Czy naprawdę potrzebuję drogiego i mocnego zasilacza?

Pytanie to nie jest bez sensu, gdyż cześć nabywców nie zwraca uwagi na ten aspekt swojego zestawu i mało obchodzi ich, co zasila ich komputer - ważne, że sprzęt się włącza. Drugą część ogarnia gigantomania i wydają setki złotych na urządzenia znacznie przekraczające ich potrzeby. W tej sytuacji ważne wydaje się wybranie złotego środka między tanim i tandetnym zasilaczem, a wysadzaną brylantami, małą elektrownią.

Jeszcze kilka lat temu standardem w cennikach sklepowych były obudowy komputerowe z zasilaczem (droższe) bądź bez nich (tańsze). Dziś, zdaje się, że to przeżytek i naprawdę trudno trafić na ?ofertę?, w której kupimy obudowę z zasilaczem, ale bez reszty komponentów. Na porządku dziennym natomiast widuje się reklamy gotowych zestawów, w których producent obiecuje potężny procesor i dużo pamięci RAM (niewiadomej prędkości), ale o zasilaczu nie wspomina ani słowem. Czemu tak się dzieje?

Warto uświadomić sobie, że zasilacz jest równie ważnym podzespołem, co szybki procesor czy wydajna karta graficzna. Zadaniem zasilacza jest, jak sama nazwa wskazuje, dostarczenie energii do poszczególnych podzespołów komputera. Ale nie energii ?po prostu?, tylko bardzo sprofilowanej, zasilanie komputera bowiem rządzi się swoimi prawami i musi spełniać dość restrykcyjne normy.

Zasilacz Modu

Zacznijmy od tego, że w gniazdkach płynie prąd zmienny o napięciu około 230 V. Podzespoły komputera zasilane są natomiast prądem stałym, w którym najmocniejsza linia ma raptem 12 V. Ponadto, jeśli sprawdzić miernikiem napięcie prądu w losowo wybranym gniazdku, zapewne wykaże on kilkuwoltowe spadki w sieci. Komputer i jego części nie mogą pozwolić sobie na takie sytuacje, wahnięcia muszą się mieścić w znacznie niższych granicach (określanych normą ATX). Jeśli więc mamy nadzieję na stabilną i wydajną pracę zestawu komputerowego warto pomyśleć o dobrym zasilaczu.

Dobry, zły i... niemarkowy?

Czym jednak w tym przypadku różni się ?dobry? od ?złego?? Na pierwszy rzut oka - niczym. Dwa zasilacze, przykładowo o mocy 500 W podłączamy do tego samego komputera. Działa on zasilany zarówno produktem z wysokiej półki, jak i tym słabszym. Schody zaczynają się jednak, gdy na komputerze zaczniemy robić coś bardziej wymagającego, niż gra w pasjans czy wertowanie komórek w Excelu. Jeśli na przykład uruchomimy grę bądź program w znacznym stopniu obciążający procesor (a do takich należą chociażby te do obróbki grafiki, materiałów wideo itp.) zauważymy, że zużycie energii przez nasz komputer rośnie. Podzespoły, takie jak procesor czy karta graficzna wychodzą ze stanu spoczynku lub trybu pracy 2D i zaczynają pracować z najwyższymi ustalonymi parametrami. A to wymaga dostarczenia energii... czyli prądu.

Tu zaczyna się właściwa rzecz - jeśli zasilacz jest po prostu dobry (specjalnie unikam słowa ?markowy? bo marka to dla każdego coś innego, a ?nie-markowe? też mogą być porządnie wykonane) to dostarcza podzespołom prąd o pożądanym napięciu i nie pozwala na jego wahania (obecne producenci koncentrują się na liniach 5 i 12 V, 3,3 V jest praktycznie nieużywana). Jeśli różnica między napięciem prądu przed obciążeniem a po obciążeniu jest minimalna (mieści się w zakresie setnych części wolta), to jest w porządku i nie musimy się obawiać. Mamy dobry zasilacz, który pozwoli na przewidywalną, stabilną pracę.

Zasilacz Modu

Co, jeśli jednak zasilacz nie należy do ?dobrych?? Lub jeśli, na przykład, po wymianie starych podzespołów na mocniejsze postanowimy pozostawić ten sam - wysłużony już - zasilacz? W najlepszym przypadku, jeśli zestaw złożony jest z dobrych części, to jedynym efektem takiego połączenia będzie zwiększenie temperatury zasilacza. To z kolei zwykle jednoznaczne jest z przyśpieszeniem obrotów chłodzącego go wentylatora, a więc ze wzrostem emitowanego hałasu. To w najlepszym przypadku, w którym tylko nieznacznie zbliżamy się do mocy znamionowej zasilacza bądź tylko chwilowo ją przekraczamy.

Uruchomienie mocnego komputera, który pod obciążeniem generuje, na przykład 50-100W więcej niż może oddać zasilacz, prowadzi już najczęściej do niestabilności. Może być to niestabilność ?programowa?, czyli zawieszanie się komputera, restart całości; lub ?sprzętowa?, objawiająca się wyłączaniem się zasilacza. Jest to zjawisko jak najbardziej normalne i dzieje się tak za sprawą zwykle wbudowanych w urządzenie zabezpieczeń.

W najgorszym razie (choć rzadko występującym) - w przypadku lepszego jakościowo sprzętu - zasilacz może się nie wyłączyć mimo iż chłodzenie przestało wystarczać. Może to doprowadzić do przegrzania się sprzętu i najprawdopodobniej także poważnego uszkodzenia.

Oczywiście, możliwe też, że podłączenie do wymagającego zestawu zasilacza pozbawionego jakichkolwiek etykiet sugerujących jego moc, czy sprawność, nie zaowocuje absolutnie niczym z powyższych. Zawsze jednak pozostaje pewna doza niepewności.

Każdemu wedle potrzeb

zasilacz Club 3D

Oczywiście - można wyjść z założenia, że jeśli kupimy polecany 700 W do komputera biurowego, to nigdy nie zabraknie nam prądu. Będzie to jednak niepotrzebny wydatek. Przede wszystkim musimy wiedzieć, do czego używamy komputera i jakiego obciążenia możemy się spodziewać. To ostatnie może być dość trudne do oszacowania. W sieci pełno jest jednak testów, które, choć mniej więcej, przybliżą nam wartości poboru prądu na przykładowych konfiguracjach.

Dość powiedzieć, że komputer oparty o procesor E8400, 2 GB RAM, z kartą graficzną Radeon HD 4890 i rozbudowanym chłodzeniem wodnym pobiera w spoczynku ok. 160-170 W, a obciążony współczesną grą dobija do 270-280 W. Warto nadmienić, że taki komputer bez problemu radzi sobie z grami, nawet najnowszymi w wysokich ustawieniach graficznych i rozdzielczości Full HD (niechlubnym wyjątkiem może być tu jednak Metro 2033). Brakować może tylko wsparcia dla DirectX 11.

Czy jest więc sens inwestować ponad 400 złotych w zasilacz 700 W? Nawet jeśli fora internetowe pełne są tego typu zaleceń? Jak widać, nie ma to większego sensu. Dobrej klasy zasilacz, o mocy 500 W z certyfikatem 80+ Bronze lub Silver z zapasem wystarczy do takiego zestawu. Oczywiście - mocniejszy komputer, wyposażony w 4-rdzeniowy procesor i dwurdzeniową kartę graficzną (pokroju Radeona HD 6990) będzie już zdecydowanie za mocny dla 500-watowego zasilacza. W tym wypadku wierzę jednak, że osoba zdecydowana na zakup super wydajnej platformy jest także świadoma tego faktu i gotowa na super wydatki.

Mimo wszystko nawet w tym przypadku zasilacze o mocy 1000-1500 W wydają się być zdecydowaną przesadą. Warto przytoczyć stanowisko firmy Enermax, niemieckiego producenta zasilaczy, który twierdzi, że swoje najpotężniejsze jednostki, Revolution, sprzedaje w głównej mierze firmom i instytucjom, które przeznaczają je do zasilania serwerów. Dopiero tam 1250 W mocy znajduje zastosowanie, gwarantując stabilność pracy.

Zasilacz Antec TruePower Quattro 850W

Co kupić?

Wypada zebrać fakty. Jeśli dysponujemy standardowym, domowym komputerem, na którym czasem gramy w gry, oglądamy filmy i przeglądamy strony internetowe z pewnością nie robimy tego wykorzystując 6 rdzeniowy procesor, płytę główną z 24 GB pamięci RAM i dwurdzeniową kartę graficzną. W takim wypadku wystarczy więc uznany i przetestowany zasilacz z przedziału 400-600 W, w zależności od konfiguracji komputera. Nie ma sensu, płacić fortuny za zasilacz, który w znacznym stopniu będzie się nudził. To po prostu strata pieniędzy, a zysk praktycznie żaden. Wydaje się, że chcąc zoptymalizować koszt zestawu zakup powinna poprzedzić solidna analiza.

Oczywiście czasem można sobie pozwolić na pewne szaleństwo i swawolę, kupując potężny zasilacz z nadwyżką mocy, na przykład ze względu na jego atrakcyjny wygląd. Bardzo często nie jest to jednak racjonalnie uzasadnione. Domowym użytkownikom liczącym każdy grosz poleciłby jednak raczej zainwestować w oryginalny system bądź nową grę, niż w ?bajerancki? zasilacz 900 W 80+ Gold. Jedyna bowiem korzyść, która będzie płynąć z posiadania takiego sprzętu to poprawienie sobie humoru i świadomość, że w obudowie znajduje się ładny ?mebel?.

A na koniec - krótkie wyjaśnienie. W tekście nie pojawiają się nazwy firm (oprócz Enermax), gdyż uważam, że nieuczciwe byłoby klasyfikowanie różnych produktów jako ?dobre? a innych jako ?złe?. Każda z firm dysponuje lepszymi i gorszymi produktami. Funkcjonują także marki, które wciąż borykają się z opiniami słabych mimo, że znacznie poprawiły jakość swoich produktów. Dlatego szczerze zachęcam do lektury recenzji, testów i porównań i, przede wszystkim, używania własnej głowy, weryfikacji rekomendacji i sugestii. Najlepszego wyboru dokonacie wtedy, gdy sami przekonacie się, że wiecie, co kupujecie i będziecie w stanie obronić się przed zwykłym mydleniem oczu i tanią reklamą.

 

Bartosz Figura

OC Lab

Więcej o: