CC: Kto przewodzi przewodnikom

Takie będą młodzieży, jakie ich wikipedie.

Pojawił się kolejny raport na temat opłakanego stanu czytelnictwa w Polsce, który zaowocował kilkoma pełnymi czarnych myśli artykułami. Nadal uważam, że zamiast walczyć z nieuchronną zmianą i postludzką ewolucją (CC: Książki do spalenia), należy raczej zastanowić się nad kształtem przyszłości i możliwością jej kontroli. Mam wrażenie, że wokół książek narosło wiele mitów, w ciemnych zakamarkach dzisiejszej paniki żyje pewnie wspomnienie Tarzana, wychowanka małp, który z elementarza sam nauczył się czytać, a nawet mówić!

Tymczasem książka jest jedynie uzupełnieniem procesu edukacji, który musi być interaktywny. W Diamentowym wieku Neila Stephensona występuje Lekcjonarz (Ilustrowany lekcjonarz każdej młodej damy), cudowny nanotechnologiczny gadget, interaktywny podręcznik mający stymulować rozwój dziecka; nie jest zresztą autonomiczny i do pełnego działania wymaga podłączonego przez sieć aktora. Ale to produkt dla wyższych sfer, nam szaraczkom powinien wystarczyć przewodnik Autostopem przez galaktykę opisany przez Douglasa Adamsa. Jak na twórcę fantastyki komediowej, Adams okazał się niezłym wizjonerem - wymyślił rybę babel i opisał elektroniczny, multimedialny i hipertekstowy przewodnik, zawierający hasła o wszystkich ważnych rzeczach w galaktyce. I w przeciwieństwie do zwykłej encyklopedii, nie jest nudny.

Wojna na słowa

Ten pomysł Adamsa z końca lat 70. trafił niedawno na rynek pod nazwą Kindle. To czytnik e-booków firmy Amazon, który oprócz zapewnienia dostępu do internetowej księgarni pozwala połączyć się z Wikipedią. Tak wyobrażam sobie piękną przyszłość - cybergimbusy wyposażone w Wiki'ndle, z dostępem do całej wiedzy, jaką ludzkość zgromadziła w internecie. Jedynym problemem pozostaje kontrola nad tą wiedzą.

Podstawowym narzędziem manipulacji rzeczywistości jest manipulacja słów. Jeśli kontrolujesz znaczenie słów, kontrolujesz ludzi, którzy muszą używać słów

- to nie Orwell, to Philip K. Dick. Podejście odbiorców do Wikipedii się zmienia - kilka lat temu dominowała naiwność (pamiętam głupie miny studentów uczących się z Wiki na wejściówki) i skrajna nieufność; dziś to się rozmyło. Wikipedia stała się, podobnie jak wyszukiwarka Google, jednym z domyślnych narzędzi. Dochodzimy powoli do punktu, w którym to co jest w Wiki będzie uznane za prawdę. A przynajmniej za obowiązującą wersję. I jak zaczarowany ołówek będzie zmieniać rzeczywistość.

Szczególne problemy ma polska wersja Wikipedii, z definicji peryferyjna. Wystarczy porównać sobie hasła w wersji en. i pl. - tamte pisane przez cały anglojęzyczny świat i te nasze, przaśne. To nie tylko problem skali, ale i pewnego cywilizacyjnego opóźnienia, jakie jest udziałem polskiego społeczeństwa. Otwartość Wikipedii jest jej zaletą, ale i przekleństwem. Podszyte ideologicznie wojny edycyjne odstraszają potencjalnych hasłopisaczy: komu się chce boksować z koniem?

Dlatego podoba mi się pomysł rzucony w czasie jednej z dyskusji na losem polskiej wiki - a może po prostu przetłumaczyć wersję angielską? Łatwo powiedzieć; nie obejdzie się raczej bez ryby babel.

Albo unijnych dotacji.

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski, jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.

Więcej o:
Skomentuj:
CC: Kto przewodzi przewodnikom
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX