Jeśli chcesz coś powiedzieć, wyraź to gifem

Animowane gify, filar wczesnego internetu, powracają w wielkim stylu. Tulasektest

Format GIF (graphics interchange formats), wykorzystujący kompresję bezstratną, służył zapisywaniu obrazków o niewielkiej (do 256) liczbie kolorów. Jego specyfikacja pozwalała zaś na definiowanie nowych bloków danych. Tę właściwość wykorzystała firma Netscape modyfikując format do zapisu prostych animacji. Pierwsza obsługiwała je przeglądarka Netscape Navigator 2.0, potem dołączyła konkurencja. Animowany GIF stał się internetowym standardem.

Internet zaroił się od małych (co miało znaczenie w czasach wolnych i drogich łączy), prostych animacji. Kto surfował w latach 90. musi pamiętać okropne skrzynki na listy, z których wylatywały koperty (po kliknięciu na które można było wysłać maila do autora strony) i inne szkaradzieństwa. Mrugające oczkami kotki czy machający łopatą ludzik z obowiązkowym komunikatem "strona w budowie" (w web 2.0 mówi się "beta") są związane z latami 90. jak muzyka Ace of Base i koszule w kratę. Ta gifowa kultura zakonserwowała się na stronach domowych pionierów internetu i słodziutkich blogaskach ociekających animowanym brokatem.

Iskierki!


Drugim życiem animowanego gifa na przełomie tysiącleci okazały się fora i komunikatory obsługujące animowane emoticony. Wszelkie żółte uśmiechnięte buźki, wyrażające tysiące min, które miały ułatwić komunikację. Chociaż często utrudniały, bo o ile odpowiedniki popularnych emotek jak :-) i :-( były dość jasne w odbiorze, to nie zawsze wiadomo co takiego wyraża bardziej skomplikowana mina małej żółtej gęby. Co tu dużo pisać - jaki jest smiley, każdy widzi.

W połowie ostatniej dekady, wraz ze zwiększającą się przepustowością łączy, animowane gify dostały kolejną szansę. Kiedy popularność zyskiwały fora takie jak 4chan.org, oparte na komunikacji obrazkowej, oprócz zdjęć z głupimi podpisami (tzw. image macro, to z nich wyewoluowały demotywatory i lolkotki) ważną rolę zaczeły odgrywać animowane gify. Czasem były to specjalnie przygotowane zabawne animacje (jak Bert z Ulicy Sezamkowej zjadający niemowlaka), najczęściej jednak tendencyjnie przycięte fragmenty filmów, animowanych seriali czy programów telewizyjnych, jak słynny "taniec brzucha" z "The Goonies" Stevena Spielberga. Zresztą wystarczy obejrzeć poniższy filmik:

Ilość animowanych gifów przekroczyła już masę krytyczną, tak że można wyrazić nimi dowolną emocję. Na stronie jezebel.com został opublikowany "słownik gifów", z którego można czerpać zabawne miny. To dużo fajniejsze, niż wstawianie na forach żółtych buziek, także komunikat jest znacznie czytelniejszy.

Brawo!

Teraz, kiedy coś nas zasmuci, zamiast pisać dwukropek, minus i otwarty nawias, wystarczy wstawić bohatera "Jeziora marzeń":

:-(

Michał R. Wiśniewski (mrw.blox.pl)

Więcej o: