Trójwymiar się nie sprzedaje

Jak wynika z opublikowanego właśnie raportu firmy DisplaySearch, trójwymiarowe telewizory się słabo sprzedają.

Wprawdzie w dalszej części raportu firma obiecuje olbrzymi wzrost, ale do dwóch punktów pomiarowych (ten i zeszły rok) można dopasować taką krzywą jak się komu żywnie podoba i Mathematiki starczy. Fakty są takie, że w tym roku ma się sprzedać 3,2 miliona telewizorów z opcją 3D, co stanowi około dwóch procent całego rynku płaskich telewizorów. Jednocześnie w Europie Zachodniej na jeden sprzedany telewizor 3D zostaje sprzedana mniej niż jedna para okularów pozwalających skorzystać z trójwymiarowego obrazu, co może oznaczać, że mocno reklamowane 3D nie jest dla konsumentów ważnym aspektem branym pod uwagę przy wyborze nowego telewizora.

Powodów może być kilka. Konsumenci nie ochłonęli jeszcze z szoku cenowego przy przejściu z DVD na BluRay, poza tym podobnie jak przy przejściu na BluRay nie ma aż takiego parcia na nową technologię, bo to co mieliśmy do tej pory, było zupełnie wystarczające. DVD dawało się podłączyć do starego telewizora, a obraz był dużo lepszy od VHS, przy przejściu z DVD na BR trzeba od razu wymienić cały sprzęt, bo bez HD, BluRay nie ma żadnego sensu. Podobnie jest z 3D, a do tego jeszcze dochodzi uciążliwość noszenia specjalnych okularów i najważniejsza rzecz - brak treści.

Modę na 3D wylansował "Avatar" i jak do tej pory był to jedyny film w pełni wykorzystujący nowy środek przekazu. Po sukcesie "Avatara" hollywoodzcy producenci rzucili się na gwałt dorabiać byle jaki trójwymiar do realizowanych właśnie filmów, licząc że niewielka inwestycja (utrójwymiarowanie filmu kosztuje kilka-kilkanaście milionów dolarów) przyniesie duże zyski z droższych biletów od ludzi skuszonych modną nowinką. Na razie w ten sposób udało im się modę na trójwymiar zarżnąć.

A po co kupować nowy telewizor i odtwarzać za ciężkie pieniądze, jeśli można na tym obejrzeć jeden dobry film?

[Na podstawie DisplaySearch via ITWorld]

Janusz A. Urbanowicz

Więcej o: