CC: Książki do spalenia

Wyrosłem w kulturze, w której książka była fetyszem. Świętością.

Może wynika to z religijnych fundamentów cywilizacji? Szanuje się książkę, bo w niej zapisane jest Słowo Boże. W książkach zawiera się cała pamięć ludzkości; przekazy ustne dawno zostały zapomniane, a zadrukowany papier trwa naprzeciw wiatrom historii, nawet w obliczu apokalipsy. Scena z klasycznej Ucieczki Logana - para uciekinierów z dystopijnego miasta zwiedza porośnięte dżunglą resztki cywilizacji, trafiając wreszcie do biblioteki, w której znajdują nie tylko mnóstwo książek, ale i żywego, starego (co jest kluczowe dla fabuły) bibliotekarza. Wizja dość naiwna - papier jest taki nietrwały. Wszystko mu szkodzi, wystarczy powódź - książki mokną i gniją, porasta je grzyb. Papier żółknie i rozsypuje w proch ze starości. Nie ma szansy w starciu ze złaknioną cennego źródła celulozy kozą. I ogień, łapczywy ogień, po którym słowa zmieniają się w popiół. O wiele trwalszym nośnikiem są te pogardzane za swoje techniczne zacofanie gliniane tabliczki.

Świadomość, że książki nie przetrwają próby czasu, jest podstawą postapokaliptycznej Księgi Ocalenia. W Hotelu Wieczność Wojciech Szyda opisał koniec książek, które strawić miał pożerający papier grzyb-wirus. Wreszcie w słynnej antyutopii Raya Bradbury'ego Fahrenheit 451 książki - jako niebezpieczne - miały zostać zakazane przez rząd i spalone przez specjalne oddziały strażaków (strażak klasyczny stał się zbędny, odkąd wprowadzono ognioodporne domy).

Czytanie szkodzi

Powieść Bradbury'ego z 1953 roku pełna jest morałów, nad którymi nie panował sam pisarz. Odczytywana była jako głos przeciwko cenzurze, szaleństwu politycznej poprawności i ogłupiającej roli telewizji. Ten ostatni lęk powraca co jakieś ćwierć wieku. Kiedy w latach 80. pojawiła się MTV i kultura teledysku z szybkim montażem (zwanego do dziś ?teledyskowym montażem?), wieszczono upadek zdolności myślenia przez pokolenie MTV. Skutkiem oglądania  turboobrazów miał być spadek koncentracji i umiejętności skupienia na jednej rzeczy.

Mija kolejne 25 lat i znowu stajemy w obliczu Upadku Cywilizacji Jaką Znamy. Tym razem nasze nieszczęsne mózgi przeorać ma Internet. Tezy z artykułu Nicholasa Carra Is Google Making Us Stupid? (Czy Google nas ogłupia?) przedstawił Jacek Dukaj w eseju Za długie, nie przeczytam..., pisanym z pozycji człowieka żyjącego ze sprzedawania opasłych, pokrytych drobnym drukiem papierowych cegieł. Wbrew pozorom w obliczu świata pełnego mózgów sformatowanych przez Sieć do przyjmowania dużych ilości małych porcji danych (w przeciwieństwie do długich papierowych narracji) Dukaj nie załamuje rąk: pisarze także ewoluują i dostosują się do nowego odbiorcy-cyborga.

Blogi i listy dyskusyjne miłośników książek pełne są, odkąd pamiętam, lamentów nad upadkiem tej dzisiejszej młodzieży, która nic nie czyta i od tego głupieje. Nie wydaje mi się, żeby od czytania człowiek robił się szczególnie mądry, zwłaszcza od czytania dla zabawy (rozwija wyobraźnię, ok, ale to samo robią klocki Lego i gry komputerowe). Ani dobry (Hitler miał pokaźny księgozbiór i co z tego). Kontakt z książką jest katatoniczny, trzeba zamknąć się w jej świecie, odciąć od sygnałów z zewnątrz. To dobre na wakacje. Nasycony mediami świat przyśpieszył, a wraz z nim nasze mózgi. Nieprzystosowani mogą zostać w tyle, stojąc na peronie z rozdziawionymi ustami i książką w ręku.

Nie ma co płakać nad spaloną książką.

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski, jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.

Więcej o: