Jak zachować swoją kolekcję płyt w nienagannym stanie? Radzą spece z amerykańskiego Kongresu

Dla kolekcjonera płyt winylowych, cd czy dvd nie ma nic gorszego, niż zbierający się na nich brud. Jak więc zachować je w idealnym stanie?

Można oczywiście kupić specjalny preparat do czyszczenia płyt, tudzież posłużyć się wiedzą znalezioną w Internecie. Zawsze też pozostaje przecieranie ich o spodnie czy koszulkę. Te ostatnie to jednak zdecydowanie jedne z najbardziej ryzykownych sposobów. Jeśli jednak komuś naprawdę zależy na jego kolekcji, może skorzystać z kilku wskazówek zamieszczonych na stronie Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych.

Jak zrobić to po amerykańsku? Czego trzeba, żeby móc powiedzieć, że dołożyło się wszelkich starań, aby utrzymać swoją kolekcję w nienagannym stanie? Przede wszystkim należy (według wskazówek podanych na stronie) własnoręcznie stworzyć specjalny roztwór składający się niejonowego środka powierzchniowo czynnego Tergitol 15-S-7 oraz wody dejonizowanej. Otrzymany środek do czyszczenia płyt można następnie stosować do manualnego pozbywania się brudu. Można tez posłużyć się specjalnymi, przeznaczonymi do tego, maszynami.

Samo stworzenie roztworu to jednak nie koniec. Domorośli maniacy czystości z pewnością jednak poradzą sobie także z przechowywaniem płynu w niskiej temperaturze z dala od pożywienia. Zresztą sam Tergitol, jeden ze składników, zaleca się trzymać w oryginalnym pojemniku, najlepiej w ciekłym azocie, i w dodatku w pustej lodówce, aby nie doszło do ewentualnego skażenia zgromadzonego tam pokarmu.

Niestety, otrzymany zgodnie z instrukcją Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych roztwór nie był porównywany pod kątem skuteczności z komercyjnymi produktami. Należy jednak założyć, że skoro właśnie w taki sposób chroni się zbiory biblioteki to jest on wystarczający, aby zachować w nienagannej czystości także niewielką kolekcję płyt.

Naturalnie rodzi się pytanie, czy w warunkach domowych gra jest warta świeczki. Chyba jednak lepiej zainwestować w dowolny produkt dostępny na półkach sklepowych, a informacje ze strony biblioteki potraktować jako ciekawostkę.

[za: The Red Ferret Journal]

Więcej o:
Komentarze (6)
Jak zachować swoją kolekcję płyt w nienagannym stanie? Radzą spece z amerykańskiego Kongresu
Zaloguj się
  • cree-is-me

    0

    "manualne pozbywanie się brudu" - kto to pisał?! W redakcji gazeta.pl nie funkcjonuje korektor, który eliminowałby taki bełkot nowomowy?
    Dla ułatwienia podpowiadam gazecianym niedoukom, że w języku polskim funkcjonuje słowo "ręczny".

  • pelovsky

    0

    do antares777:
    widzę, że jeśli zajmowałeś się fotografią od kuchni, to chyba od świńskiej.
    po pierwsze fotonal, tak samo jak wszystkie produkty nowoczesne tego typu (tetenal czy ilfotol) są zrobione z środka powierzchniowo czynnego takiego samego jak w płynie do płukania KUCHCIK. jedyna róznica to taka, że w kuchciku dodatkowo mialeś spieniacze, barwniki, aromaty. dlatego wszyscy używają ilfotola i jemu podobnych, bo nie posiada w składzie paskudztw, które w dluższej perspektywie niespłukane z błony niszczą ją.
    a jak fotonal powodowal zacieki, to było go dawać mniej, czyli wg przepisu (1:500). a na koniec zetrzec pozostałą po płukaniu na kliszy wodę gumowymi szczypcami do tego przeznaczonymi.
    muszę przyznać, że propozycja wypłukania wywołanej błony w szarym mydle rozbawiła mnie do łez.
    pozdrawiam wszystkich foto-maniaków, którzy mają chociaż blade pojęcie na temat chemii, której się używa w podstawowych procesach.

  • antares777

    0

    Za dawnych czasów "porządnej" fotografii zajmowałem się nią od kuchni.
    Wielki problem był z płukaniem błon fotograficznych po wywołaniu, bo wszelkie płyny, włącznie z "firmowym" FOTONALEM, pozostawiały na błonie negatywowej zacieki, psujące wykonywane później powiększenia.
    Ja miałem swój PATENT - niezawodny, dostępny i tani: był to płyn do mycia naczyń o nazwie KUCHCIK. Chociaż nie kryłem się z tym "patentem", żaden z moich naśladowców nie mógł się pochwalić zadowalającymi efektami użycia tego preparatu. Dlaczego? Bo tajemnica tkwiła w stężeniu roztworu płuczącego, a przepis brzmiał tak: koreks (naczynie o specjalnej konstrukcji do wywoływania błon) o pojemności 0,7 l napełnić wodą kranówą o temperaturze ok. 25 stopni C, następnie odkręconą butelkę KUCHCIKA ująć w prawą rękę, wskazującym palcem przytkać otwór, szybkim ruchem odwrócić butelkę do góry dnem i z powrotem, a to, co zostało na opuszce palca dokładnie wypłukać w koreksie. Potem zanurzyć w tym roztworze błonę i płukać zgodnie ze zwyczajną procedurą.
    To działało, bo KUCHCIK był preparatem "normalnym". W tej chwili mamy na rynku wyłącznie cudowne wynalazki w stylu siedem w jednym i nie zaryzykowałbym.
    Ale może zwykłe szare mydło nie byłoby złe? A może jakieś mydło dla niemowląt?
    A stężenie? Nie mogą pozostać zacieki zakitowujące rowki. No i... to jednak musi zmywać.

    Towarzysz Gierek powiedział, że Polak potrafi i ... i chyba miał rację. A fantazji w narodzie nie ubywa.

  • okulele99

    0

    być może gdyby nie fakt że myjko są drogie. nitty gritty kosztuje fortunę, a knosti to zwykła manualna szczota do której i tak trzeba kupić roztwór. tak więc dobrej jakości płyn i ręczne robótki w niedzielę to nic zdrożnego a tylko dodatkowy powód do nauczenia się szacunku dla płyt i muzyki na nich.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX