Geolokalizacja - ciekawostka czy narzędzie? Pytanie o użyteczność

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że zdobywcą nagrody "Trend 2010" będzie geolokalizacja. Informowanie o dokładnym położeniu użytkowników trafia do coraz większej liczby usług - jest już w Google Buzz, dziś wprowadzenie tej funkcji ogłosił Twitter, czas jeszcze na Facebooka.

 

 

Dzisiaj rozpoczyna się festiwal South by SouthWest 2010. Jest to wydarzenie ważne dla filmu, muzyki, lecz również technologii - prezentowane są tam bowiem nowinki i ciekawostki z dziedziny Internetu. To właśnie za sprawą South by SouthWest w 2007 roku Twitter przedarł się przebojem do powszechnej świadomości internautów, by stać się najpopularniejszym mikroblogiem na świecie. W tym roku w ciemno obstawiana jest szeroko pojęta geolokalizacja.

 

Jedną z pierwszych usług wykorzystujących geolokalizację była Google Współrzędne (Latitude). Nie zyskała jednak szerokiej rzeszy fanów. Lepiej poszło już z Google Buzz. Aplikacja Buzz w telefonie przy wysyłaniu wiadomości pokazuje dokładnie na mapie, z którego miejsca postanowiliśmy się skontaktować ze znajomymi.

 

Google Latitude

 

Geolokalizacja dostępna jest od dzisiaj także na Twitterze. Na firmowym blogu opisano dokładnie jak uruchomić tę funkcję. Można zdecydować się na ujawnienie swojego dokładnego położenia, lub na okolice (np. miasto, dzielnica, itp.).

W przypadku Twittera funkcja ta może okazać się bardzo przydatna podczas wyszukiwania informacji. Jeśli bowiem poszukiwać będziemy informacji np. o wypadku samochodowym w naszym mieście, łatwiej będzie przefiltrować wyniki wyszukiwania.

 

Twitter z opcją geolokalizacji

 

Także o Facebooku mówi się, że wkrótce ogłosi dodanie nowej funkcji w portalu. I ma być to nic innego, niż właśnie geolokalizacja. Źródłem takich doniesień jest New York Times który podaje, że stanie się to najprawdopodobniej na konferencji f8 pod koniec kwietnia.

 

Do tego dochodzi wiele aplikacji mobilnych, które również umożliwiają dzielenie się ze światem informacją o swoim położeniu, oraz kilka serwisów internetowych, które jednak w Polsce nie są tak popularne jak wyżej wymienione. Mamy więc serwisy takie jak Gowalla, Rummble, FourWhere czy Foursquare. Ten ostatni stał się zresztą inspiracją do założenia strony Please rob me, o czym napomknęliśmy już w innym tekście. Foursquare zaczyna stawać się coraz bardziej popularny - ostatnio oświadczył, że w ciągu jednego dnia zanotowano ponad 300 tys. odwiedzin. Teraz, specjalnie z okazji rozpoczęcia South by SouthWest uruchomiono kolejny serwis - Vicarious.ly.

 

Foursquare

 

Geolokalizacja wyszła z cienia i jest implementowana do coraz większej liczby popularnych usług. Pozostaje jednak pytanie o jej zastosowanie. Informowanie bowiem znajomych, że "właśnie jestem w kawiarni X" niesie ze sobą jedynie tautologiczne przesłanie - "Y jest w kawiarni X" i nic więcej z tego nie wynika.

 

Można jednak znaleźć zastosowania bardziej przydatne. Takim jest na przykład ogłoszone dzisiaj przez Google wyszukiwanie produktów w pobliskich sklepach. Albo usługa działająca na podobnych zasadach, pokazująca na mapie znajdujące się w sąsiedztwie przedsiębiorstwa (kwiaciarnie, restauracje, itd.). Geolokalizację można wykorzystać także do promowania lokalu - jako zadowolony klient lub jako właściciel, zakładając kilkanaście kont i na wszystkich pisząc, że "tego przybytku właśnie szukasz". Może to działać także w drugą stronę - odstraszania. Jak pokazuje przykład FourWhere ustawionego na Warszawę, można dowiedzieć się gdzie "parmezan to zwykły ser w paseczkach" i którego miejsca nie należy odwiedzać.

 

A Wy co sądzicie o geolokalizacji?

 

Joanna Sosnowska

Więcej o: