Piractwo po chińsku

Po trwającej 9 miesięcy kampanii, mającej na celu walkę z łamaniem praw własności intelektualnej, władze Państwa Środka uważają, że problem nie jest już tak poważny. Czy aby na pewno?

Chiny nie lekceważą problemu piractwa i chwalą się nawet postępami w jego zwalczaniu. Mimo to, w dalszym ciągu znalezienie sklepu przepełnionego nielegalnymi produktami jest tam bardzo łatwe. W ciągu 9 miesięcy od rozpoczęcia kampanii zwalczającej piractwo, zamknięto 12854 hurtownie nielegalnych produktów oraz aresztowano 9031 podejrzanych. Szacuje się, że łączna wartość postępowań prowadzonych w ramach kampanii wynosi 530 milionów dolarów.

Pomimo, iż nie oznacza to końca handlu nielegalnym towarem w Chinach, wiceminister handlu, Jiang Zengwei uważa, że sprawy idą w dobrym kierunku.

"Można powiedzieć, że występują jeszcze problemy z łamaniem prawa własności intelektualnych w Chinach, nie podzielam jednak zdania, że jest to problem poważny."

W celu potwierdzenia postępów w walce z piractwem, władze Chin poinformowały, że wszystkie centralne agencje rządowe korzystają tylko z legalnego oprogramowania. Tym samym mają również nadzieję, że lokalne samorządy pójdą tą drogą i znajdą w swoich budżetach pieniądze na zakup oryginalnych produktów. Pojawiają się jednak głosy, iż jest to tylko propaganda, ponieważ tak naprawdę nikt nie potwierdził legalności oprogramowania w tamtejszych agencjach rządowych. Zachodnie kraje w dalszym ciągu oskarżają Chiny o niedotrzymywanie obietnic w walce z piractwem.

Chociaż handel nielegalnym towarem jest nadal dużym problemem w Chinach, to rząd stara się z tym walczyć i ciągle pracuje nad przepisami, które pozwolą na skuteczniejsze tępienie tego zjawiska. Szacuje się, że w 2009 roku straty, wynikające z naruszania praw autorskich w Chinach, kosztowały amerykańskich przedsiębiorców blisko 48 miliardów dolarów, a pracę straciło 2,1 miliona osób.

[za: Reuters]

Więcej o: