Barcamp Londyn 8 - relacja

Barcamp to spotkanie miłośników technologii, które właśnie skończyło się w Londynie. Był na nim jeden z naszych znajomych przedsiębiorców internetowych, który napisał dla nas relację z tego wydarzenia.

Dwie czy trzy godziny samolotem od Polski są TAKIE eventy. Trudno w to uwierzyć.

Co to jest Barcamp? Jak wiele genialnych i popularnych rzeczy na Ziemi - Barcamp to wynalazek z Kalifornijskiej Doliny Krzemowej - otwarte spotkanie miłośników technologii. Unconference czyli nie-konferencja, bez agendy, za darmo, bez ściągniętych celebrytów.
Według definicji - na Barcampie nie ma widzów, są tylko uczestnicy. To znaczy, że każdy kto przyjdzie może, a nawet powinien - zaprezentować swój pomysł lub zainicjować dyskusję na bliski mu temat podczas jednej z sesji. Barcampy organizują pasjonaci na całym świecie. Londyński jest jednym z najpopularniejszych. Wejściówki (około 300) rozchodzą
się w ciągu 4 minut
od pojawienia się na stronie. Czterech minut!! Aby dostać się na Barcamp trzy osoby wypełniały formularze symultanicznie i na czas. I tak zaczęła się przygoda.

Jak wyglądał Barcamp 8 w Londynie?


Agenda powstawała w locie - poza pierwszą prezentacją "organizacyjną" (na którą nie dotarliśmy przez koszmarną odprawę w Luton), żadna inna nie była zaplanowana. Wszystko powstawało w locie. Masa ludzi po prostu chciała opowiedzieć o tym na czym się zna lub porozmawiać w małej "grupie wsparcia" na jakiś temat. To było absolutnie genialne.

Barcamp z założenia przyciąga bystrych i otwartych na świat ludzi. Okazuje się, że w UK ci ludzie są też rozmowni i nie boją się zabierać głosu nawet w grupach 40-60 osobowych.
Sesje były świetne - właśnie "sesje", nie prezentacje. Na Barcampie nie ma wykładów, to raczej interakcja, a prowadzący jest bardziej moderatorem, niż prelegentem. Owszem często opowiada o czymś ale jednocześnie w każdej chwili można się włączyć i opowiedzieć o swojej perspektywie. To nie kazania.

Sesje były różnorodne - było dużo o technologii (nie byłem na ani jednej sesji o technologii), było sporo o startupowaniu (tutaj byłem aktywny), było też o historii urządzeń mobilnych (miałem w ręku pierwszego Palma i Apple Newton), o whisky, o robieniu sushi, o skokach spadochronowych, dziwnej muzyce robionej w dziwny sposób (baaardzo fajna prezentacja), ekonomii behawioralnej, ciekawym projekcie open sourcowym - LifestyleLinking i wielu innych rzeczach.

Międzynarodowość - Londyn gwarantuje międzynarodowość bo przecież mieszkają tam
ludzie z całego świata. Było też sporo przyjezdnych z Europy, którzy wpadli specjalnie na Barcamp - bo Londyn gwarantuje, że sesje będą po angielsku. Taka różnorodność narodów i kultur jest świetna. Nie ważne skąd jesteś - ważne jak podchodzisz do świata i ludzi. Wiem, że to banał ale prawdziwy.

Gadżety - iPhone 4 (dużo), iPad (dużo), jakieś brzydkie telefony na Androidzie (dużo), jeden telefon z Windows Phone 7 (bardzo fajnie zaprojektowany interefejs), Kindle (pierwszy raz to widziałem na żywo - do czytania dłuższych rzeczy idealne), nowy MacBook Air (jeden,
świetny). Społeczność generalnie gadżeciarska. Nikt się z tym nie obnosi, bo co to za szpan skoro każdy ma to samo. Ciekawość budził tylko telefon z Windows Phone 7.

Miejsce - budynek uniwersytetu, kilkanaście sal i salek konferencyjnych. Na dole stoły z kanapkami/batonami/kawą. 80 osób (w tym my) spało w miejscu gdzie odbywała się impreza.

Ben Firshman

Twitter króluje na takich eventach. Służy jako szybkie info gdzie iść na następną sesję. Login z Twittera to też wizytówka. Mało kto rozdawał zwykłe, papierowe. Raczej po prostu klikasz "Follow" na Twitterze i już.

Lanyrd - spięta z Twitterem aplikacja do robienia nie-konferencyjnego wiki. Świetna, prosta, wszyscy tego używają.

Kinect - mega fajna zabawka. Super udany produkt. Wszyscy się przy tym doskonale bawią. Super relaks między sesjami oraz miejsce spotkań podczas after party.

Podsumowując - genialna impreza. Jestem pewien, że nikt nie marudził, że kanapki mu nie smakowały albo, że go organizator nie powitał chlebem i solą. Bo nie o tym był ten event. Tutaj liczyło się wyjście do ludzi, rozmowa, nawiązanie kontaktu, wymiana doświadczeń, wymiana pomysłów.

Kuba Filipowski

Więcej o: