Nadciąga wojna o mikropłatności

Od początków internetowego biznesu jeden problem pozostał nie rozwiązany: jak bardzo mało płacić za rzeczy i usługi. Teraz chce się z nim zmierzyć Facebook.

Jak nic nie płacić, wiadomo, treść czy usługa wystawiana jest do konsumpcji i "płacimy" uwagą jaką jej poświęcamy. Jak płacić dużo (powiedzmy, od 20 złotych), też wiadomo: są karty kredytowe i PayPal (popularne w USA) czy przelewy bankowe (popularne w kontynentalnej Europie). Nie ma jak zapłacić czy przyjąć płatności rzędu 10 groszy czy jednej dziesiątej grosza.

Problem polega na tym, że pieniądze leżą w banku (chyba, że w kopercie pod bielizną pościelową), a bank każe sobie dość słono zapłacić za przekazanie ich komuś innemu: złotówkę za przelew, albo kilka procent wartości transakcji w wypadku karty kredytowej, tu jednak jest też pewne minimum wartości prowizji poniżej którego trzeba dołożyć do interesu.

Płatności pomiędzy tymi zakresami to tak zwane "mikropłatności", i nikomu jeszcze nie udało się zrobić działającego na dłuższą metę systemu do ich realizacji. Problem kosztów można obejść wkładając do systemu pieniądze większymi porcjami, ale w ten sposób trzeba się gdzieś zarejestrować, zrobić przedpłatę, a to odstrasza. Polegli na tym specjaliści i biznesmeni. Teraz chce spróbować Facebook.

Facebook ma tę przewagę nad poprzednimi próbami, że nie startuje mikropłatności w pustce, aplikacje facebookowe stanowią same w sobie całkiem spory biznes - firma Zynga, ta od Farmville i Mafia Wars ma 600 milionów dolarów rocznego przychodu, i wpuszczenie w Facebooka systemu płatności daje mu od razu spory ruch i zysk. A właśnie teraz ujawniona została umowa między Facebookiem i Zyngą - wszystkie zakupy w grach Zyngi na Facebooku rozliczane będą w facebookowych kredytkach. Podobne rozwiązanie testują konkurenci Zyngi.

Facebook ma jeszcze jednego asa w rękawie - Facebook Connect, czyli mechanizm za pomocą którego użytkownicy mogą logować się do zewnętrznych serwisów inernetowych za pomocą konta facebookowego. Niewiele problemów sprawi Facebookowi dodanie do Connecta mechanizmów rozliczeń, i wtedy facebookowymi kredytkami będziemy mogli płacić nie tylko w Farmville, ale na przykład w sklepie z plikami muzycznymi, albo w internetowym archiwum jakiegoś czasopisma.

Oczywiście konkurencja nie śpi. Apple już zabroniło rozliczania zakupów wewnątrz AppStore'owych aplikacji w kredytkach Facebooka, Google ma swoje mechanizmy rozliczeń dla sklepów (Google Checkout), i też raczej nie pozwoli Facebookowi na stanie się Visą następnej generacji. Tak samo Paypal, mający wsparcie największego pchlego targu na świecie - eBaya.

Ale jeśli Facebook Credits za bardzo zacznie przypominać prawdziwe pieniądze, pojawią się dwa problemy. Po pierwsze, firmy, nawet wielkie, nie mają żadnego doświadczenia w budowaniu stabilnych gospodarek, bo tym wtedy taki system się staje, i mamy inflacje, deflacje, wielkie kryzysy, wielkie przewały - to wszystko od kilkunastu lat ćwiczą wirtualne ekonomie gier MMORPG. A po drugie, jeśli kredytki zaczną za bardzo przypominać prawdziwe pieniądze, wtedy wkroczy rząd. Bo emisja pieniądza jest prerogatywą rządu, a żaden rząd nie podzieli sie taką władzą.

[na podstawie Wired Epicenter i Forbes]

 

Janusz A. Urbanowicz

Więcej o: