Przyszłość motoryzacji według Volkswagena

Jedno z założeń tej przyszłości, to brak elementu powodującego największe zagrożenie - kierowcy.

Burkhard Huhnke, dyrektor laboratorium Volkswagena zajmującego się pracami nad elektroniką, mówił o zautomatyzowanych samochodach przyszłości na konferencji Hot Chips.

Główną przesłanką za automatyzacją jest oczywiście bezpieczeństwo. Huhnke cytował statystyki z Niemiec, rocznie ginie tam na drogach około 5000 osób (w Polsce 5500, przy dwukrotnie mniejszej liczbie ludności) Jak powiedział:

Przez dziesieć lat zbiera nam się 50 tys ofiar, to szaleństwo. Porównując to do wypadków lotniczych - czy zaakceptowalibyśmy sytuację w której codziennie rozbijają się dwa samoloty? Dzień w dzień, przez cały rok? Nie, nigdy. Ale ewidentnie akceptujemy taką sytuację na drogach.

Dodał także, że około 84% wypadków jest winą błędów kierowcy. Oczywiście skutki tych błędów są mitygowane przez wprowadzane obowiązkowo zabezpieczenia, pasy, poduszki powietrzne, strefy zgniotu, klatki antyzgnieceniowe, ABSy, systemy kontroli trakcji itp. ale nadal są ofiary.

Drugim problemem który ma rozwiązać automatyzacja, to rutyna. Długie podróże w trasie albo stanie w korku.

Odpowiedź Volkswagena, na obydwa to stopniowe eliminowanie kierowcy. Ten proces już się rozpoczął. Kamery i radary pomagające kierowcy w manewrach. Systemy automatycznego parkowania, tempomaty utrzymujące prędkość i odpowiedni dystans do kolejnego pojazdu na trasie. Typowy Volkswagen zawiera w tej chwili ok. 50 procesorów.

Cel to samochód który poradzi sobie bez kierowcy. Huhnke daje przykład parkowania w przyszłości:

Czy nie byłoby wspaniale po prostu nacisnąć guzik w aplikacji na iPhonie, każąc samochodowi znaleźć sobie miejsce?

Potem samochód sam po nas wróci, nie trzeba go będzie szukać na wielkim parkingu.

Huhnke zaprezentował także film przygotowany przez VW w 2008 roku i przedstawiający wizję motoryzacji w roku 2028:

Taka wizja przyszłości wydaje mi się zupełnie realna. Najpierw musimy jednak doczekać się w pełni autonomicznych pojazów. Według Huhnkego do osiągnięcia większej autonomii, pojazdy potrzebują jednak orientacji w swoim otoczeniu. Ma im to zapewnić komunikacja bezprzewodowa (nigdy więcej niespodzianek za zakrętem) z innymi samochodami, a także otoczeniem, np. znakami drogowymi.

Potem zapewne będzie następował powolny proces znikania ludzi zza kółek. Po co prowadzić samemu, jeśli można wsiąść do samochodu, poczytać gazetą, pograć albo się przespać? Jeśli samochód i tak przyjeżdża na wezwanie, to po co mieć własny?

Jako że samochody z autopilotem będą bezpieczniejsze, ludzie którzy chcą sami prowadzić swój samochód będą mieli wyższe składki ubezpieczeniowe, wymagania na prawo jazdy wzrosną, a i tak w sytuacji wypadku wina zawsze będzie leżała po ich stronie. Oczywiście bedą osoby, dla których brak możliwości prowadzenia samochodu, będzie zamachem na wolność jednostki (podobnie jak teraz mamy ludzi uważających obowiązek zapinania pasów za niekonstytucyjny). Ale większość przeczyta o nich na swoim tablecie, w czasie gdy autopilot będzie ich wiózł do celu.

[via The Register]

Maciej Starzycki

Więcej o: