Wizjonerzy, marzyciele i szaleńcy, którzy chcą zmienić świat - dzień na Uniwersytecie Osobliwości

Czasem śmieją się z siebie, że wszystkie problemy ludzkości chcą naprawić za pomocą dronów i druku 3D. Ale potem przestają żartować i tworzą rozwiązania takie jak świecące rośliny - zamiast żarówek - albo drukowanie DNA.

Pomieszczenie jest przestronne. To przestrzeń na której siedzi 80 studentów z całego świata. Przed nimi podwyższenie z dużymi monitorami, na nim dwóch prowadzących zajęcia. Zaraz zacznie się quiz.

- Zasady są proste. Dzielicie się teraz na 10 drużyn. Dwie grupy wychodzą na scenę, dostają dziedzinę życia z której problem trzeba rozwiązać i narzędzie które ma do tego służyć. Macie minutę na naradę, a potem 30 sekund na przekonanie słuchaczy, że to wasz pomysł jest lepszy. Wszystko zrozumiałe? To zaczynamy! - zapowiada prowadzący.

Studenci są podekscytowani. Ja też, chociaż siedzę skromnie z tyłu i tylko przysłuchuję się zajęciom. Jestem na Uniwersytecie Osobliwości w ośrodku NASA znajdującym się w samym sercu Doliny Krzemowej. 50 metrów dalej jest „piracki McDonalds”, skąd sterowano akcją przywracania porwanego satelity. Siedziba Google znajduje się zaledwie 3 kilometry dalej.

- OK, powitajmy dwie pierwsze drużyny! A wasze zadanie to... - prowadzący zawiesza na chwilę głos - ... jak zastosować druk 3D aby zlikwidować ubóstwo! Gotowi?

Singularity University (SU) nie jest prawdziwym uniwersytetem. Nie ma rektora, ustalonej struktury i kilku wydziałów zajmujących się różnymi dziedzinami wiedzy. To instytucja, w której skrupulatnie wyselekcjonowani studenci przez 10 letnich tygodni słuchają interdyscyplinarnych wykładów. Wszystkie mają jednak wspólny mianownik - technologie. Ogromny wpływ na to, jak ostatecznie ukształtowała się instytucja, miał prezes Google, Larry Page. Na samym początku zaznaczył, że jego firma wesprze SU finansowo, jeśli ten poświęci się „rozwiązywaniu największych wyzwań stojących przed ludzkością”. Tak też się stało i teraz studenci SU biorą udział w zajęciach, których ostatecznym celem jest poprawa jakości życia miliarda ludzi w dziedzinach takich jak: służba zdrowia, żywność, edukacja, środowisko, bezpieczeństwo, itd.

Sala wykładowa w Singularity UniversityFot. Joanna Sosnowska/ LG G3

Na scenie przez chwilę trwały gorączkowe narady. Teraz pierwsza grupa tłumaczy, że ich pomysł na zastosowanie druku 3D do walki z ubóstwem polega na drukowaniu cegieł z recyklingowanego plastiku. Gdy zbudowane już zostanie schronienie, drukarka 3D będzie mogła służyć do napraw niezbędnych w gospodarstwie domowym urządzeń. Z kolei druga grupa proponuje drukowanie mięsa i skóry. W ten sposób zaspokojone będą przynajmniej podstawowe potrzeby tych najbiedniejszych.

Studenci SU to niepoprawni idealiści - każdy z nich naprawdę chce zmienić świat. I często ma już za sobą całkiem spore osiągnięcia. W tym roku na 10-tygodniowy kurs na Singularity University dostało się dwoje Polaków - Kamila Staryga z Google i Paweł Jarmołkowicz, założyciel firmy Harimata, która chce wykrywać u dzieci autyzm. Spotykam się z nimi krótko po rozpoczęciu kursu i oboje są jednogłośnie zachwyceni pobytem na SU.

Na scenie pojawiają się dwie nowe grupy studentów. Ich zadaniem jest zastosowanie sztucznej inteligencji w służbie zdrowia. Zaczynają się prowadzone szeptem narady.

Co to jest Singularity University?

Studenci Singularity University z Anousheh Ansari, pierwszą kobietą, która poleciała w kosmos za własne pieniądzeFot. Singularity University

Jak już się pewnie zorientowaliście, SU uniwersytetem jest tylko z nazwy. To raczej think-tank ludzi skupionych wokół inwestorów z Doliny Krzemowej, naukowców, filozofów, przedsiębiorców i wizjonerów. Założony został przez dwie wyjątkowe osoby - Petera Diamandisa i Raya Kurzweila. Diamandis założył X Prize Foundation - organizację, która nagradza przełomowe rozwiązania służące dobru ludzkości. Być może najgłośniej było o niej w 2004 roku, kiedy przyznała 10 milionów dolarów firmie Scaled Composites za zbudowanie SpaceShipOne, pierwszego komercyjnego pojazdu kosmicznego. Ray Kurzweil to naukowiec, futurolog, propagator pojęcia „technologiczna osobliwość” które ma objawić się powstaniem prawdziwej sztucznej inteligencji. Kurzweil przypuszcza, że stanie się to najdalej do 2045 roku, to dzięki niemu uniwersytet nosi swoją nazwę.

W założonym przez nich uniwersytecie główną rolę odgrywają nanotechnologie, biotechnologie, drony, druk 3D i robotyka, czyli ogólnie „rozwijające się w tempie wykładniczym technologie”. Słowo „wykładniczy” jest tam często powtarzane. Nawet hasło do WiFi to 12481632. Technologie nie są tam traktowane jako cel, ale jako środek do jego osiągnięcia.

SU został założony w 2008 roku, a swojego kapitału użyczyły firmy takie jak Greentech, Google, Cisco, Nokia i Autodesk. Jesteśmy jednak w Dolinie Krzemowej - wiadomo, że w którymś momencie będzie chodzić o pieniądze. Według założeń kursu mniej więcej w połowie zajęć studenci dobierają się w grupy i zakładają własne start-upy, które dzięki technologiom mają rozwiązywać jakiś problem ludzkości.

Zabrzmiało patetycznie, wiem. Ale dawno nie widziałam tylu idealistów w jednym miejscu.

Zwykły dzień na Uniwersytecie Osobliwości

Kamila StarygaFot. Joanna Sosnowska/ LG G3

Zajęcia na SU trwają 13 godzin dziennie. Zaczynają się o 9, trwają do 22.

- Ale tak naprawdę codziennie siedzimy do późnych godzin nocnych - opowiada mi Kamila Staryga, która w tym roku bierze udział w kursie - bo później sami studenci organizują dla siebie tak zwane "unconferences”, kiedy już bez udziału prowadzących omawiamy interesujące nas zagadnienia. Nie mogę powiedzieć, żebyśmy dużo spali - śmieje się.

Kamila to niewysoka, sympatyczna blondynka. Pochodzi ze Skierniewic, ale na co dzień pracuje w Google w Mountain View, gdzie zajmuje się przyjaznym systemem pomocy użytkownikom.

Na 10-tygodniowy letni kurs przyjmowanych jest 80 osób z całego świata (czesne wynosi 25 tysięcy dolarów, niektórzy mogą liczyć na częściowe albo pełne stypendium). Zgłoszeń jest zawsze bardzo dużo, a przyjmowana jest tylko wyselekcjonowana grupa osób.

- Dostałam się na SU dopiero za drugim razem - opowiada Kamila - gdy aplikowałam po raz pierwszy nie miałam do końca przemyślanej koncepcji tego, co chcę osiągnąć na Uniwersytecie Osobliwości. Dało mi to do myślenia, więc przez kolejny rok skrupulatnie się przygotowywałam, czytałam, poszerzałam wiedzę. Gdy przyszło do wypełniania formularza zgłoszenia zamknęłam się w domu na dwa tygodnie. Pisałam całą noc. No i tym razem się udało.

Paweł JarmołkowiczFot. Joanna Sosnowska

- Jak dostałem się na SU? Wygrałem Global Impact Competition w Budapeszcie - mówi z kolei Paweł Jarmołkowicz - to taki konkurs dla osób, które chcą coś zmienić na świecie. Dzięki temu dostałem stypendium. Przez pierwszych kilka dni czułem się onieśmielony w stosunku do tych wszystkich osób. Tu każdy już coś osiągnął - ma za sobą dokonania naukowe, biznesowe albo założył znaną firmę. Dopiero później w rozmowach z ludźmi wychodzi, że na początku każdy się tak czuje. I to w sumie jest fajne, bo od każdego można się tyle nauczyć!

Wśród słuchaczy SU są osoby które rzuciły pracę w korporacji i przez kilka lat wędrowały po Tybecie, pracownicy wielkich firm, świeżo upieczeni absolwenci uniwersytetów i naukowcy. Zajęcia prowadzone są przez największe umysły współczesnego świata - wykładowców Stanforda, naukowców z NASA, Michaela Morella - byłego szefa CIA, który opowiadał o tym, jakie wzorce można zastosować do bieżących wydarzeń żeby przewidzieć te przyszłe.

Do dyspozycji studentów pozostaje laboratorium w którym mogą przeprowadzać własne eksperymenty. Nie jest to jednak sterylne pomieszczenie w którym prowadzone są badania naukowe - widzę wokół drukarki 3D, drony, Oculus Rift, teleskop, Raspberry Pi - każdy może zbudować i zaprogramować swój sprzęt. To tym ważniejsze, że pod koniec kursu odbędzie się Demo Day - wówczas Singularity University odwiedzą wszyscy najważniejsi inwestorzy z Doliny Krzemowej oraz przedstawiciele organizacji i firm potencjalnie zainteresowanych rozwiązaniami które zostaną tam zaprezentowane (np. UNICEF).

Sztuka dla sztuki?

No dobrze, ale czy cokolwiek wynika z kursów prowadzonych na SU? Czy przynosi wymierne korzyści? Tak - już teraz istnieje kilka firm, które się stamtąd wywodzą i które mogą poważnie namieszać w naszej przyszłości.

Jedną z nich jest Cambrian Genomics - firma, która drukuje DNA. Założenia są takie: genom ludzki jest już znany, ale do tej pory można było zbadać krew i na tej podstawie stwierdzić, czy w naszym DNA znajdują się jakieś nieprawidłowe geny. Jeśli tak - pozostawało czekać na to, co przyniesie przyszłość i mieć nadzieję, że nie znajdzie się w niej poważna choroba. Cambrian Genomics analizuje DNA i jest w stanie wydrukować "dobre geny” - obecnie wciąż nie ma jednak skutecznego sposobu implementacji takich genów. Pozostaje jeszcze kwestia pieniędzy. Można przypuszczać, że będzie to zabawa wyłącznie dla najbogatszych, którzy w ten sposób zaczną tworzyć lepszą rasę ludzi. Ale nie - taki wydruk kosztuje ok. 100 dolarów (ok. 350 zł).

Dzięki SU powstała też firma Modern Meadow, która eksperymentuje z produkcją mięsa i skóry na drukarce 3D. Dlaczego nie, skoro powstały już rozwiązania takie, jak hamburger z probówki (jego poważną wadą było to, że produkcja mięsa kosztowała 250 tysięcy dolarów, więc był to najdroższy hamburger świata). A mięso wydrukowane na drukarce 3D może być całkiem smacznym i niedrogim źródłem białka dla mieszkańców trzeciego świata.

Z kolei Made in Space postawiło sobie za zadanie zmierzyć się z problemem eksploracji kosmosu. Zespół z SU opracował sposób w jaki można drukować w 3D w kosmosie (chodzi o przezwyciężenie mikrograwitacji). Obietnica została już spełniona - drukarka została wysłana na Międzynarodową Stację Kosmiczną 15 czerwca tego roku. Dzięki niej astronauci będą mogli sami wytwarzać narzędzia, które do tej pory trzeba było wysyłać z Ziemi.

Takich firm wywodzących się z SU jest więcej. W tym roku powstaną kolejne. Paweł Jarmołkowicz zdradza mi w zaufaniu, że chce zająć się profilaktyką opieki zdrowotnej z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i biotechnologii. Nie może wyjawić, na czym ma to polegać. Wszystko zostanie ujawnione podczas Demo Day pod koniec sierpnia.

Techno-utopia

Hangar OneFot. Joanna Sosnowska/ LG G3

Nad całym kampusem NASA góruje gigantyczna szkieletowa konstrukcja. To Hangar One, jeden z największych na świecie obiektów tego typu. Został zbudowany w 1930 roku, trzymano w nim zeppeliny. Gdy teren przeszedł w ręce NASA hangar zaczęto rozbierać, ale konstrukcja okazała się na tyle piękna i imponująca, że postanowiono ją zostawić. Widać ją z każdego miejsca kampusu; wygląda jak współczesne dzieło sztuki.

W NASA Google testuje swój komputer kwantowy, w promieniu 100 kilometrów znajdują się najważniejsze firmy technologiczne świata, a ich przedstawiciele odwiedzają czasem SU i rozmawiają ze studentami jak równy z równym. W takich okolicznościach łatwo "odkleić się od rzeczywistości" i popaść w nadmierny optymizm dotyczący technologii. Jeśli rozmawia się tylko z entuzjastami i idealistami, łatwo uwierzyć, że sztuczna inteligencja wykorzystywana będzie wyłącznie w słusznych celach, a drukowanie DNA nie doprowadzi do powstania mutantów. Uniwersytet Osobliwości pełen jest dobrych intencji i wiary, że krzem i białko mogą funkcjonować w symbiozie. Studenci SU są trochę jak szaleni naukowcy (w tym pozytywnym sensie). Historia i popkultura dają nam wiele przykładów, kiedy idee marzycieli zostały wypaczone i wykorzystane do złych celów. Ale wiadomo, że gdyby nie szaleni naukowcy, to nauka nie ruszałaby się z miejsca.

- Wyobrażacie sobie powrót do normalnego życia? - pytam
- Nie wiem, nie myślę na razie o powrocie do normalności- odpowiada Paweł - Ale z pewnością pobyt tutaj bardzo mnie zmienia. Już powoli zaczynam myśleć jak moje działania mogą wpłynąć na miliard osób.
- Podobno wiele osób wpada w depresję po zakończeniu kursu - dopowiada Kamila - po tej dawce wiedzy, entuzjazmu i doświadczeniach nie wiedzą jak mają się odnaleźć w normalnej rzeczywistości. Jedno jest pewne, to przygoda życia.

Być może najlepszym podsumowaniem Uniwersytetu Osobliwości i osób, które on przyciąga będą słowa Steve'a Jobsa. Stwierdził on kiedyś, że ludzie szaleni na tyle, żeby myśleć, że mogą zmienić świat, naprawdę go zmieniają.

Partnerem wyjazdu do Krzemowej Doliny jest firma LG, producent smartfona LG G3
Więcej o:
Komentarze (7)
Wizjonerzy, marzyciele i szaleńcy, którzy chcą zmienić świat - dzień na Uniwersytecie Osobliwości
Zaloguj się
  • 9chomik9

    Oceniono 13 razy 7

    Bardzo ciekawa rzecz znależć się w otoczeniu ludzi tak kreatywnych. Myślę, że każdemu by się to przydało- sam byłby bardziej kreatywny.
    --------
    POLECAM: memytutaj.blogspot.com

  • crichton1

    Oceniono 12 razy 6

    Jak przeczytałem tytuł artykułu, to moje pierwsze skojarzenie odnośnie nazwy uniwersytetu było takie, że to Uniwersytet Osobliwości w sensie niezwykłości i dziwaczności, jak np. muzeum osobliwości. Z kolei angielskie Singularity kojarzy mi się w pierwszej kolejności ze słowem osobliwość w sensie naukowym (np. w sensie matematycznym, czyli punkt nieokreślony lub nieskończony, lub w sensie astronomicznym, czyli punkt we wszechświecie, w którym grawitacja i gęstość materii są nieskończone a objętość zerowa - jak np. w środku czarnej dziury). Podejrzewam, że nazwa uniwersytetu oznacza właśnie pojęcie w sensie naukowym, a nie dziwaczność. Nazwa Uniwersytet Nieskończoności byłoby tłumaczeniem budzącym bardziej poprawne skojarzenia, aczkolwiek zdecydowanie mniej dosłownym. :-)

  • Noam Abramowski

    Oceniono 3 razy 3

    Takie szkoły powinny być w każdym większym mieście a nie...
    To przerażające, że podczas gdy większość rządów tego świata wydaje niemal połowę swoich budżetów na zbrojenia, które albo się do niczego nie przydają, albo niosą śmierć i zniszczenie, zamiast na edukację i rozwój, dzięki którym moglibyśmy się uporać z większością bolączek współczesnego świata.
    Niestety, dopóki prymitywni, pazerni i ograniczeni ludzie będą sprawować władzę, to takie akcje nie będą sprawowały funkcję niemal wyłącznie propagandową. A ludzie kończący te kursy, albo nabawią się depresji, albo też staną się cyniczni, puści i chciwi a pożytku z ich pracy będzie tyle co nic.

  • 3-kuleczka

    Oceniono 67 razy -43

    pierdu pierdu, zabawka dla znudzonych bogatych, nic nie wnoszaca
    nie wyobrażam sobie nic gorszego, bardziej kiczowatego i głupiego niz sztuczne kwaiaty i w ogóle jakies wydumane bibeloty, "siedzimy od rana do nocy" - jasne, a co tacy ludzie moa innego robić? Czesne płaca bogaci rodzice a oni sie bawia
    Na pewno niejedna bardzo uzdolniona osoba o dobrym smaku tworzy piekne rzeczy, ale nie oni. Sa takie piękne miejsca i galerie, cudnie oswietlone, piękne, a tutaj Mc Donald - i wiemy wszystko
    ciag dalszy myszki micky i pluto

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX