Rewolucja nie odbywa się na Twitterze

ani na Facebooku.

Dwa lata temu Iran zalała fala zamieszek, wywołana społecznym niezadowoleniem z przebiegu wyborów prezydenckich. Ludzie wysypali się na ulice. Dwa lata temu media relacjonujące wydarzenia z Iranu twierdziły, że "ważnym źródłem informacji jest Twitter", a same wydarzenia ochrzczono mianem "twitterowej rewolucji". Amerykański Departament Stanu prosił nawet przedstawicieli serwisu, aby wstrzymali się z ogłoszeniem przerwy technicznej, aby w ten sposób nie został utrudniony przepływ informacji.

Gdyby nie Twitter, mieszkańcy Iranu nie czuliby się dość pewnie i silnie by powstać i walczyć o wolność i demokrację

powiedział później Mark Pfeifle, były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA. Zaproponował on też, by Twittera nominować do pokojowej Nagrody Nobla.

Teraz zamieszki odbywają się na ulicach Egiptu. Jak czytamy w doniesieniach prasowych

Demonstracje, zorganizowane w ramach "dnia gniewu" odbywają się w Aleksandrii, Suezie, Ismailii i innych egipskich miastach. Wezwano do nich na portalach społecznościowych Facebook i Twittter.

Czy to znaczy, że sytuację w Egipcie należy uznać za "facebookową rewolucję"?

"Rewolucja nie będzie tweetowana"

The situation appears calm after a night of violence, as anti-government demonstrators gather in Tahrir square, the center of anti-government demonstrations, in Cairo, Egypt, Thursday, Feb. 3, 2011. Thousands of supporters and opponents of Egyptian President Hosni Mubarak battled in Cairo's main square all day Wednesday, raining stones, bottles and firebombs on each other in scenes of uncontrolled violence as soldiers stood by without intervening. Government backers galloped in on horses and camels, only to be dragged to the ground and beaten bloody. (AP Photo/Lefteris Pitarakis)

Takiemu twierdzeniu sprzeciwia się znany amerykański socjolog, Malcolm Gladwell, kojarzony przede wszystkim z tytułem "Punkt przełomowy". W książce tej Gladwell usiłował wytłumaczyć, jakie są przyczyny rewolucji - zarówno tych politycznych, jak i tych mniejszych w rodzaju zmieniającej się mody. Doszedł on do wniosku, że wielkie zmiany wywoływane są przez niewielkie z pozoru czynniki. W artykule uzupełniającym książkę, który pojawił się w magazynie New Yorker dodał, że rewolucji nie przeprowadza się poprzez social media. Dlaczego nie? Bo więzy jakie łączą nas ze znajomymi na Twitterze czy Facebooku są zbyt słabe, by wywołać lawinę.

Koordynacja

 

Gromadzące wiele milionów osób manifestacje w Egipcie mogły być organizowane na Facebooku, ale niezadowolenie społeczne, frustracja i gniew narodziły się wiele miesięcy wcześniej w domach, kawiarniach i na ulicach. Twórczej (albo w tym wypadku dekonstrukcyjnej) czynności dokonać można z bliskimi osobami, opętanymi tą samą ideą. Serwisy społecznościowe w Egipcie pomagały w komunikacji, koordynacji i synchronizacji manifestacji.

Facebook i inne media społecznościowe z pewnością przyczyniły się do łatwości, z jaką mieszkańcy Egiptu mogli zorganizować demonstracje, do wiary we własną siłę sprawczą czy do prędkości wymiany informacji. Rewolucje miały miejsce od zawsze - teraz mamy po prostu narzędzia pozwalające na błyskawiczną wymianę myśli. Ale czy nośnik za pomocą którego przekazujemy informacje decyduje o samej rewolucji? Gladwell po raz kolejny nie zgadza się z takim twierdzeniem. Facebook i Twitter może i są zdolne do wywołania rewolucji. Ale ona jeszcze się nie zdarzyła.

Więcej o: