Na lekcjach informatyki w Polsce nauka obsługi Worda trwa kilka miesięcy

Joanna Sosnowska
11.02.2016 18:11
A A A
Pracownia komputerowa

Pracownia komputerowa (Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta)

Dwie lekcje przeznaczone na naukę zakładania poczty internetowej, a arkusze Excela wypełniane są na papierze - tak wyglądają lekcje informatyki w Polsce. Zamiast poznawać nowe technologie, dzieci uczą się tego, co dobrze już znają. Ale coś zaczyna się zmieniać - w końcu obowiązkowa stanie się nauka programowania. A dzieci mogą na tym tylko skorzystać.

Mateusz Mach ma 18 lat i pochodzi z Lęborka. Ma za sobą już kilka poważnych projektów informatycznych, a obecnie jest prezesem firmy Five, w którą fundusz EVIG zainwestował ponad 400 tysięcy złotych. Oznacza to, że osiemnastolatek prowadzi firmę wycenianą na ponad milion złotych. Sam o sobie mówi, że jest "typowym nastolatkiem i wciąż nabierającym doświadczenia przedsiębiorcą oraz developerem”. Chociaż jego projekt zbiera mieszane oceny, to nie sposób nie doceniać zapału nastolatka.

Mateusz MachFot. Justyna Jazgarska

Mach, jak na swój wiek, ma całkiem sporą wiedzę. Ale - jak sam podkreśla - nie zdobył jej w szkole.

- Informatyka wciąż traktowana jest przez większość nauczycieli jako przedmiot dodatkowy - mówi Mateusz Mach - To, jaki materiał został przez nas zrealizowany w szkole nijak ma się do rzeczywistości i do coraz szybciej rozwijających się technologii.

Można to zrzucić na karb marudzenia nastolatka, ale wystarczy posłuchać dalej, żeby przekonać się, że coś jest na rzeczy

- Kilkadziesiąt razy słyszałem "Dzisiaj macie czas wolny”, a przecież lekcje informatyki są tylko dwie w tygodniu. Nauka zakładania poczty internetowej trwała dwie lekcje, a prace na konkurs musieliśmy robić w programie Paint. Jestem uczniem liceum, a prawdopodobnie w podstawówce nauczyłem się więcej.

Co jest problemem?

- Przede wszystkim nauczyciele - zaczyna wyliczankę Mach - Przeważnie to ludzie z przypadku, którzy nieraz sami mają problemy z zaawansowaną obsługą komputerów. Stosunek nauczycieli do informatyki nie wynika z troski o ucznia. Pozwalając na gry czy samowolne przeglądanie internetu opiekunowie nie chcą zadowolić podopiecznych, tylko ochronić samych siebie.

Osiemnastolatek wskazuje dalej, że nauka obsługi Worda w ich szkole trwała kilka miesięcy, tabele Excela wypełniane były na papierze, a przez niemal połowę lekcji skupiano się na teoretycznych zadaniach w książkach.

Czy nauka obsługi komputera w 2016 roku jest jeszcze potrzebna?

28.09.2011 NOWY TOMYSL KOLO PNIEW , UCZNIOWIE GIMNAZJUM IM. FELIKSA SZOLDRSKIEGO KORZYSTAJA NA LEKCJACH Z TABLETOW IPAD .   FOT. LUKASZ CYNALEWSKI / AGENCJA GAZETA  SLOWA KLUCZOWE: IPAD I PAD SZKOLA DZIECI UCZNIOWIE LEKCJA TABLET EDUKACJA INTERNETFot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Takie pytanie zadałam Piotrowi Stanisławskiemu, który pracę w Gazeta.pl łączy z nauczaniem informatyki w Szkole Podstawowej Eureka.

- Właśnie w 2016 roku to potrzebne! Bo dziś dzieci lepiej obsługują smartfony i tablety - tłumaczy Stanisławski - Nieintuicyjny i toporny interfejs w postaci myszki czy touchpada jest dość trudny. Na opanowanie tego potrzeba ok. 2-3 miesięcy. Trzeba nauczyć podstaw, schematów myślenia (ikony, foldery, pliki) oraz głównych mechanizmów (myszka, klawiatura, przeglądarka).

Podstawy są ważne, wiadomo. Ale z drugiej strony mamy doniesienia takie jak Daniela Światłego z serwisu MyApple. Syn autora tekstu, czwartoklasista, otrzymał jedynkę z informatyki. Pomimo tego, że całkiem świetnie rozumie działanie komputerów zarówno w teorii, jak i w praktyce.

- Wziąłem zeszyt i książkę do zajęć komputerowych i zacząłem czytać. Po chwili je odłożyłem i tępo gapiłem się w sufit - pisze Światły - (...) Lekcja o systemach operacyjnych. DOS, nakładki Windows 1 i 3, potem Windows 95 i kolejne jego edycje. Wzmianka, że jest jeszcze Mac OS i powstał w 1987 roku. Co?! W 1987 roku? Koniec, wszystko. A gdzie Android i iOS? Nie ma najpopularniejszych systemów operacyjnych? A może to nie są systemy operacyjne?

Jak zaczynali najwięksi świata technologii?

Jednym z ważniejszych elementów informatyki jest programowanie. Mark Zuckerberg zaczął kodować w wieku 10 lat, korzystał wtedy z komputera w gabinecie dentystycznym swojego taty. W tym samym wieku zaczynał Elon Musk. Założyciel Tesli i SpaceX sprzedał kod do gry wideo którą sam napisał gdy miał 12 lat. Zainkasował za nią ok. 500 dolarów. Bill Gates po raz pierwszy zobaczył komputer gdy miał 13 lat (pamiętajcie, że to było w roku 1968). Matki uczniów szkoły do której wówczas uczęszczał kupiły terminal ASR-33 i płaciły za czas dostępu do komputera należącego do General Electric. Gdy pieniądze się skończyły, Gates wykorzystywał błędy w systemie, żeby tylko móc z komputera korzystać.

Te trzy osoby to samouki. Wybitnie uzdolnieni, stworzyli wielkie rzeczy. W czasach ich młodości informatyka nie była podstawą programową w szkołach. A i tak zmienili (lub zmieniają) świat. Czy obecna forma nauki informatyki w polskich szkołach daje nam szansę na wykształcenie podobnych osobowości, czy też musimy polegać na samoukach?

Nauczanie programowania w każdej polskiej szkole

Coś powoli zaczyna się zmieniać. Jeszcze w tym roku ma ruszyć pilotażowy program nauki programowania w szkołach. Ministrowie edukacji narodowej, cyfryzacji oraz nauki i szkolnictwa wyższego zapowiedzieli, że od 2017 roku programowanie będzie już obowiązkowe dla wszystkich dzieci od pierwszej klasy szkoły podstawowej.

- Naszych dzieci nie stać na mozolne budowanie kompetencji cyfrowych w oparciu o rozwiązania pozaszkolne. Nie możemy odbiegać od uczniów z innych krajów i teraz robimy pierwszy krok - mówiła podczas konferencji Anna Streżyńska, minister cyfryzacji.

Co teraz przeszkadza w nauczaniu dzieci programowania?

- Brak sprzętu i strach nauczycieli - wyjaśnia Piotr Stanisławski - Nauczyciele nie uczą się takich rzeczy na studiach (choć powinni) i potem boją się, że nie dadzą rady. Brak sprzętu to kolejna kwestia. Każdy uczeń powinien mieć swój komputer - przy pracy w parach trudno jest znaleźć odpowiednie tempo i poziom.

Skontaktowałam się z Ministerstwem Edukacji Narodowej. Okazuje się, że obecnie trwa w szkołach inwentaryzacja sprzętu na którym mogą uczyć się dzieci. MEN nie odpowiada na razie na pytania dotyczące szczegółów programu nauczania programowania. Rzeczniczka ministerstwa, Justyna Sadlak, dopowiada jednak:

- Programowanie w intencji autorów projektu jest rozumiane znacznie szerzej niż tylko kodowanie w językach zrozumiałych dla komputerów.

Po co uczyć dzieci programowania?

metoda gumowej kaczuszkifot. Tom Morris, CC/Wiki

Wszyscy moi rozmówcy jak mantrę powtarzają, że programowanie porządkuje myślenie, uczy logicznego rozumowania, umiejętności rozwiązywania problemów. Dobrze to obrazuje tzw. metoda gumowej kaczuszki, czyli sposób na znalezienie błędów w oprogramowaniu. Polega ona na tym, że programista krok po kroku "opowiada" kaczuszce (albo jakiemukolwiek innemu obiektowi), co powinien robić każdy segment kodu. To taka forma myślenia na głos.

- Programowanie pokazuje też, że komputery to coś znacznie więcej, niż YouTube i Minecraft - mówi Stanisławski - Nagle z konsumenta treści (zwykle dość bezmyślnego) 7- czy 8-latek przekształca się w osobę która ma kontrolę nad komputerem albo robotem i sam mówi mu, co i jak ma robić. Co ważne, programowanie wciąga równie mocno dziewczynki i chłopców.

Programowanie w szkołach poza programem

Do tej pory oficjalnie nauki programowania w szkołach nie było, ale dzieci i tak mogły się go uczyć dzięki różnym programom dodatkowym. Jednym z najpopularniejszych tego typu programów są Mistrzowie Kodowania.

- Programowanie to trzeci język, język teraźniejszości i przyszłości - tłumaczy Blanka Fijołek z Samsunga. - Misją programu jest upowszechnienie nauki programowania - przede wszystkim wśród nauczycieli, bo to oni mają największe przełożenie na dzieci i młodzież.

Mistrzowie Kodowania to inicjatywa polskiego oddziału Samsunga. Program trwa nieprzerwanie od kilku lat, do tej pory wzięło w nim udział ponad 1200 szkół (wszystkich rodzajów - podstawowych, gimnazjalnych, ponadgimnazjalnych). Przeszkolono 3000 nauczycieli, a w zajęciach wzięło udział 100 000 uczniów.

- Zainteresowanie programem od początku było ogromne - opowiada Fijołek - zarówno ze strony dyrektorów placówek, rodziców, ale przede wszystkim samych nauczycieli. To właśnie oni wykazali się ogromną motywacją i determinacją w zdobywaniu nowych kompetencji.

Nauczyciele którzy zapisywali się na kurs uczyli różnych przedmiotów, nie tylko informatyki. A potem wykorzystywali programowanie w ramach własnych zajęć. Blanka Fiołek opowiadała mi, że np. na historii dzieci tworzyły interaktywny poczet królów polskich.

Przedstawiciele Samsunga zostali uwzględnieni w zespole, z którym MEN konsultuje zmiany w programie nauczania informatyki w Polsce. Najwyższy czas na zmiany, bo informatyka to nie tylko Word i Excel.

Komentarze (168)
Zaloguj się
  • Oceniono 90 razy 88

    Tu były nauczyciel informatyki. Nie z przypadku - wskutek świadomego wyboru, po inżynierii oprogramowania na politechnice, w dodatku z przygotowaniem pedagogicznym.

    Sprawdźcie, Sznowni Redaktorzy i Wielce Szanowni Dyskutanci, jak wygląda stosunek uczniów oraz ich rodziców do nauczania informatyki. Uczyłem jej w gimnazjum i liceum i w obu przypadkach bylo to samo: oczekiwanie - zarówno ze strony uczniów, jak i ich rodziców - by "dać sobie spokój", "nie męczyć dzieci", pozwolić uczniom grać i surfować w internecie. "Jak będę czegoś potrzebować, zapiszę się na kurs" - usłyszałem kiedyś od uczennicy. A od innej: "Ja nie potrzebuję informatyki. Ja będę panią prawnik i będę mieć od tego ludzi".

    Nauczenie licealistów adresowania komórek w Excelu to naprawdę wyczyn. Za skarby nie mogą pojąć, po co ten dolar. I po co im to wiedzieć - przecież można za każdym razem wpisać do komórki odpowiedni adres. Po co ja ich męczę, wyjaśniam? Korespondencja seryjna - to samo. Uczniowie są przekonani, że wszystko wiedzą, a proste pytanie wykraczające poza bezmyślne klepanie w klawiaturę to dla nich koszmar.

    Próbowałem uczyć programowania, absolutnych podstaw - i odwiedziła mnie mama jednego z uczniów. Że za dużo wymagam, że syn "znielubił" informatykę. Próbowałem nauczyć budowy stron internetowych w systemach CMS (na przykładzie bardzo przyjaznej Joomli) - bunt, że tyle wymagam. Itd.

    Aby skoncentrować uwagę uczniów na temacie lekcji, trzeba odciąć pracownię od internetu. Nie są w stanie powstrzymać się od ciągłego sprawdzania poczty, wpisów na fb i informacji o ulubionym klubie sportowym. Ale jak uczyć budowy stron internetowych bez dostępu do internetu?

    Kiedyś poproszono mnie, bym pozwolił uczniom zająć się "czymś ciekawym". Zapytałem, co by to moglo być. "Na przykład może byśmy sobie porysowali w Paincie" - brzmiała odpowiedź.

    Zdarzają się wyjątki, uczniowie naprawdę mądrzy i zaintereowani rozwijaniem swoich umiejętności, ale jest to absolutny margines. Przytłaczająca większość traktuje informatykę jak coś, co wprowadzono nie wiadomo po co, bo przecież on(a) już wszystko wie. Rodzice - to samo albo jeszcze gorzej. Jak dzieciak godzinami klepie w domu w klawisze, to znaczy, że jest świetny z informatyki.

    Miałem dość bycia pajacem. Teraz pracuję w branży IT i nie mam najmniejszej ochoty wracać do edukacji.

  • antepavelic69

    Oceniono 95 razy 79

    Grunt,że są dwie lekcje religii i planowana matura z tego przedmiotu:)

  • Oceniono 84 razy 68

    zastanówcie się tylko kto prowadzi informatykę w szkole podstawowej. Pani od nauczania początkowego, która wróciła po macierzyńskim, albo w najlepszym wypadku gość po informatyce, który nie ma pojęcia o uczeniu dzieci... Żeby chociaż program realizowali.. po dwóch latach zajęć syn przyniósł pendrive ze szkoły - nie było na nim NIC oprócz plików umieszczonych przez producenta...

  • Oceniono 84 razy 68

    hehe. analfabetyzm wtórny. kilka lat temu mówiło się, że teraz to dzieciaki lepiej obsługują kompa od ich rodziców. ale wraz z nastaniem bzdetnego androida sytuacja się zaczyna odwracać. okaże się za kilka lat, że najlepsi spece od informatyki, to Ci urodzeni między 78 a 90 bo to na ich młodość/nastoletniość przypadł boom pecetowy i każdy chłonął wtedy wiedzę jak gąbka. i choć wiem, że to wiedza już niemalże na pograniczu antyku to ciekaw jestem ilu dzisiejszych gimnazjalistów wie co to jest zworka i do czego służyła...

  • Oceniono 51 razy 49

    Niby wszyscy katują tego Worda od lat i przez lata (moje wspomnienie z informatyki z LO to był edytor tekstu z pakietu MS Works, na zmianę z Paintem), ale nadal mają problem z utworzeniem prostego dokumentu. Jakieś 80% CV kandydatów do pracy, które mam okazję oglądać jest przesyłane w formacie Worda, gdzie zamiast tabulatora jest używana spacja - co oczywiście skutkuje pięknym zielonym podkreśleniem. Do tego delikwent deklaruje doskonałą znajomość pakietu office - no to sorry, co można o takim kandydacie pomyśleć? Jest jeszcze kilka innych kwiatków: kilka lat temu stosowało się zastrzeżenie by przesyłać dokumenty w formacie PDF ale to przekraczało możliwości jakichś 90% kandydatów. Znam firmę, która na etapie rekrutacji robi proste testy praktyczne - ale nie z MS Office na którym się pracuje, tylko na OpenOffice (założenie jest takie, że jeśli ktoś potrafi obsługiwać narzędzie to zmiana narzędzia na analogiczne nie będzie problemem) - i jest to problem nie do przejścia dla wielu kandydatów. Sprawna obsługa komputera? Dobry żart.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX