Cichy i elegancki dysk przenośny WD Passport Elite

Western Digital to uznana firma z tradycjami, która - mogłoby się wydawać - produkuje dyski twarde od zarania dziejów. Tym bardziej ucieszyliśmy się mogąc przetestować najnowszy dysk WD w gorączce codziennych zmagań i trudów konsumenckiego życia.

 

 

Jak testujemy

 

Zaznaczam, że poniższy tekst to opis wrażeń wynikłych z relatywnie normalnego użytkowania dysku. Nie prowadzimy szczegółowych testów wydajności za pomocą wymyślnych aplikacji, nie rozkładamy urządzenia na kawałki, ani nie badamy jego wodoszczelności, o ile producent nie zapewnia, że można je spokojnie zanurzać. Z jednego prostego powodu - zakładamy, że kupując dysk potencjalny klient zainteresowany jest jego codzienną eksploatacją, a nie zachowaniem w ekstremalnych sytuacjach.

 

 

Wygląd zewnętrzny - mały i elegancki, pasuje do każdej torebki

 

Dysk prezentuje się naprawdę nieźle. Plastikowa obudowa jest matowa i przyjemna w dotyku. Wizualnie, nowy Elite w zasadzie kontynuuje i rozwija linię rodziny WD Passport - jest dość niewielki jak na dysk 2,5 cala (8,4cm szerokości, 10,9cm długości, 1,4cm grubości) i waży zaledwie 142 gramy. Testowany egzemplarz utrzymany jest w kolorze ciemnego grafitu ze srebrnymi elementami i subtelnymi czarnymi gumowymi guzkami na rogach urządzenia. Dopiero praktyka pokazuje jak ważny jest ten subtelny szczegół. A zwłaszcza jakość zastosowanej gumy.

 

Guzki stabilizujące w nowym egzemplarzu, dopiero co wydobytym z pudełka dają w dotyku wrażenie "czepliwości". To dzięki temu dysk mimo swojej niewielkiej wagi nie przesuwał się bezwładnie (co niestety zdarza się nawet cięższym dyskom) na żadnym z testowanych podłoży. Sprawdzaliśmy zachowanie na drewnianym blacie, plastiku oraz szklanej tafli. W trakcie dwóch tygodni testu nie udało nam się także zauważalnie obniżyć przyczepności, co daje nadzieję, że materiał pozwoli na dłuższą i pełną radości eksploatację.

 

Od razu daje się także odczuć, że dysk nie jest równomiernie wyważony. Bardziej ciąży ku "dołowi". Z perspektywy testu można stwierdzić, że to dobrze, ponieważ dzięki temu zmniejsza ryzyko wywrotki, a tym samym ewentualnego uszkodzenia. Co prawda ryzyko przewrócenia jest niemal zerowe, kiedy dysk stoi na "czterech łapach" na płask, ale zdecydowanie wzrasta, kiedy chcemy skorzystać z dołączonej do tego modelu eleganckiej stacji dokującej.

 

WD Passport Elite - stacja dokująca

 

Warto poświęcić jej tu słowo lub dwa. Sama stacja dokująca odróżnia się bowiem od dysku kolorem oraz fakturą powierzchni. Dominuje tu połyskliwa, zbierająca nawet najmniejsze odciski palców fortepianowa czerń. Mimo to konstrukcja wydaje się jednocześnie schludna i niepozorna. Dość oryginalnie wygląda ze wstawionym matowym dyskiem. Bynajmniej, nie odczuwa się w tym przypadku usilnej chęci ukrycia stacji dokującej kiedy nie jest wykorzystywana. Dodatkowo, konstrukcja stoi na identycznych gumowych nóżkach co dysk, a w środku kieszeni znajduje się antypoślizgowy pasek.

 

W pozycji pionowej dodatkowo utrzymuje stację dokującą gruby, jak na komputerowe warunki i sztywny, ale pojedynczy czarny kabel, służący do podłączenia urządzenia do portu w komputerze. Jego długość powinna spokojnie starczyć do gniazda USB w tylnym panelu komputera, zakładając, że obudowa stoi pod biurkiem, a stacja na blacie.

 

Dodatkowym gadżetem dodanym do dysku WD Passport jest diodowy wyświetlacz-miernik zapełnienia dysku. Znajduje się on na głównym panelu dysku i miałby zdecydowanie więcej sensu, gdyby nie fakt, że skala jest czterostopniowa. Oznacza, to że początkowo bardzo długo nie zobaczymy na wyświetlaczu absolutnie nic, a następnie w podobnych odstępach czasu zaświecą się kolejne paski. Interwały oznaczające 100 GB są równie przydatne jak miernik paliwa w baku, który przeskakuje co 10 litrów. Miło, że jest, ale chyba bardziej jako pro forma.

 

 

Użyteczność - uniwersalny dysk z przydatną opcją automatycznej archiwizacji

 

Podczas próby podłączenia dysku za pomocą dodanego kabla USB okazuje się, że zdecydowanie należy on do tych krótszych. Po powtórnym przemyśleniu jednak dochodzi się do wniosku, że nie jest to takie złe. Należy bowiem założyć, że jeśli chce się skorzystać w sposób cywilizowany z komputera stacjonarnego używa się w tym celu stacji dokującej. Jeśli zaś z laptopa albo z tak zwanego "nienacka", dołączony kabel w zupełności wystarcza.

 

Przewód z jednej strony zakończony jest jednym pełnowymiarowym wtykiem USB 2.0, z drugiej zaś Mini USB w standardzie B. Tego typu kable spotykane są w zaawansowanej elektronice przynajmniej od roku, nie powinno być więc problemu, kiedy zdarzy się go zgubić. Nawet zamiennik z telefonu powinien wystarczyć. Zwłaszcza, że dysk nie potrzebuje dwóch wtyczek USB (w rozgałęzieniu "Y"), jak większość tego typu urządzeń.

 

W kwestii prędkości trasferu jest dobrze, ale mogłoby być lepiej. Plik o wielkości 700MB przegrywa się pod kuratelą Windows XP w niewiele poniżej 25 sekund. Niestety, dwukrotnie większy przechodzi już w około minutę, a im dalej tym gorzej, choć niewiele. Należy przyjąć, że 10GB złożonych z dużych plików przegrywa się odpowiednio w 10 minut. Im więcej plików, tym wolniej. Za to usuwanie idzie jak marzenie. Nie ma też problemów z odtwarzeniam. Ani obraz w wysokiej rozdzielczości ani dźwięk się nie przycinają.

 

WD SmartWare

 

Należy się także słowo o WD SmartWare. Autorskie oprogamowanie służące do tworzenia kopii zapasowych jest nie tylko czytelne, ale i w pełni zautomatyzowane. Uzytkownik musi skonfigurować czynność tylko jeden raz - przy pierwszym podejściu. Później SmartWare sam dogrywa pliki, aktualizacje i inne. Otwierając aplikację możemy sprawdzić ile plików i jakie wartości znajdują się w której kategorii - filmy, muzyka itd. Jest na tyle łatwo, że po kilku dniach zapomina się, że cokolwiek pracuje w tle. To dobra wiadomość dla tych wszystkich, którzy używają dysków zewnętrznych do archiwizacji i tworzenia kopii zapasowych.

 

 

Podoba się

 

Najbadziej spodobały nam się gabaryty urządzenia. Dysk jest naprawdę niewielki i waży mniej niż jego konkurenci. Dodatkowo, zastosowane materiały są przyjemne w dotyku i sprawiają wrażenie solidności.

 

Nie mniej ważne jest poczucie braku przypadkowości w konstrukcji dysku. Używając WD Passport Elite ma się wrażenie pewności, że nic nie odpadnie, a ze środka nie wyskoczą płytki. Wydaje się być przemyślany i soldnie zbudowany. To plus, jeśli ponad osiągi przedkłada się poczucie pewności.

 

Zupełnie przyjemne jest także połączenie ciemnej kolorystyki i białych diód. Wygląda to elegancko i ze smakiem.

 

 

Nie podoba się

 

Nie spodobał się nieudany start instalatora SmartWare. Dysk się szybko wykrył, zainstalował, przemielił co trzeba i po chwili pojawił się komunikat, że oprogramowanie szyfrujące ma jakiś problem. W karcie informacyjnej dolączonej do pudełka czytamy, że jeśli SmartWare samo się nie uruchomi, to trzeba ręcznie zainicjować instalację i dalej podana ścieżka. Informacja opatrzona jest tytułem - "Important Note to Windows Users". Sprawdziliśmy Windows XP, oraz Windows 7. Na obu wystapił ten sam błąd. Jedyny system, który nie zakomunikował problemu to Linux... z wiadomych względów. Według mnie to spora skaza w "niemal bezobsługowym i bezawaryjnym" dysku. Na szczęście jest to sytuacja jednorazowa. SmartWare instaluje się i zapomina. Mimo wszystko, niesmak pozostaje.

 

SmartWare error

 

Od Passport Elite oczekiwaliśmy nowego złącza USB 3.0. W zamian otrzymaliśmy wyrafinowaną formę dysku o prędkości rotacji 5400 obrotów na sekundę i wtyczce USB 2.0.

 

Szkoda też, że nie rozwiązano bardziej efektywnie kwestii miernika zapełnienia dysku. Mniejsze interwały z pewnością miałyby więcej sensu.

 

Połączenie szarości, czerni i bieli dobrze wygląda, ale jeśli zastąpimy czerń odrobinę pastelową czerwienią (dysk dostępny jest w czarnym, niebieskim i czerwonym kolorze)... elegancja urządzenia zdecydowanie traci na szykowności.

 

 

Podsumowanie

 

WD Passport Elite

 

Pierwsze co rzuca się w oczy po otwarciu pudełka to hasło "Put your life on it". Nielicha obietnica niezawodności. Na szczęście nie udało nam się w pełni zweryfikować negatywnie tego sloganu. Możemy więc mówić przynajmniej o domniemaniu bezawaryjności, z drobnym wyjątkiem.

 

Kontynuując ten wątek, nie polecałbym stawiania życia na nowy dysk WD, zwłaszcza po przygodzie z instalacją SmartWare, ale ogólną ideę połączenia ekskluzywnego wyglądu, cichej pracy, automatycznej archiwizacji i 256-bitowego szyfrowania AES kupuję. Dysk jest niczego sobie i jeśli potencjalnemu użytkownikowi uda się przedrzeć przez pierwsze instalacje i sięgnąć po funkcje z okładki pudełka, z pewnością będzie z niego zadowolony.

 

Szukającym dobrego dysku na co dzień ze spokojem polecamy WD My Passport Elite. Zwłaszcza, że sugerowana cena urządzenia to odpowiednio około 320 złotych za 320GB, 390 złotych za 500GB i 480 złotych za 640GB.

 

 

Podobne urządzenia innych producentów:

 

Tańszy Samsung S2

Droższy Seagate GoFlex

Ciekawszy wygląd Iomega eGo Encrypt Plus

 

Łukasz Cichy

Więcej o: