Czytanie WikiLeaks w amerykańskiej armii zabronione

W klasycznej wygranej procedur nad zdrowym rozsądkiem Pentagon zabronił członkom amerykańskich sił wojskowych oglądania ujawnionych przez WikiLeaks raportów z Afganistanu.

Wprawdzie ujawnione dokumenty może swobodnie przeczytać każdy dziennikarz, terrorysta lub po prostu zaciekawiony obywatel z dostępem do Internetu, ale swobody tej zostali pozbawieni żołnierze USA. Powód jest dość prosty i zawiera w sobie surową bezwzględną logikę wojska, której nie powstydziłby się dobry wojak Szwejk.

Procedury to procedury, materiały na WikiLeaks są oznaczone jako tajne, wiec wojskowym nie wolno otwierać ich na komputerach przeznaczonych do materiałów jawnych. Dokumenty "tajne" można otwierać tylko na odpowiednim sprzęcie komputerowym, który nie jest podłączony do Internetu. Komputery podłączone do Internetu są przeznaczone wyłącznie do przeglądania dokumentów nie opatrzonych klauzulą tajności. A materiały opublikowane przez WikiLeaks są opatrzone klauzulą tajnośći - więc wojskowi nie mogą ich oglądać w Internecie. Jeżeli wojskowy to zrobi, jest winien naruszenia procedur bezpieczeństwa, a to dość poważne przewinienie.

Proste, logiczne, przekonywujące.

A na dodatek Wired dostał e-maila od jednego z pracowników US Army, który poprosił ich o nie używanie słowa "wikileaks" w nagłówkach - filtry na komputerach dzielnych amerykańskich żołnierzy został zaktualizowane tak, aby zablokować URLe zawierające to słowo. Czyli na przykład tych słów nie będzie można przeczytać na komputerze US Army.

Joseph Heller musi być zachwycony.

[via Wired]

Leszek Karlik

Więcej o: