Czy to pierwszy Notion Ink Adam w Polsce?

Notion Ink Adam zapowiadany był jako tablet szczególny i wyjątkowy, pierwsza partia wyprzedała się błyskawicznie. Bloger Tomasz Topa zdołał zamówić swój egzemplarz i podzielił się pierwszymi wrażeniami.

Adam to jeden z bardziej interesujących tabletów z Androidem na pokładzie - zapowiedziany został ponad rok temu przez małą indyjską firmę Notion Ink. Z tej racji oraz z powodu swojej mocnej specyfikacji prototyp tabletu wywołał małe zamieszanie na targach CES 2010, a przez rok czekania zdążył obrosnąć małym kultem. Uwagę na siebie zwrócił między innymi połączeniem w jednym urządzeniu dwóch rodzajów ekranów - tradycyjnego LCD oraz PixelQi - bardzo przypominającego ekrany w technologii E Ink, stosowane w czytnikach ebooków. Na pokładzie ma procesor nVidia Tegra 2, 1 GB RAM i 8GB wbudowanej pamięci - w tym aż 2GB przeznaczone na aplikacje. Jest tez złącze do kart pamięci microSD, 3-megapikselowa kamera, złącze HDMI, trzy porty USB.

W tym przypadku mamy do czynienia z najbardziej rozbudowaną wersją Adama - ma zarówno ekran LCD jak i PixelQi oraz Wi-Fi i 3G. O wszystkich dostępnych modelach pisaliśmy już wcześniej.

Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy to wygląd - tablet jest bardziej kanciasty i masywny, niż wyglądałoby to z wizualizacji, jakie pokazywano. Niezbyt dobre wrażenie robi gruba ramka dookoła wyświetlacza - na krawędzi z kamerą ma aż 4 cm.

Przyciski
umieszczone na lewej krawędzi: przełączanie podświetlenia, Home, Menu i Back - tak naprawdę są polami dotykowymi. Zdaniem Tomasza Topy nie jest to najwygodniejsze, łatwo przypadkiem je wcisnąć ręką trzymającą tablet. Po prawej stronie jest tylko dodatkowy przycisk Back, dostęp do reszty wymaga zmiany chwytu. Przyciski nie mają też podświetlenia.

Urządzenie waży dokładnie tyle samo, co iPad 3G (1.6 lb = 730 g). Mimo to niezbyt wygodnie trzyma się je w poziomie lewą ręką - jest nieco za ciężkie, a dłoń zachodzi na dotykowe przyciski. W pionie jest lepiej. Metodą może być trzymanie od dołu, za charakterystyczne dla tabletu wybrzuszenie. Również ekran nie jest tak odporny na odciski palców jak zapowiadano. Pomóc może dodana w zestawie folia, a na pewno - ściereczka.

W trybie PixelQi (E Ink) działają nawet filmy, da się czytać bez podświetlenia oraz korzystać z niego w słońcu, choć odbija się ono pod niektórymi kątami. Mimo to lektura jest całkiem komfortowa. Wkrótce na blogu ma się pojawić dokładniejszy test tego trybu.

Urządzenie wytrzymało 7 godzin pracy na baterii, z włączonym Wi-Fi i niezbyt rozjaśnionym ekranem. Moduł 3G działa z kartą polskiego operatora (w tym wypadku Orange).

Najpoważniejszą wadą oprogramowania Adama jest brak dostępu do Android Market - oficjalnie dlatego, że jest to usługa tylko dla telefonów. Google będzie oficjalnie wspierać tablety dopiero po wydaniu Androida 3.0 Honeycomb. Na Adamie zainstalowana jest wersja 2.2. Froyo. Nie ma też na razie sklepu z oprogramowaniem Genesis, który chce stworzyć firma Notion Ink. Adam to póki co produkt niszowy, wymagający kombinowania z oprogramowaniem. Brakuje mu m.in. zainstalowanego pluginu Flash, a napisana dla tabletu przeglądarka www nie wydaje się tak intuicyjna, jak domyślna Androidowa.

Mimo to Notion Ink wyraźnie nie narzeka na liczbę zamówień, wczoraj na ich blogu pojawił się link, pod którym można zapisać się do kolejki czekających na Adama. Zamierzacie się w niej ustawić?

To tylko pierwsze spostrzeżenia Tomasza Topy z pracy z tabletem Notion Ink, ale przyznam, że po ich przeczytaniu mój entuzjazm nieco zmalał. Bardzo liczyłem na Adama, twórcy mnożyli obietnice, a teraz nie wiem, czy nie warto zaczekać na update z Androidem 3.0 do tego tabletu lub nawet jego następcę.

Więcej o tablecie Notion Ink Adam przeczytacie na blogu tomasz.topa.pl, gdzie znajduje się oryginalny tekst.

Tomasz Topa, Paweł Kamiński

Więcej o: