Chcecie zwalczyć piractwo? Sprzedawajcie płyty po funcie

Tak zasugerował Rob Dickins, były szef Warner Music w Wielkiej Brytanii

Sugestia została wygłoszona na konferencji muzycznej w zeszłym tygodniu. Uważa on, że kluczowe jest uczynienie kupowania muzyki działaniem bezrefleksyjnym. W sytuacji kiedy cena wynosi kilka do kilkunastu dolarów - ludzie zaczynają się zastanawiać, priorytetyzować, wybierać. Kiedy cena jest wystarczająco niska - kupują bez zastanowienia.

Dickins ma spore doświadczenie, był nie tylko prezesem brytyjskiego Warnera, ale i szefem BPI, wyspiarskiego odpowiednika RIAA. Nie znaczy to jednak, że wszyscy się z nim zgadzają. BBC (które relacjonowało wystąpienie Dickinsa) przeprowadziło wywiad z Jonathanem Shalitem, znanym impresario brytyjskiego przemysłu rozrywkowego, który stwierdził, że jeśli ludzie mają szanować muzykę, to musi ona kosztować "znaczące pieniądze", zaś jeden funt to cena butelki wody.

Przyznam, ze koncepcja Dickinsa brzmi jak coś, co mogłoby skutecznie rozwiązać problem piractwa muzycznego - nikomu nie będzie chciało się piracić dla kilku złotych. Oczywiście, jest też druga strona - jak skomentował dla BBC Chris Cooke, redaktor magazynu CMU, firmy płytowe będą się bardzo opierać przed taką zniżką, bo posunięcie jest ryzykowne i co ważniejsze nie ma od niego odwrotu. Chociaż jak pokazuje przykład Nine Inch Nails, sprzedanie albumu praktycznie za "co łaska", nie wyklucza sprzedaży kolekcjonerskiej edycji po kilka tysięcy sztuka.

[BBC via Ars Technica]

Maciej Starzycki

Więcej o: