Słuchawki Audio Technica ATH-A900

Jak na topowy, hajfajowy model przystało, ATH-A900 prezentują się okazale i niezwykle. Ogromne muszle kontrastują z lekką konstrukcją pałąka.

Mega muszle

 

Do kształtu głowy dopasowują się dodatkowe górne poduszki, umocowane do ruchomego mechanizmu. Raz założone na głowę słuchawki ATH-A900 znajdują sobie bez wątpienia właściwe miejsce. Poduszeczki stykające się z górną częścią głowy są miękkie i połączone ze świetnie wyważonym mechanizmem, którego siła jest na tyle duża, by utrzymać słuchawki w jednym miejscu, a jednocześnie na tyle umiarkowana, by nie powodować nadmiernego ucisku. W przypadku słuchawek zamkniętych, a do takiego grona należą zarówno ATH-A700 jak i ATH-A900, mimo wszelkich ich zalet, z których na pierwszy plan wysuwa się skuteczna izolacja od zewnętrznych źródeł, a więc zarówno możliwość odizolowania się od środowiska, jak i nie epatowania współlokatorów własnym światem muzycznym, pojawiają się również pewne zagrożenia.

W wielu modelach tego typu już po krótkim czasie słuchania może wystąpić zmęczenie a nawet efekt "zagotowania" uszu. Zależy to oczywiście również od stopnia, w jakim indywidualnie jesteśmy na taką sytuację podatni, w każdym razie warto, choćby przez 15-20 minut, sprawdzić jak znosimy "zamkniętą sytuację" w przypadku konkretnego modelu słuchawek. Wewnątrz zainstalowano przetworniki o średnicy 53 mm, podobne jak w ATH-A700 a także firmowym patent D.A.D.S (Double Air Damping System), polegający na takiej budowie muszli, aby uzyskać jak najwyższy stopień tłumienia między komorą a światem zewnętrznym. Impedancja ATH-A900 jest nieco niższa niż ATH-A700 (40 vs 60 omów).

Brzmienie

Początkowo dźwięk ATH-A900 wydawać się może nieco przytłumiony a nawet mulisty; może słuchawki wymagają rozegrania, może rzecz w adaptacji do takiego charakteru dźwięku, jednak po kilkunastu minutach na pierwszy plan wysuwaną się inne, pozytywne cechy brzmieniowe. ATH-900, podobnie jak ATH-A700, nie żałuje basu - to fakt. Niskotonowe harce rozpoczynają się tu niemal zawsze już od pierwszych taktów i nie opuszczają muzyki aż do ostatniego wybrzmienia. Nie jest to jednak tani bas, jaki można usłyszeć z niskobudżetowego kina domowego.

Sporo dzieje się zarówno w najniższych rejestrach, jak i nieco wyżej, jest tonalna płynność, dynamika, separacja poszczególnych dźwięków, a rytm nie zostaje zagrożony. Średnica ma jeszcze ochotę na pokazanie własnego charakteru. Niższy jej podzakres jest zmatowiony, a górny błyszczy - najczęściej żeńskimi wokalami i dęciakami. Efekt ten jest dobrą przeciwwagą dla swobody basu, nie pozwalając brzmienia zaciemnić. Góra, choć dość dźwięczna, jest już zupełnie spokojna.

Radosław Łabanowski


Audio.com.pl

Więcej o: