WikiLeaks - tak trzymać!

Ujawnienie 250 tysięcy kablogramów amerykańskiej dyplomacji stało się znakomitą okazją do medialnego zachłyśnięcia się plotkarskimi określeniami, ktoś w oficjalnej poczcie nazwał Putina ?samcem alfą" a Angelę Merkel "teflonową" i już jest sensacyjna okładka Sterna czy Spiegla. Tymczasem prawdziwe znaczenie WikiLeaks i aktualnej afery kablogramów leży zupełnie gdzie indziej.

Żyjemy w świecie, który coraz bardziej staje się tym, który w książce "Database Nation" dziesięć lat temu przewidział i opisał Simson Garfinkel, amerykański ekspert od spraw bezpieczeństwa komputerowego. Informacje o nas są i będą gromadzone, i nie da się tego zatrzymać. Jedyne co możemy zrobić, to nacisk polityczny w kierunku redukcji nierównowagi władzy wynikającej z gromadzenia informacji.

Praktyczne rozwiązanie zapostulował pisarz David Brin, w swojej niebeletrystycznej książce "The Transparent Society" (przejrzyste społeczeństwo).

Brinowskie społeczeństwo przejrzyste, to społeczeństwo, w którym wszyscy nagrywają wszystkich, w którym nie tylko władza nagrywa obywateli, ale obywatele nagrywają też władzę. Tylko w ten sposób można udowodnić przedstawicielom władzy naruszenie narzuconych im zasad. Bruce Schneier, największy światowy autorytet w dziedzinie bezpieczeństwa, krytykując koncepcję Brina podał jednak świetny przykład, dlaczego to się sprawdza:

W 2005 roku 17-letni nowojorczyk, Erik Crespo został aresztowany w związku ze strzelaniną, w której brał aktywny udział, co do tego nie ma żadnych wątpliwości, wszystko się nagrało na kamerze ochrony. Obronie udało się obniżyć wyrok, podnosząc, że przesłuchujący Crespo detektyw Christopher Perino, wmówił zatrzymanemu Crespo, że musi podpisać zeznanie, aby stanąć przed sądem, i nie powinien żądać adwokata. A to jest naruszenie zagwarantowanego w amerykańskiej konstytucji prawa do uczciwego procesu. Ale tę linię obrony udało się adwokatowi przeprowadzić tylko dzięki przytomności umysłu chłopaka. Podczas wstępnego przesłuchania włączył nagrywanie na odtwarzaczu MP3, który miał w kieszeni. Inaczej sędzia nie dałby wiary zeznaniom 17-latka zaprzeczającym zeznaniom policjanta. Crespo został skazany na 7 lat zamiast 15, a detektyw Perino miał osobną sprawę o krzywoprzysięstwo.

I to jest to samo, co w skali "przemysłowej" robi WikiLeaks. Człowiek, który wyniósł te dwieście pięćdziesiąt tysięcy kablogramów pewnie zostanie skazany, złamał przecież zasady ochrony informacji niejawnych. Ale dzięki temu będziemy mogli (my jako społeczeństwo) powiedzieć "sprawdzam" wybranym przez nas reprezentantom we władzach.

Nie udało mi się wczoraj w nocy w dostępnych danych odnaleźć kablogramów do/z Polski, ale jeśli okaże się, że znajdzie się tam potwierdzenie tego, że w Polsce jednak trzymano amerykańskich więźniów podejrzanych o współpracę z Al-Kaidą, to chyba Trybunał Stanu powinien porozmawiać z ówczesnym polskim rządem.

Uwaga: nie uważam, że wszystkie informacje powinny być z automatu i od razu jawne. Niektóre informacje powinny pozostawać tajne, ale jest ich bardzo niewiele. Uważam, że poza danymi o znaczeniu strategicznym takimi jak kody odpalania balistycznych rakiet strategicznych (00000000), społeczeństwa dążące do modelu społeczeństwa otwartego powinny z automatu odtajniać i ujawniać wszystkie informacje i dokumenty dotyczące działania administracji publicznej po określonej liczbie lat od ich stworzenia. Na przykład poufne po 2 latach, tajne po 10, a ściśle tajne po 25. I nawet supertajne informacje o znaczeniu strategicznym powinny być ujawniane, kiedy już to znaczenie stracą.

Tylko w ten sposób można zapewnić rozliczalność działań ludzi władzy. Tych, które dzisiaj ukryte są za pieczątką TAJNE specjalnego znaczenia.

 

Janusz A. Urbanowicz

Powyższy tekst jest rozszerzoną wersją komentarza z bloga Fnord.pl.

Więcej o: