CC: Inwazja

Wszyscy jesteśmy kosmitami.

Podobno nie ma łatwiejszego sposobu na zdenerwowanie fana science-fiction niż zadanie pytania ?czy wierzysz w UFO??. Kamil Śmiałkowski, publicysta zajmujący się popkulturą, opowiadał kiedyś anegdotę o szefie działu kultury jednego z tygodników, dla którego fantastyka oznaczała ?eskapizm i fifoludki?.

Fani s.f. oczywiście w żadne fifoludki nie wierzą (poza częścią fandomu serialu Z Archiwum X, która wierzy we wszystkie przygody agenta Muldera) - figura kosmity od dawna jest czym więcej niż wyrazem pragnienia o spotkaniu inteligentnego życia pozaziemskiego. Zwłaszcza w opowieściach o inwazjach, w których obcy symbolizował jakiegoś konkretnego wroga. W czasie zimnowojennej paniki atomowej Philip K. Dick pisał opowiadania o knujących kosmitach wtapiających się między ludzi niczym radzieccy szpiedzy; a w kinie klasy B strach przed atakiem przyjmował kształt latających spodków spadających z niebios.

Ciekawie wypada porównanie kosmicznych najeźdźców z różnych czasów. Gdy w klasycznej Wojnie światów H.G.Wellsa są opisane wojenne machiny obcych (przewidujące szaleństwo XX wiecznych zmechanizowanych bitew), to już w nawiązującym do powieści filmie Piotra Szulkina Wojna światów - Następne stulecie z 1981 roku Marsjanie działają subtelniej, przejmując władzę przy pomocy marionetkowych rządów i skorumpowanych mediów.

Oni już tu są

Ciekawą współczesną interpretację metafory kosmicznej inwazji przedstawił w zeszłym roku na swoim blogu Charles Stross, brytyjski pisarz s.f. (znany z linuksowego pingwina w ikonie bloga i udostępniania swoich książek na darmowej licencji Creative Commons). Kosmicznych najeźdźców rozpoznał w ponadnarodowych korporacjach:

Żyjemy w globalnym państwie, które zostało ukształtowane dla zysku nieludzkich bytów i ich nieludzkich celów. Mają nieziemski zasięg medialny, który wykorzystują w celu odwracania uwagi od zagrożeń dla ich własnego przetrwania. [ ] Indywidualni zatomizowani ludzie są zatem przyjmowani przez te byty (możesz prowadzić bardzo przyjemne życie jako prezes lub polityk, dopóki nie kąsasz ręki, która cię karmi) lub rozwalcowani, gdy stawiają opór. [ ] W skrócie - żyjemy w czasach po kosmicznej inwazji.

Ciekawe, że interpretacja Strossa tak bardzo przypomina wspomnianą Wojnę światów... Szulkina - film, który był przecież nakręcony w odpowiedzi na ponurą rzeczywistość PRL. Cóż, zmieniają się systemy, upadają imperia i żelazne kurtyny,  a zawsze znajdzie się ktoś, kto chce wyssać biednego szarego człowieka.

Jeśli sam miałbym szukać śladów kosmitów, to stawiałbym na wizję z filmu Transformers. Otóż jeśli wierzyć wydarzeniom pokazanym w filmie, cała współczesna myśl techniczna powstała przez zbadanie wraku kosmicznego wielkiego robota, który kiedyś rozbił się na Ziemi. Wszystko - od zegarków elektronicznych po komputery - nosi w sobie ślad pozaziemskiego cybernetycznego monstrum.  W filmie te wszystkie rzeczy ożywają wzbudzone życiodajną Wszechiskrą, ale w naszej rzeczywistości przyjęły inną taktykę. Wtopiły się w każdy zakamarek rzeczywistości i uzależniły nas do siebie. Czy to jeszcze symbioza, czy już poddaństwo?

Jedno jest pewne - żyjemy w czasach po kosmicznej inwazji.

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski, jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.

Więcej o: