Jest niedziela, przekażcie sobie markę pokoju

Naukowcy z uniwersytetów Duke i Texas A&M twierdzą, że marki produktów wchodzą w rolę symboli religijnych, kiedyś było ważne jaką religię wyznajemy, teraz, jakiego laptopa i telefonu używamy.

Opublikowano właśnie wyniki kilkuczęściowego badania na temat korelacji rozpoznawalności rynkowych marek w zależności od religijności odbiorcy.

W pierwszym badaniu porównano liczbę kościołów i sklepów firmowych marek takich jak Apple, Macy i Gap na różnych terenach. W wynikach okazało się, że im więcej Apple Store'ow (i podobnych sklepów Gapa i Macy) tym mniej kościołów, i występuje tu wykrywalna matematycznie korelacja.

W następnym badaniu 45 ochotników pisało eseje na temat znaczenia religii w ich życiu, a następnie robiło wirtualne zakupy wybierając produkty codziennego użytku jak i te służące do samoekspresji (lansu). Ludzie dla których ważna była religia wybierali przedmioty codziennego użytku sprzedawane pod markami sklepów, i częściej ignorowali markowe akcesoria.

Wyniki te zostały potwierdzone w internetowym badaniu 356 ochotników, którzy odpowiadali na ankietę o religijności i podobnie jak w poprzednim przypadku wybierali produkty.

Porównanie Apple z religią nie jest nowe, i ma pewne podstawy.

Mniej czy bardziej świadomie Apple używa języka religii do opisu swoich produktów, a konferencje prasowe Apple'a przypominają festyny religijne. Badali to naukowcy z Texas A&M University. Ale to nie wszystko.

Historia Apple ma wszystko czego potrzebuje dobra religia: założyciela - sierotę - proroka - męczennika (Steve Jobs), brata marnotrawnego (Steve Woźniak), nawróconego Szawła (John Sculley), cud (odwrócenie upadku firmy po powrocie Steve Jobsa), i zwycięstwo (iPad, iPhone). I najważniejsze - wyraźny symbol, kojarzący się z Biblią.

Podobnie, tak jak każda religia, Apple obiecuje, że jego wyznawcy (klienci) przez przyjęcie Dobrej nowiny (ze znakiem krzyża, jabłka, czy buddyjskiego koła życia) staną się lepszymi ludźmi. Osobiście spotkałem się ze szczerym zdziwieniem pewnego świeżego makowca (użytkownika maka), że nie wszyscy fani Apple'a z automatu są miłymi i fajnymi ludźmi.

 

Last but not least, religie (Apple'owska też) obiecują wyzwolenie i wolność, podczas kiedy ich codzienne zasady temu przeczą. Prorok Jobs nie jest wprawdzie zazdrosny o życie seksualne swoich wyznawców, za to straszy piekłem pornografii tych, którzy chcieliby wolności uruchamiania dowolnych programów na swoich iPhone'ach i iPadach.

Socjologia mówi że to nic dziwnego, każda grupa społeczna definiuje się przez wspólne wartości (w wypadku Apple lans i twórczość), symbole (jabłko, iPhone, iPad, naklejka na samochód), oraz to co jest odrzucane jako "grzeszne".

Ale nad innymi religiami Apple ma tę przewagę, że jest spółką giełdową i przynajmniej cele i finanse ma jawne.

[Na podstawie "Brand Loyalty an Expression of Self-Worth, Just Like Religion", "How the iPhone Became Divine: New Media, Religion and the Intertextual Circulation of Meaning", GigaOm via FastCompany]

Janusz A. Urbanowicz

Więcej o: