"To, czym zajmujemy się w Google'u, to budowanie użytecznej inteligencji" - wywiad z szefem wyszukiwania Amitem Singhalem

Piotr Stanisławski
19.10.2012
A A A
Amit Singhal

Amit Singhal (Amit Singhal, Fot. Google)

Google dotąd pokazywał ci tylko to, co sam mu o sobie powiedziałeś. Teraz będzie myślał za ciebie. Skojarzy fakty, o które wcale nie pytałeś, i spróbuje rozwiązać twoje kłopoty.

Wyobraź sobie siłę, która kontroluje niemal cały przepływ informacji na świecie. Od niej zależy, czy dowiesz się o czymś i jakie informacje dotrą do ciebie jako pierwsze. Ta siła bardzo się stara, by być z tobą zawsze i wszędzie. Udaje się jej to coraz lepiej. To Google, którego najważniejszą częścią jest wyszukiwarka - system wyszukiwania, oceniania i prezentowania informacji. Na czele zespołu, który ją tworzy, od ponad dekady stoi jeden człowiek - Amit Singhal.

Jeszcze masz wątpliwości, kto z ludzi tego świata ma największy wpływ na twoje życie?

Amit Singhal z zespołem szykuje kolejną rewolucję, która zmieni nasze życie w wirtualnym świecie. Rewolucja zaczyna się od jabłka.

- Jabłko, apple, wiesz, co to jest? - pyta mnie Amit. Wiadomo, owoc, ale też firma Steve'a Jobsa.

- Ale czym jest jabłko dla wyszukiwarki? Ciągiem znaków. Po prostu pięć liter a-p-p-l-e. Z tym że już jabłka, a-p-p-l-e-s, były kiedyś dla wyszukiwarki osobnym bytem.

 

Jak działa Google?Fot. Wawrzyniec Święcicki// kliknij na obrazek, aby powiększyć

 

- Już nie są - zgaduję. Amit wyjaśnia, że Google to nie tylko wielki magazyn informacji, który potrafi je segregować i udostępniać w porządku, który zależy od ich popularności w internetowym świecie. Tak naprawdę - czy tego chcemy, czy nie - prowadzimy z Google'em ciągły i dość intymny dialog. System nas śledzi i odnotowuje, jak reagujemy na wyniki, które otrzymaliśmy na ekranie. Jeśli nam nie pasują i precyzujemy zapytanie, a potem wybieramy jeden z zaproponowanych linków - te nasze decyzje pomagają Google'owi dowiedzieć się, co naprawdę mieliśmy na myśli. Straszne, prawda?

Wszystkie te informacje gromadzone są i dzielone według danych demograficznych - w różnych krajach ludzie mogą oczekiwać zupełnie odmiennych wyników na to samo pytanie. Co więcej, wyniki dopasowywane są do naszego indywidualnego profilu - jeśli mamy konto w Google'u (np. korzystamy z poczty Gmail i jesteśmy tam zalogowani), to tworzony jest precyzyjny obraz naszych zainteresowań i wyborów. Nawet jeżeli konta nie mamy, to i tak można odtworzyć wiele z tego, co nas interesuje.

Przykład: co to jest mucha? Odpowiedzi są przynajmniej trzy: malarz Alfons Mucha, mucha domowa i celebrytka Anna Mucha. Aha, jest jeszcze minister sportu Joanna Mucha, zamieszana w słynną sprawę dachu nad Stadionem Narodowym. Każdy dostanie taką „muchę”, na jaką sobie zasłużył historią swoich wyszukiwań.

Na tym systemie Google nieźle zarabia - obok wyników wyszukiwania użytkownik widzi reklamy. Jakie? To zależy m.in. od wiedzy, jaką ma o nas system. W Gmail działa to tak: jeśli napiszesz do żony maila:

„Pójdziemy dziś wieczorem na pizzę?”, a znajdujesz się akurat w Piasecznie, to wyświetlą się ogłoszenia miejscowych pizzerii.

- Jeśli używasz konta Gmail, to w wynikach wyszukiwania możemy prezentować również to, co znaleźliśmy w twojej poczcie. Oczywiście zobaczysz to tylko ty. Jeśli więc zapytasz o lot, będziemy wiedzieli z twojej poczty, gdzie i kiedy się wybierasz, i przy okazji powiemy ci, czy nie ma jakichś opóźnień. Co więcej, wyślemy ci tę informację wprost do telefonu, byś o niczym nie zapomniał.

Google idzie jeszcze dalej. Dopasowywanie systemu do użytkownika działa już od lat. Ale Google nie chce się już tylko domyślać - on chce wiedzieć, o co NAPRAWDĘ nam chodzi.

- To jedno z naszych największych wyzwań - ujawnia Amit Singhal. - W tym roku zrobiliśmy wielki krok. W maju uruchomiliśmy nowy system zwany Knowledge Graph, który całkowicie zmienia działanie naszej wyszukiwarki. Dotąd śledziliśmy ciągi znaków, takie jak pięć literek w słowie „apple”.

- I co się zmieniło?

- Teraz ciągi znaków zamieniamy na pojęcia. Wyszukiwarka uczy się, że za ciągami znaków może się kryć wiele znaczeń, i potrafi wybrać to, które mamy na myśli.

- To zbliża nas do tego, jak naprawdę pracuje mózg i w jaki sposób patrzymy na świat - mówi Singhal. - Gdy wpisujesz w wyszukiwarkę „da vinci”, nie chodzi ci przecież o siedem liter, lecz o konkretnego człowieka. I to jest to, co właśnie udało nam się zbudować - bardziej ludzkie spojrzenie na informację.

 

Knowledge Graph w GoogleFot. Google

 

Ten nowy system działa już w anglojęzycznym Google'u. Obok wyników wyszukiwania pojawiają się specjalne pola, w których z miejsca widzisz te informacje, których najprawdopodobniej szukasz. Nie linki do stron, ale od razu informacje o obiektach. W przypadku Leonarda da Vinci będzie to porcja biograficznych informacji, zakres działalności, obrazy. Encyklopedyczne dane, których zwykle potrzebujemy najbardziej.

- Ale czym to się różni od Wikipedii? Tam też znajdę te informacje...

- Wikipedia jest świetna, doceniamy ją. Ale Knowledge Graph działa szerzej i głębiej. Niektóre możliwości tego systemu mnie samego zaskakują. Pokażę ci coś.

Amit wpisuje hasło: „Matt Groening”. - To twórca „Simpsonów”, uwielbiam ten serial - wyjaśnia. - Spójrz na wynik z Knowledge Graph: imię jego ojca to Homer, matki - Marge, a rodzeństwo to Lisa i Maggie. Tak jak postacie z serialu! Trudno na taką informację trafić samemu.

Knowledge Graph skojarzy i znajdzie dla ciebie nawet takie fakty, których sam nigdy byś nie szukał, bo nie miałeś pojęcia, że istnieją.

Ale będzie zaglądać w moje prywatne maile i wyciągać z nich wnioski i informacje?!

Dopiero teraz to cię martwi? Jesteś spóźniony o dobre osiem lat. Gdy w 2004 roku ruszała poczta Gmail, przez świat przetoczyła się fala oburzenia - bo Google obok listów umieszczał małe reklamy, które dotyczyły tego, o czym mówił e-mail. Piszesz do kogoś, że za tydzień lecisz do Helsinek, a Gmail obok podpowiada, gdzie się w tym mieście zatrzymać.

Czy to nie brzmi jak Wielki Brat? Nikt żywy nie czyta twoich prywatnych wiadomości, to tylko automatyczny program, który reaguje na słowa kluczowe. Napiszesz w mailu „umarł w butach”, a program odeśle do reklam „buty - szeroki wybór”, „raj butów”, „buty - tysiące ofert!”.

Czego jeszcze możemy się po Knowledge Graph spodziewać? Większej precyzji, a jednocześnie szerszych skojarzeń. Będziemy szukali jednej informacji, a Google na podstawie tego, co o nas wie, podrzuci też coś innego. Maszyna będzie nie tylko szukała informacji dla nas, ale i za nas.

Jednak to, co naprawdę ma odmienić nasze życie, to inteligencja, jaką zyskają smartfony i inne urządzenia, które nosimy przy sobie. Już mały rozumek telefonu wystarczy, by sięgnąć po całą wiedzę Google'a zgromadzoną w tzw. chmurze. Pracują dla ciebie, choć nawet o tym nie wiesz, superpotężne maszyny w supercentrach obliczeniowych - telefon tylko interpretuje i przedstawia ich wyniki.

Na tej zasadzie działa rozpoznawanie mowy - na ulicy, gdy szybko potrzebujemy informacji o autobusie czy restauracji, niewygodnie jest pisać na małej klawiaturze. Łatwiej głośno powiedzieć w mikrofon telefonu: „Gdzie jest najbliższa apteka?”.

Wyobraź sobie, że wybierasz się gdzieś samolotem. Informację z elektronicznym biletem dostajesz mailem. Od tej chwili system zaczyna działać. Odczytuje list, wyciąga z niego szczegóły dotyczące lotu. Już kilka dni wcześniej zaczyna wyświetlać na ekranie smartfona przypomnienia o locie, dołączając do nich prognozę pogody dla celu podróży. Jednocześnie pyta, czy masz już zarezerwowany hotel - jeśli nie, to przedstawia oferty miejsc noclegowych odpowiadające twoim typowym wyborom (te śledzi na podstawie miejsc, w których przebywasz z wyposażonym w GPS telefonem).

 

Google NowFot. YouTube

 

W dniu wyjazdu oprócz przypomnienia na ekranie znajdujesz mapkę dojazdu na lotnisko wraz z oceną ruchu na trasie i przewidywanym czasem przejazdu. W razie problemów Google zasugeruje ci objazd lub wybór innego środka transportu. Powie o locie, ewentualnych opóźnieniach itp. Większość tych funkcji już działa, np. w najnowszej wersji komórkowego systemu Android 4.1.

Pierwszym przełomem w dziejach Google'a, mówi Amit Singhal, było zebranie wszystkich informacji w jednym miejscu. Uniwersalne wyszukiwanie - dziś oczywiste, dawniej nie do pomyślenia. Teraz, jeśli potrzebujesz zdjęć Warszawy, filmu o Warszawie czy najnowszych wiadomości z Warszawy, to wszystkie je znajdziesz w Google'u. Kiedyś informacje były rozproszone po wielu systemach.

Drugi przełom to wprowadzenie autouzupełniania. Wystarczy, że wpiszesz kilka znaków, a system stara się odgadnąć, czego szukasz, i podpowiada to. Niby drobiazg, ale w świecie urządzeń mobilnych, smartfonów, który staje się najważniejszy, taka funkcja jest kluczowa.

Trzecia rewolucja dzieje się teraz. To Knowledge Graph. Zmiana filozofii działania, przejście od szukania znaków do interpretacji prawdziwego świata. Trudno dziś wyrokować, jak to zmieni świat, a także nas samych. Żaden system nie odbierze nam zdolności samodzielnego myślenia i podejmowania decyzji, ale przecież one będą oparte na tym, do jakich informacji mamy dostęp i jak są one prezentowane.

- Nie ma pan czasem wrażenia, że Google stał się już sztuczną inteligencją? - pytam Amita Singhala.

- Sztuczna inteligencja to bardzo ogólne określenie - dla każdego może oznaczać coś innego. Gdybym 22 lata temu, gdy zaczynałem pracę nad wyszukiwaniem, zobaczył, jak dziś działa Google, pewnie uznałbym go za sztuczną inteligencję. I gdybym dziś zasnął i obudził się za kolejne 22 lata, znowu powiedziałbym: „To dopiero jest sztuczna inteligencja!”. Dlatego wolę mówić, że to, czym zajmujemy się w Google'u, to budowanie „użytecznej” inteligencji. Jeśli wziąć do kupy, nasz Knowledge Graph, wyszukiwanie głosem i wiele innych funkcji, to można powiedzieć, że zbudowaliśmy komputer ze „Star Treka”. Zawsze chciałem taki zrobić od czasu, gdy w latach 60. oglądałem ten serial w czarno-białym telewizorze. Czy to już sztuczna inteligencja?

No, prawie, choć pogadać z nią się nie da. Ale to ona tu rządzi i decyduje, ile z coraz szczelniej nas otaczającej wirtualnej chmury przed nami się odkryje.

Komentarze (44)
Zaloguj się
  • Gość: Obym się mylił

    Oceniono 36 razy 16

    aż ludzie przestaną całkiem myśleć. Badania dowodzą,że inteligencja oraz mózg ( ale nie tylko) zanika jeżeli ich nie ćwiczyć, używać.
    Tak,że będzie jak w filmach sf , z czasem ludzie będą takimi bezmózgami uzależnionymi od elektroniki, że sztuczna inteligencja przejmie bez problemu panowanie na ziemi i nad ludżmi

  • neolith

    Oceniono 25 razy 11

    Niezwykle ciekawy artykuł pokazujący kierunek rozwoju wyszukiwania informacji na przestrzeni ostatnich lat.
    Znając życie zaraz pojawią się tutaj komentarze, że Google współpracuje z CIA lub, że ktoś nie korzysta z Google tylko pogodę przepowiada mu szaman, że to wszystko dla kasy itp.

  • Gość: Inteligentny

    Oceniono 9 razy 3

    Google to największy szpieg związany ze służbami specjalnymi.

  • sselrats

    Oceniono 5 razy 3

    "Rozwiaze klopoty" - kto tu kvrwa tlumaczy? Oczywiscie w oryginale bylo solve your problems ale tlumaczenie jest do dvpy.

  • Gość: Jan

    Oceniono 16 razy 2

    Wszystko spoko, tylko póki co algorytm google jest strasznie dziurawy i łatwo go oszukać, więc wyniki wyszukiwania z roku an rok robią się coraz gorsze. Zresztą algorytm uzupełnień to w ogóle śmiech na sali.
    Druga sprawa - odnoszę wrażenie że google chce być monopolistą w każdym względzie. Właśnie Knowledge Graph czy shopping, który będzie pewnie niedługo wprowadzany w EU o tym świadczy. Nie żeby mi jakoś szczególnie to przeszkadzało, może to jednak prowadzić do niezbyt dobrej sytuacji.

  • Gość: Jarecki

    Oceniono 1 raz 1

    Tak gdzie Google, tam koniec rynku i koniec innowacji.

    Nie są w stanie zrobić porządnego robota do indeksowania, a co dopiero sztuczną inteligencję. Szkodliwa firma, która przynosi nauce jedynie spustoszenie. Jeszcze kilka lata temu przed erą dominacji korporacji Google ciągle pojawiały się zapowiedzi nowatorskich narzędzi wyszukiwawczych, dzisiaj pustynia.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX