Przyszłość LEDów jest jasna, ale nie energooszczędna

Od dłuższego czasu jesteśmy bombardowani propozycjami przechodzenia na energooszczędne źródła światła, w ramach oszczędzania elektryczności.

Zwyczajne żarówki mają być zastępowane przez "żarówki" energooszczędne (czyli w rzeczywistości kompaktowe świetlówki), a nad tymi majaczy już widmo zostania wypartymi przez diody LED. LEDy praktycznie wyparły już żarówki z rynku latarek kieszonkowych, i można się spodziewać że to samo wystąpi na rynku oświetlenia domowego. Postęp techniczny na polu produkcji diod LED jest podobny do występującego na polu procesorów, pamięci itd.. To nie powinno być w sumie zaskakujące, LEDy to w końcu półprzewodniki, więc można łatwo stwierdzić, że występuje w ich przypadku zjawisko analogiczne do prawa Moore'a. Wystarczy spojrzeć na wydajność świetlną diod, czyli ilość lumenów otrzymywanych z 1 wata prądu. W 2002 około 20 lm/W, w 2003 65 lm/W, w 2006 130 lm/W, a laboratoryjny prototyp Cree w lutym tego roku osiągnął 208 lm/W w temperaturze pokojowej.

Wygląda więc na to, że nasza cywilizacja w końcu będzie mogła zmniejszyć ilość prądu pożeranego przez wszechobecne oświetlenie mieszkań, ulic, fabryk, biur i wszelkich innych miejsc, gdzie jest ciemno. Jednak w artykule opublikowanym w "Journal of Physics D" naukowcy z Sandia National Laboratories sugerują, że należy zmienić podejście. Cytując głównego badacza, Jeffa Tsao:

Udostępnienie tanich źródeł światła może spowodować, że ludzie zaczną bardziej z niego korzystać, tak jak działo się w poprzednich wiekach ze zdumiewającą regularnością, po każdym kolejnym wynalazku dotyczącym oświetlenia. Innymi słowy, zamiast umożliwienia zmniejszenia zużycia energii, diody LED mogą być po prostu następnym etapem zwiększania ludzkiej produktywności i jakości życia.

Dane historyczne, poczynając od roku 1700 pokazują, że oświetlenie pokazane jako procent produktu krajowego brutto pozostawało na tym samym poziomie, podczas gdy technologie oświetleniowe rozwijały się od świeczek przez olej przez lampy gazowe aż do oświetlenia elektrycznego. Wygląda więc na to, że reakcją społeczeństwa na wydajniejszą produkcję światła była instalacja większej ilości źródeł światła. Badacze sugerują, że więcej źródeł światła może pomóc zwalczyć sezonową depresję typową dla zimy oraz pomoże starzejącej się populacji z coraz gorszym wzrokiem.

Oczywiście, istnieje limit tego, ile światła można wykorzystać, ale jak się nad tym zastanowić, to aktualnie raczej go jeszcze nie osiągnęliśmy. Wiem jednak jedno - jeżeli wnioski Tsao i reszty zespołu są prawdziwe, to astronomowie nie będą zachwyceni. Już teraz zanieczyszczenie światłem utrudnia oglądanie gwiazd w mieście, a w przyszłości sytuacja raczej będzie się jedynie pogarszać.

[via Science Daily]

Leszek Karlik

Więcej o: