Rok po ACTA - co nam dały protesty? W imię czego wyszliśmy na ulice?

Paweł Płaza
30.01.2013
A A A
Manifestacja przeciw ACTA we Wrocławiu. Tu także dopisała frekwencja. Na ulice wyszło ponad 5 tys. osób

Manifestacja przeciw ACTA we Wrocławiu. Tu także dopisała frekwencja. Na ulice wyszło ponad 5 tys. osób (Fot. Marcin Biodrowski / Agencja Gazeta)

Na początku 2012 roku tysiące ludzi protestowało w Polsce przeciw ACTA. Minął rok i... no właśnie, czy zostało coś z tego ruchu? Czy był to tylko "jednorazowy wybryk" części społeczeństwa?

O co chodziło w ACTA?

Na początku przypomnijmy sobie, o co w ogóle chodziło w sprawie ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement). Umowa międzynarodowa wzbudzała duże kontrowersje już w momencie powstawania - proces ten był utrzymany w tajemnicy, co mogło dziwić, skoro ACTA miała dotyczyć głównie zachodnich demokracji, od Stanów Zjednoczonych, przez Polskę, na Japonii skończywszy.

W samej treści umowy jedne z największych kontrowersji wzbudzały zapisy z artykułu 27 - napisane dość ogólnym językiem rodziły obawy, że oddadzą w ręce posiadaczy praw autorskich zbyt wielką władzę, niekontrolowaną przez sądy. Mogliby bowiem cenzurować sieć blokując "pirackie" strony czy naruszyć naszą prywatność, domagając się danych osobowych domniemanych piratów.

Gdy w drugiej połowie stycznia do publicznej wiadomości podano, iż 25 stycznia polski rząd zamierza podpisać ACTA, szybko zaczął organizować się ruch sprzeciwu. Powstały dziesiątki fanpage'y na Facebooku - Nie dla ACTA w Polsce w styczniu zostało polubione ponad 200 tys. osób. Pojawiły się filmiki wyjaśniające powagę sytuację. Hakerzy zaczęli atakować strony rządowe, a polskie serwisy w ramach sprzeciwu "zaciemniały" swoje strony. Zaczęły się także jak najbardziej realne protesty w wielu miastach Polski - w Warszawie przeciw ACTA "skakano" przed przedstawicielstwem Parlamentu Europejskiego, a w Krakowie demonstrowało aż 15 tys. osób.

Odnieśli sukces - po podpisaniu ACTA rząd wycofał się i ogłosił, że nie będzie ratyfikował umowy. Z racji tego, że protesty miały miejsce także w innych krajach Europy, także poszczególne ciała Unii Europejskiej zaczęły sprzeciwiać się umowie sprawiając, że stała się praktycznie martwa.

Jak to zrobiliśmy?

(Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)

Rozmiar protestów wciąż jednak zadziwia wielu, nie tylko w Polsce. Jak napisał Aleksander Tarkowski w "Jak skapitalizować polską cyfrową wiosnę?":

Zagraniczni aktywiści działający na rzecz swobód cyfrowych pytają: jak Polacy to zrobili? Czy możecie nas tego nauczyć?

"Jak to zrobiliśmy?" to ważne pytanie. Bez odpowiedzi na nie może być trudno reaktywować ruch w przyszłości, kiedy pojawi się kolejne, podobne zagrożenie. Co więc nami motywowało, kiedy protestowaliśmy przeciw ACTA? Na samym początku nie można zapomnieć o tym, co działo się w tamtym czasie w Ameryce.

W Stanach Zjednoczonych pojawiły się plany wprowadzenia SOPA i PIPA, dwóch aktów prawnych, które miały walczyć z piractwem. Sieć zawrzała, internetowi giganci wzywali do protestu, a nowozelandzka policja... aresztowała Kima Dotcoma, FBI zaś zamknęła serwery Megaupload.com. Nic dziwnego, że atmosfera w internecie była napięta. Polacy mogli to jednak bagatelizować - w końcu to problem Ameryki, co nie? No nie, bo pojawił się problem ACTA.

Specyficzna atmosfera nagonki to jedno, ale w grę wchodziły także inne czynniki? Szereg fundacji i osób zainteresowanych kwestiami internetu nawoływało do protestów hasłami obrony wolności sieci i prywatności. Nie można także zapominać, że ACTA było wymierzone w piractwo, czym uderzało w wielu internautów. Jak stwierdzono w badaniu "Obiegi Kultury" autorstwa Centrum Cyfrowego Projekt: Polska:

Pomijając telewizję, Polacy aż trzykrotnie częściej korzystają z kultury w sposób nieformalny niż formalny (odpowiednio 39% i 13%) - pożyczając sobie książki, oglądając filmy online lub 'ścigając' pliki z Sieci. Co zaskakujące, to właśnie te osoby które najczęściej 'zdobywają' treści kulturowe za pośrednictwem internetu również najczęściej kupują książki w księgarni, są klientami sklepów muzycznych i najczęstszymi bywalcami seansów kinowych.

Nietrudno zauważyć, że oznaczałoby to, iż ACTA miała uderzyć bezpośrednio w 26% społeczeństwa. Czy więc to o kulturę poszło? Katarzyna Szymielewicz, prezes fundacji Panoptykon sprzeciwiającej się rosnącemu nadzorowi nad społeczeństwem i aktywnej w czasie protestów w sprawie ACTA, uważa, że motywacji mogło być jeszcze więcej:

Bez rzetelnych badań trudno określić motywację, jaka kierowała poszczególnymi grupami. Mogła być najróżniejsza, nie tylko wynikająca z potrzeby obrony szeroko pojętej wolności w internecie czy dostępu do kultury. Ludzi mógł oburzyć sam pomysł poddania ściślejszej regulacji sieci, która w powszechnym rozumieniu jest "Dzikim Zachodem" dzisiejszego świata. Mogli także dawać upust swojemu wkurzeniu na rządzących, występując w roli polskiej wersji ruchu Occupy. Motywacji mogło być wiele, ważniejsze jest jednak to, że ludzie się zaangażowali.

Tak, mogliśmy!

A co nam zostało po protestach przeciw ACTA? No, umowa została pogrzebana, to pewne. Można spokojnie założyć, że próba wskrzeszenia ACTA byłaby politycznym samobójstwem. Czy jednak odrzucenie jednego dokumentu to wszystko? Wiele wskazuje na to, że zmieniło się także podejście rządu.

W przesłanej do nas odpowiedzi Małgorzata Steiner z Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji napisała:

Sprawa ACTA zmieniła stosunek administracji do internetu. Skalę zmian widać po tym, że rok 2012 zaczął się od debaty w Polsce w sprawie ACTA, skończył znaczącą rolą Polski na światowej konferencji  telekomunikacyjnej w Dubaju. (...) Wyciągając wnioski z lekcji ACTA, traktatu, który był konsultowany w sposób tradycyjny, lecz bez uwzględnienia zmian społecznych związanych z dostępem do sieci, w sierpniu 2012 r. MAC ogłosił powszechne publiczne konsultacje zmian w Międzynarodowych Regulacjach Telekomunikacyjnych (ITR), udostępniając obywatelom tekst przygotowywanych poprawek (wcześniej nie były one publicznie dostępne). Tu warto podkreślić, że byliśmy pierwszym krajem na świecie, który zdecydował się na tak szerokie konsultacje. I to pod naszym wspływem Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny udostępnił projekt zmian w ITR.

W Dubaju polska delegacja opowiadała się przeciwko planom poddania sieci kontroli międzyrządowej organizacji. Finalnie Polska dokumentu nie podpisała, wraz z wieloma innymi państwami, głównie Zachodu.

Zmianę potwierdza Katarzyna Szymielewicz z fundacji Panoptykon:

Widać pewną zmianę po stronie rządowej od czasu ACTA. W tych kręgach przestał pokutować wizerunek "internauty z piwem", zaczęto rozumieć, że internet to kluczowy obszar działań obywatelskich.

Największym dziedzictwem ACTA jest więc według niej:

Dziedzictwo obywatelskie - sprawa ACTA pokazała, że to, co zdecydują rządzący, wcale nie jest ostateczne. Że protestując na ulicach i w sieci możemy realnie wpłynąć na te decyzje, zmusić urzędników i polityków do przyznania się do błędu czy niewiedzy. To potężne i bardzo budujące doświadczenie, które będzie procentować w przyszłości.

Ale czy możemy?

Z ACTA nie wyłoniła się żadna nowa, silna organizacja. Apolityczność ruchu mogła pomóc mu rozkwitnąć, ale sprawiła, że w polityce najbardziej zainteresowani kwestiami sieci są urzędnicy MAC. Ten brak politycznej przeciwwagi, obecności internetu w sferze publicznej, może trochę rozczarowywać. Z drugiej jednak strony protesty stały się cennym doświadczeniem obywatelskim. Zaprotestowaliśmy i dopięliśmy swego. Pytanie, czy to powtórzymy, jak zaistnieje taka potrzeba?

Komentarze (16)
Zaloguj się
  • Gość: TTT

    Oceniono 27 razy 27

    I teraz odwracanie kota ogonem. Prosze sobie jednak przypomniec, ze AGORA tez popierala przyjecie ACTA. Zreszta jak wiekszosc polskich wydawnictw i organizacji. Czy Wy nie cierpicie na rozdwojenie jazni?

  • rabbinhood

    Oceniono 13 razy 11

    Ludzie pokazali ze ktoś narusza ich interesy i to w bardzo nieuczciwy sposób. To było pospolite ruszenie. Nie wiem dlaczego ktoś chce zrobić z tego ruch polityczny? Może łatwiej byłoby ustalić liderów i wpływać na ich świadomość? Na szczęście to była "ławica" rodaków i w takim przypadku nie ma lidera a świadomość jest zbiorowa i wspólna.

  • Gość: rewolucja3d.pl - blog o druku 3d

    Oceniono 7 razy 5

    Internet jest nieodłącznym składnikiem współczesnej demokracji. Próba cenzury i kontroli jego treści może odbyć się wyłącznie ze szkodą dla samej idei demokracji właśnie.

  • Gość: jamci

    Oceniono 3 razy 3

    acta to kolejny krok do wasalizacji świata względem koncernów amerykańskich... spróbujcie ludziom zabrać telewizję, wtedy zobaczycie co to rewolucja!

  • Gość: młody wykształcony z miasta

    Oceniono 3 razy 1

    Jak to Polacy zrobili?

    Tak samo jak wtedy gdy dobrobyt życia w państwie Tuska (nota bene zwolennika ACTA, rosnącej inwigilacji i różnorodnych form karania obywateli) wygoni ludzi na ulice.

  • Oceniono 1 raz 1

    POBUDKA!!! Nie czytajcie tych bzdur!!! Wszystkie mainstreamowe media podają wam takie informacje, które wywołają waszą określoną z góry reakcję!

  • Gość: nn1111111

    0

    A w cieniu acta rząd przegłosował wydłużenie czasu pracy do emerytury a wy mielicie coś o demokracji itp ! Myślę że to jest nowa taktyka dzisiejszych rządów. Dzisiaj na fali mamy pana Anie G., ciekawe czym nas teraz obdarują ?
    Jeżeli rząd zrobi coś w sprawie acta to dowiemy się o tym na przesłuchaniach :)

  • Gość: wolontariusz

    0

    A może podziałały kampanie społeczne? To przecież z naszych pieniędzy poszła z ministerstwa kasiora na kampanię Fundacji Legalna Kultura.

  • Gość: le Ming

    Oceniono 11 razy -9

    W protestach przeciw ACTA chodziło tylko i wyłącznie o zachowanie wygodnego status quo, które w Polsce pozwala okradać twórców w majestacie prawa; o bezkarne ściąganie seriali, książek, programów i filmów z sieci. I proszę nie pleść bzdur, jak pani z Panoptykonu, że "poznanie motywacji wymagałoby dogłębnych badań". Na ulice wyszli wtedy złodzieje i zwolennicy złodziei.

    "to właśnie te osoby które najczęściej 'zdobywają' treści kulturowe za pośrednictwem internetu również najczęściej kupują książki w księgarni, są klientami sklepów muzycznych i najczęstszymi bywalcami seansów kinowych"

    Bzdura. Jakoś nie zdarza się, żeby powtarzający ten bzdet odsyłali do źródeł. Zresztą bez większego wysiłku można wskazać badania dowodzące czegoś wręcz przeciwnego - wszystko zależy od tego, kto za takie badania płaci.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX