliwe, że już niedługo nie będziemy mogli uniknąć przekazu reklamowego, który juz dzisiaj osacza nas ze wszystkich stron. A to nie jedyne zagrożenie...

Wyświetlacze  z Tokio jak billboardy z Raportu mniejszości

To już nie jest wizja SF.  W japońskim Tokio wystarczy spojrzeć na wyświetlacz, by ten odkrył naszą płeć i ustalił nasz wiek. Możecie o tym przeczytać w artykule Billboardy z Raportu Mniejszości.

Billboardy w Tokio

Warto zauważyć, że japońskie wyświetlacze w jednej rzeczy różnią się jednak od "wścibskich" billboardów z Raportu mniejszości. W filmie Spielberga wielkie ekrany rozpoznają tożsamość przechodnia i zaczynają odzywać się do niego po nazwisku. Japońskie wyświetlacze jeszcze tego nie potrafią... Jeszcze....

Spełnienie marzeń reklamodawców, a dla nas...

 

Na razie to tylko kilka testowych wyświetlaczy w Tokio. Ale już niedługo to rozwiązanie może opanować cały świat... Dla reklamodawców to przecież spełnienie marzeń - jak nigdy do tej pory mogą precyzyjniej trafić do odbiorcy.

Zgrożenie nr 1: inwazja reklam o charakterze totalnym

 

Jeżeli tak się stanie, to od przekazów reklamowych nie bedziemy mogli się uwolnić. Już dzisiaj mamy duży problem, by uniknąć reklam. "Wylewają się" z gazet, telewizji, internetu. Sa coraz bardziej inwazyjne, coraz bardziej interaktywne, coraz bardziej "inteligentne". Pojawiają się na naszych budynkach i wzdłuż ulic - trudno znaleźć miejsce gdzie ich nie ma. Najpierw były klasyczne billboardy, teraz triumfują billboardy cyfrowe (ruchome), a za chwilę na naszych ulicach pojawią się billboardy "inteligentne". Lub jak kto woli "wścibskie"... W niedalekiej przyszłości "wścibskie" wyświetlacze reklamowe mogą rozprzestrzenić się na całym świecie - pojawią się w takich miejscach jak centra handlowe, sklepy, parki rozrywki, stadiony, hotele, szkoły, szpitale, autostrady biura, a nawet... domy. Nie będziemy mogli od nich uciec.

Zagrożenie numer 2: spersonalizowane reklamy w naszych domach

 

Ta ostatnia opcja - spersonalizowana reklama w naszych domach - z pewnością jest najbardziej pożądana przez reklamodawców, ale...  zwykłych uzytkowników  może mniej cieszyć. Być może za kilka lat firmy będą próbowały wetknąć nam tą technologię do domu jako bonus do kupowanego przez nas sprzętu. Wyobraźcie sobie sytuację, w której np. w nowych telewizorach są wmontowane takie  kamerki identyfikujące nasz wiek, płeć oraz inne szczegóły naszej tożsamości.  Zastanówcie się przez chwilę - po co w telewizorach wprowadza się dostęp do internetu? Przecież nie tylko po to, by dać nam więcej funkcji (których i tak zdecydowana większość nie używa). Przede wszystkim to szansa na personalizację reklam dla olbrzymiej masy użytkowników, którzy zmieniają kanały w czasie reklam. Nawet jeżeli w przyszłości zrezygnujemy z oglądania telewizji, to i tak mając telewizor podłączony do globalnej sieci, wciąż będziemy narażeni na przekaz reklamowy.

Zagrożenie numer 3: koniec anonimowości

 

Oczywiście wielu może powiedzieć i słusznie, że takie rozwiązania służą odbiorcy - inteligentne billboardy pokazują te oferty, które mogą zainteresować konkretnego użytkownika np. nie atakują studenta reklamami proszków do prania. To wszystko prawda, ale... jest jeszcze jedno zagrozenie - najpoważniejsze.

Raport mniejszości

Taki system rozpoznający naszą tożsamość może być niebezpieczny. Jestem niemal pewien, że ten system identyfikacji nie zatrzyma się jedynie na płci czy wieku. W przyszłości będzie mógł rozpoznawać także naszą tożsamość - czyli nasze imiona i nazwiska (technologia identyfikacji po siatkówce oka właściwie już jest dostępna, a skany z siatkówki oka będą mogły zostać zebrane np. przy okazji wymiany dowodów osobistych).

Uciec, ale dokąd?

 

Pamiętacie, jakie problemy miał główny bohater Raportu mniejszości, gdy chciał stać się anonimowy? Nie mógł nawet na chwilę wyjść na ulice miasta, by nie być rozpoznanym przez takie systemy identyfikacji. A co się może stać, gdy korporacja, która to wprowadzi albo rząd (który może przejąć kontrolę nad tymi danymi), postanowią to wykorzystać w mało przyjemny dla nas sposób? Nikt już nie bedzie mógł się ukryć - każdego będzie można znaleźć. Postać grana przez Toma Cruise'a musiała wyłupić sobie oczy, by zyskać anonimowość...  Taka pesymistyczna wizja przyszłości staje się coraz bardziej realna. Wizje SF lubią się spełniać. Zwłaszcza te z Raportu mniejszości... Warto przypomnieć, że inteligentne billboardy to nie pierwsza technologia z tego filmu, która z fikcji naukowej stała się rzeczywistością - wcześniej "ciałem stał się" już system sterowania gestami w "realu".

Raport mniejszości

Kiedy inteligentne staną się wścibskie?

 

Ciekawe, kiedy do nas dotrą te "inteligentne" billboardy? I kiedy z "inteligentnych" zamienią się w naprawdę "wścibskie"? Czyli takie mówiące do nas po nazwisku.

Ale może jestem zbyt pesymistyczny w swojej opinii. A Wy? Czy chcielibyście, by wielkie billboardy zwracały się do Was po nazwisku? Czy traktujecie to jako zapowiedź zagrożenia czy też świetną technologię ulepszającą dotychczasowy przekaz reklamowy?

Mariusz Koryszewski

 

Inteligentne billboardy reklamowe - co o nich myślisz?
Więcej o: