CC: Un ciel artificiel

Możesz się wylogować kiedy chcesz, ale nie możesz stąd wyjść. Ale kto chciałby stąd wychodzić?

Wywiad z człowiekiem, którego miesiąc nie było w Internecie, został chyba odebrany mniej poważnie niż powinien. Jedna reakcja wszakże mnie zastanowiła - znajomy z forum poświęconego s.f. uznał takie dobrowolne odłączenie od sieci społecznościowych za fantastykę. Bo kto by się chciał odłączać, skoro tu jest tak pięknie? Niebo nad portem może mieć brudny kolor, ale gdy już znajdziesz odpowiedni kanał, to w telewizji zawsze świeci słońce.

Oczywiście, jest frakcja Morfeusza i Neo, bohaterów Matrixa, kultowego i żywego wciąż w potocznym języku (trudno znaleźć polityka, który by choć raz nie zapędził się na ryzykowne terytorium matrixowej metafory) dzieła o nieznośnej lekkości wirtualnego bytu. Wszyscy znają, ale przypomnę: po wojnie ludzi i maszyn ludzkość zostaje uwięziona w wirtualnym świecie, śniąc wspólny sen, z którego chce ich obudzić grupa rebeliantów. Nie dlatego, że nie mogą znieść więzienia, ale dlatego, że nie mogą żyć w tej cyfrowej ułudzie. To częsty motyw w fantastyce, która od czasów Philipa K. Dicka fetyszyzuje rzeczywistość i prawdę.

Ale przecież nie cała. W roku, w którym Wachowscy pokazali Matrixa, w Polsce zdobywało nagrody (Zajdel, Srebrny Glob, Elektrybałt) opowiadanie Antoniny Liedtke pt. CyberJoly Drim (do przeczytania on-line). Zestarzało się nieco, jak zresztą cały cyberpunk, ale wciąż w niesamowity sposób oddaje zeitgeist romantycznego okresu sieci, kiedy dawała nadzieję na lepszy świat. Z którego można się było wylogować, ale nie opuścić.

Cybernetyczne marzenia

Ten świat był piękny, nawet bez obecnej w opowiadaniu wirtualnej rzeczywistości. Wszyscy - freaki, geeki i fetyszyści - nagle znaleźli się w zupełnie nowej sytuacji. Pojedyncze dziwactwa połączyły się w silne nisze. Kiedyś byłeś sam ze swoją miłością do przebierania się za wiewiórkę, dziś masz do tego stronę, forum i grupę na Facebooku, pełną ludzi o podobnych zainteresowaniach. W dodatku w sieci jesteś tylko informacją, która jest o wiele bardziej plastyczna niż ograniczające nas mięso; dlaczego więc z niego nie zrezygnować? Bohaterowie CyberJoly Drim, w slangu opowiadania zwani świętymi Franciszkami, świadomie zdecydowali się na coś, od czego chcieli uciec protagoniści Matrixa: zrezygnowali z ciał na rzecz mózgów w słojach, ze stałym podłączeniem do wirtualnego świata. Bo chociaż niebo jest sztuczne, to uczucia są prawdziwe, jak śpiewa w piosence Pomme C Calogero.

Nie ma jeszcze oczywiście możliwości odłączenia się od mięsa i przeniesienia się z głową czy mózgiem do okablowanego naczynia, ale brak możliwości technicznych nie stoi na przeszkodzie. Parę lat temu zapytałem Yoshiki Sakurai, scenarzystę serialu Ghost In The Shell: Stand Alone Complex, jaka idea czy zjawisko będzie miała wpływ na młodych japońskich twórców. Odpowiedział:

Sądzę, że taki wpływ będzie miało coś, co rząd nazywa NEET. To określenie oznaczające młodych ludzi, którzy się nie uczą, nie pracują ani nie są na szkoleniach (Not currently engaged in Employment, Education or Training). Ich liczba wciąż się powiększa, to ponad milion ludzi, którzy nie chcą pracować, tylko siedzą w domu, zbierają figurki, oglądają anime i surfują po sieci. Hikikomori - ludzie, którzy zamykają się w swoich pokojach.

Ludziom z syndromem hikikimori, odciętym od realu i kontaktów z mięsem, brakuje neuromantyzmu cybernetycznej Joli, zjawisko postrzegane jest jako problem. Ale może to tylko pierwszy krok nowej ewolucji, ku zostaniu postczłowiekiem?

Michał R. Wiśniewski (mrw.blox.pl)

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski, jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.

Więcej o: