Ugoda blogerki i "Dziennika"

Półtora roku temu redakcja "Dziennika" opublikowała dane, za pomocą których można było odkryć tożsamość znanej blogerki politycznej, Kataryny. Teraz sprawa kończy się pozasądową ugodą, której dokładnych warunków nie poznamy. Szkoda, bo warto, by prawo do anonimowej wypowiedzi publicznej zostało potwierdzone przez sąd.

Gwiazda Kataryny płonęła jasno w czasach IV Rzeczpospolitej. Dla prawicowych mediów była kontrowersyjną gwiazdą, ostro oceniającą polską scenę polityczną, zdobywającą coraz większą publiczność. Aż do momentu, kiedy rozpoczęła się prawicowa wojna na górze zakończona wyborami.

Przez cały ten czas tożsamość Kataryny i jej afiliacje polityczne otoczone były tajemnicą, aż zaczęła zawadzać na scenie politycznej i polityczni gracze zagrali zdarciem zasłony anonimowości. Co częste wśród wpływowych anonimowych blogerów, nie okazała się nikim znanym.

Oczywiście sprawdziłem wtedy jak Kataryna się nazywa - trzeba ćwiczyć swoje Google-fu - ale dzisiaj nawet już nie pamiętam. Meh. Nazwisko nie ma znaczenia. W Internecie jako przestrzeni społeczno-biznesowej, liczą się dwie rzeczy: jak/co kto pisze, i ile można na nim zarobić.

Więcej o "sprawie Kataryny" przeczytać można tutaj.

Janusz A. Urbanowicz

Więcej o: