Brytyjczycy zhakowali "oficjalny magazyn Al-Kaidy"

Kiedy Amerykanie zastanawiali się co robić, hakerzy z Wielkiej Brytanii wkroczyli do akcji.

Osoby nie zainteresowane działalnością terrorystyczną, zapewne nie wiedziały nawet, że istnieje coś takiego jak "oficjalny magazyn Al-Kaidy". A jednak. Inspire to czasopismo, które wydawane było jedynie w formie cyfrowej. Jego pierwszy numer ukazał się już w czerwcu ubiegłego roku. Dopiero teraz jednak - za sprawą The Washington Post - dowiadujemy się, że specsłużby USA i Zjednoczonego Królestwa próbowały wstrzymać jego publikację, ingerować jego treść. Z różnym skutkiem.

E-magazyn wydawany był w języku angielskim. W jego pierwszym numerze, oprócz materiałów stricte propagandowych (wywiad z szejkiem Abu Basir al-Wahishi) pojawiły się teksty takie jak "Zbuduj bombę w kuchni twojej mamy". Niektórzy uznali, że cały projekt jest żartem. Serio potraktowała go jednak amerykańska armia i CIA. Szef jednostki zajmującej się operacjami militarnymi w cyberprzestrzeni - generał Keith Alexander - uważał, że Inspire stanowi zagrożenie dla amerykańskich żołnierzy. Uważał on, że magazyn trzeba wyeliminować. Przeciwnego zdania było CIA. Przedstawiciele wywiadu twierdzili, że czasopismo jest cennym źródłem informacji i nie powinno się go ruszać. Rozmowy między armią i wywiadem utknęły w martwym punkcie.

Właśnie wtedy na scenę wkroczyli brytyjscy, wojskowi hakerzy. Włamali się oni na odpowiednie serwery i sprawili, że Inspire stał się nieczytelny. Pierwsze strony e-czasopisma wyglądały normalnie. Kolejne składały się jednak z nic nie znaczących znaków. Działanie to sprawiło ponoć, że wśród potencjalnych dżihadystów wybuchła panika. Uznali oni, że Inspire zawiera groźnego wirusa. Ostatecznie, osobom odpowiedzialnym za magazyn udało się wydać jego naprawioną wersję. Zajęło im to jednak parę tygodni. Tymczasem specsłużby USA i Wielkiej Brytanii najwyraźniej uznały, że nie warto tracić energii na ataki na magazyn, gdyż jego kolejne cztery numery zostały wydane bez najmniejszego problemu.

Artykuł opublikowany przez The Washington Post pokazuje, że wojna z terroryzmem trwa nie tylko na klasycznych polach bitwy. Toczy się ona także w miejscach niewidocznych dla "zwykłych ludzi". O tym, jak poważnie traktowane są takie działania wiele mówi najnowsza strategia amerykańskiego Departamentu Obrony. Uznał on, że ataki na USA przeprowadzane w cyberprzestrzeni, należy traktować jako wypowiedzenie konwencjonalnej wojny. Amerykanie chcą mieć możliwość odpowiadania siłą na tego typu działania. Więcej na ten temat piszemy w osobnym artykule.

[za: Washington Post]

Więcej o: